PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Giant Days – Tom 4 i 5

[RECENZJA] Giant Days – Tom 4 i 5

Kiedy podejmowałem się lektury czwartego tomu komiksu Allisona, kończył się sierpień. Uczniowie powrócili do ponownie zreformowanych szkolnych ławek, a studenci mogli nacieszyć się resztą wolnego przez kolejne 30 dni. Ale jeśli jesteście między jednym etapem edukacji a drugim, powinniście poświęcić chwilę nowemu komiksowi z serii Giant Days. Bowiem jeśli potrzebujecie wglądu w prawdziwe życie studenckie, Non Stop Comics po raz kolejny przychodzi z odsieczą. Wyjmijcie zeszyty, wyciszcie telefony i uważajcie. Wykład z prawdziwego życia właśnie się zaczyna.

Zaczynamy z wysokiego C. Esther stoi w obliczu rzucenia studiów, a jej rodzina nie zamierza utrzymywać darmozjada pod swoim dachem. Dlatego też, czas znaleźć pracę. Niestety każda z nich wymaga obcowania z ludźmi po obu stronach lady, przez co ciężko odnaleźć spokój ducha i godziwe wynagrodzenie jednocześnie. A jako że trzeba za coś opłacić rachunki i kupić jedzenie, czas zacisnąć zęby i brnąć w dorosłość. A gdyby tego było mało, brak jednej ze współlokatorek oznacza szukanie nowego lokum dla Daisy i Susan.  I nawet jeśli nie byliście nigdy o krok od rzucenia studiów, czy nie musieliście znosić klientów wiedzących więcej niż wy sami, momentalnie znajdziecie nić porozumienia z bohaterkami. Fakt, że mamy do czynienia z trzema różnymi charakterami, reakcja na świat zewnętrzny będzie dostosowana do nas, bez względu na to jacy jesteśmy. Naiwna akceptacja, zagubienie pomieszane z ambicjami, lub silna niechęć granicząca z rządzą mordu. Każdemu się może zdarzyć.

Tom czwarty, w podobnie do poprzednika, prezentuje nam najistotniejsze wydarzenia  mające miejsce w okolicy końca semestru. Trzeba będzie zatem odbyć męczące praktyki studenckie, dorobić by się nie narobić, a gdy już napełnimy sobie kieszenie, skoczyć na festiwal muzyczny i do Ikea na zakupy. A jako że autor tych słów właśnie jest w trakcie pisania licencjatu i wkrótce zamieszka w nowym lokum ze swoją narzeczoną, ciężko byłoby nie odnieść cię entuzjastycznie do historii, która opisuje problemy, z jakimi się stykam i wkrótce zetknę. I tak jak zwykle z komiksem Allisona bywa, ponownie nie ma mowy o eksplorowaniu najciemniejszych zakamarków ludzkiej psychiki, czy rozliczaniu się z własną przeszłością itd. To życie skoncentrowane na tu i teraz. Konsekwencje jeszcze przyjdą, spokojnie, mamy czas. Dodatkowo scenarzyście udaje się złapać ten ulotny entuzjazm, jakiego doświadczamy choćby odkrywając uroczego pluszaka w Ikea, czy gdy jemy tam pyszne klopsiki. Nieczęsto doświadczam tego przyjemnego uczucia w czasie lektury jakiegokolwiek komiksu, co utwierdza mnie w przekonaniu, że najprzyjemniejsze są dla nas rzeczy dobrze znane. Takie, które kojarzą nam się z przyjemnymi epizodami w naszym życiu.

Non Stop Comics obrało sobie wyjątkowo dobrze wykalkulowaną strategię wydawania kolejnych części przygód naszych studentek, gdyż każdy nowy wątek ich studenckiego życia, pokrywa się w dużym stopniu z życiem czytelników komiksu. Lub może to niezwykły zbieg okoliczności, że i na mnie oraz rówieśników czekają akurat podobne problemy. Jednakże John Allison ze swoimi życiowymi obserwacjami wykracza poza granice banału znanego ze starych memów „to uczucie kiedy…”. Jest w tym wszystkim zaskakujący realizm, który nie zanika nawet będąc nieco przysłoniętym sporą dawką humoru. W końcu, gdybyśmy wszystkie mieli przyjmować na serio, oszalelibyśmy.

Z chwaleniem zarówno kolejnego tomu, jak i całej serii autorstwa Allisona jest pewien problem. Ciężko mi co chwilę wspominać o tym, jak bardzo w punkt są jego obserwacje dotyczące życia młodych ludzi, nie zapętlając się co chwila. Zwłaszcza, że i losy naszych bohaterek także miejscami wpadają w pewne pętle. Jasne, niektóre sytuacje urastają do miana niemałego dramatu, jednakże to ta dziwna… prostota i miałkość prezentowanych scen chwytają mnie za studenckie serduszko. To prawdopodobnie zasługa klarownie nakreślonych charakterów na pierwszym, ale i drugim planie. Zwłaszcza, że z każdym kolejnym zeszytem, bohaterki stają się niejako samoświadome cech, jakimi okrasił je scenarzysta. Wiedzą jak są postrzegane przez przyjaciółki i resztę znajomych, przez co próbują uciec od łatki ją im przylepiono. Nawet jeśli będzie to znaczyło postępowanie wbrew sobie. Zupełnie jakby miała to być przekomarzanka ze sceptycznym czytelnikiem, który niezadowolony z pierwszych zeszytów i ich głównych bohaterek, miał dostrzec progres, jaki zaliczyły.

Choć będzie to stwierdzenie nieco na wyrost, doszukuję się też pewnego progresu u rysownika – Maxa Sarina. Głównie jeśli chodzi o kreowanie kolorowego tłumu i tła. Widać to wyjątkowo klarownie w zeszycie, w którym bohaterki trafiają na festiwal muzyczny. Szeroki wachlarz przeróżnych subkultur, różne lokacje, czy odpowiednio „kreskówkowa” paleta reakcji bohaterów na zaistniałe wydarzenia. Nie wiem o ile mniej przystępne byłyby historie opowiadane przez Allisona, gdyby nie urocza kreska Sarina, dodająca całości tak „niezobowiązujący” ton.

Po raz czwarty mówię to samo, ale nie mam innego wyjścia. Giant Days wciąż pozostaje świeżą historią, której lektura sprawia ogromną przyjemność. Bohaterek ciężko nie polubić, a życiowe problemy w jakich się znajdują, nieraz znajdą analogie do życia czytelnika. Macie gorszy dzień, przerwę w pracy lub zajęciach, lub najzwyczajniej brak pomysłu na wolne popołudnie? Giant Days na ratunek!

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Odrodzenie tom 5: Wezbrane wody

Odrodzenie, które było jedną z pierwszych serii zapowiedzianych przez wchodzące dopiero na rynek Non Stop …

KOMENTARZ

  1. Chętnie i ja zabiorę się do lektury tego komiksu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *