PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Giant Days Tom 8

[RECENZJA] Giant Days Tom 8

Zarówno ze studiami jak i z opowieściami o nich bywa bardzo podobnie. Nie jest źle, miejscami wręcz przesympatycznie, ale odczuwa się pewną powtarzalność. Ten sam los ostatnio spotkał uwielbiane przeze mnie niegdyś Giant Days. Dreszczyk ekscytacji wywołany odkrywaniem nowego studenckiego świata, ustąpił miejsca stałemu poziomowi, który nie oferował sobą żadnych zaskoczeń. Jednak w każdym toku edukacji kiedyś musi nadejść rewolucja, a tkwiące w stagnacji serie mogą nabrać wiatru w żagle.

Ósmy tom (kiedy to zleciało?) serii Johna Allisona wprowadza nieco zamętu w historię Esther, Susan i Daisy. Jednak tym razem, zamiast upierdliwego kolokwium czy niezręcznych zauroczeń, problemy będą o wiele poważniejsze. Nie tylko z perspektywy młodej studentki. Wiele pozornie zagojonych ran zostanie rozdrapanych, przyjaźnie zostaną zakwestionowane, związki zachwieją się w posadach, a to wszystko w przeciągu raptem kilku dni. Jednak jak napomknąłem wcześniej, nie są to rozdmuchane przez młody umysł problemiki, które powinny ulotnić się równie szybko jak się pojawiły. W grę wchodzą niezwykle silne emocje a marginalizowanie ich byłoby szkodliwym umniejszeniem. Dokonać będzie trzeba wielu niełatwych wyborów. Ukochana osoba, czy przyjaciele? Komfort osobisty, czy uszczęśliwienie innych? Kompromisy czy ofiarność? I co w tym najlepsze i najgorsze zarazem, nie wiemy komu powinniśmy kibicować. Nakreślenie mapy relacji między postaciami robi się coraz trudniejsze dla czytelnika, a co dopiero dla nich samych.

To niepokojąco realistyczne wrażenie dotyczy także kilku nowych bohaterów, którzy wnikają w życie naszych studentek. Jak na dłoni widać ich irytujące cechy czy egoistyczną perspektywę, ale jednak nie potrafią zniknąć z naszego życia. Trzyma ich tu bezgraniczne zaufanie naszych przyjaciół, złudne poczucie bezpieczeństwa, albo zwyczajnie niezdrowa i toksyczna relacja. To niezwykle potrzebna łyżka dziegciu w beczce miodu zwanej „Giant Day’', aby uświadomić odbiorcom i bohaterkom, że studencka idylla kiedyś dobiegnie końca, a problemem nie jest już tylko niewinne zadurzenie w młodym wykładowcy. Życie nie zamierza oszczędzać nikogo i bez wątpienia zostaną z tego blizny.

Allisonowi nie brakuje w tym kreśleniu wyczucia, dzięki czemu każda postać zostaje napisana bardzo realistycznie. Ich decyzje i motywacje łatwo zrozumieć i utożsamić się z nimi. Przekłada się to zarówno na świetnie prowadzenie postaci pojedynczo, jak i w konkretnych grupach. Każda z dziewczyn jest kimś nieco innym we własnych czterech ścianach, a kimś innym we wspólnej przestrzeni. To wszystko stanowi oczywiście okoliczności znane każdemu z nas, bo co przy kolegach, to nie przy ukochanej i vice versa. Dobrze jest widzieć, że przez podejmowanie nierzadko trudnych decyzji każda z postaci ma okazję się zmienić i dojrzeć. Choć niczyja psychika nie zalicza tutaj obrotu o 180 stopni, dobrze jest widzieć, że przez osiem tomów dziewczęta miały okazję zrobić kilka kroków w stronę dojrzałości. To już nie, jak mawiał pewien gajowy, pirszoroczni, by wciąż być traktowani ulgowo.

Aż dziwne zatem, że tak dojmujące elementy są obecne w tak estetycznym świecie. Pracę Max Sarin chwalę tu każdorazowo, ale nie sposób inaczej. To wciąż ogromnie cieszące oko rysunki, gdzie szczere emocje nie odbierają palmy pierwszeństwa kreskówkowemu slapstickowi. Dramaty mają okazję wybrzmieć w ciszy, a kolejne kuriozalne eskapady będą odpowiednio krzykliwe. Czyli ponownie, samo życie.

Miło mi pisać, że po chwilowym przestoju seria Johna Allisona wróciła do formy. Bohaterki i zapewne autor również, mieli okazję dorosnąć, prezentując nam inny fragment studenckiego życia. „Giant Days” to mimo wciąż obecnej dawki słodyczy i swobody, opowieść bardzo dojrzała, godna czytelnika w każdym wieku. Nigdy nie jest za późno by nauczyć się, czym jest zawód.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Death or Glory Tom 2

Minął rok od kiedy do mych rąk trafił pierwszy tom Death or Glory. Odłożyłem go …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *