PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Giant Days: Obudźcie Mnie jak Będzie po Wszystkim

[RECENZJA] Giant Days: Obudźcie Mnie jak Będzie po Wszystkim

Możliwe, że dotyczy to tylko mnie, ale wraz z nadejściem wiosny zaczynam nieco inaczej postrzegać swoje otoczenie. Najprostsze sytuacje, czy obowiązki nabierają nieco innego wymiaru, przez co mam na nie więcej energii. Co dziwne, nigdy nie są to rzeczy, które są czymś nowym w moim życiu, lub jakiekolwiek aktywności wykraczające poza egzystencję przeciętnego studenta. Na szczęście okazuje się, że poza mną jest spora grupa odbiorców, którzy w urokach życia codziennego są w stanie znaleźć sporo uroku i rozrywki. Ale jeśli ktoś z Was nadal ma z tym problem, możliwe że lektura drugiego tomu Giant Days: Obudźcie Mnie jak Będzie po Wszystkim nieco to zmieni.

Powoli zbliża się koniec pierwszego semestru, sesja czai się tuż za rogiem… a na świecie jest cała masa ciekawszych i ważniejszych rzeczy do roboty. Nic zatem dziwnego, że nasze bohaterki: Daisy, Esther i Susan, muszą zająć się czymś istotniejszym niż kolokwia i egzaminy zaliczeniowe. Czekają na nich bale, powroty do domu na święta, czy batalia z opinią koleżanek o „twoim nowym chłopaku”. I zanim ktoś z lekką drwiną uniesie brew, proszę by ten, kto nigdy nie zastanawiał się jak wypadnie w porównaniu do swoich znajomych na studniówce, pierwszy rzucił kamieniem. Czy rodzina i przyjaciele zaakceptują zmianę stylu, albo czy nauka nie może poczekać jeszcze jeden dzień?

To właśnie wzięte prosto z życia problemy i problemiki stanową fundament komiksu Johna Allisona. Tylko tyle i aż tyle. Jednakże drugi tom skręca w dość konkretnym kierunku tematycznym. Nie chcę używać tutaj terminu „poważny” sensu stricto, wszak skala problemów bohaterek nie wykracza poza życie uniwersyteckie, ale jest to wygodne określenie. W Obudźcie Mnie jak Będzie po Wszystkim wiele przeciwności z jakimi muszą zmagać się nasze dziewczęta dotyczy spraw miłosnych. W porywach do otwartej seksualności, czy „zakazanej” relacji. Nietrudno dostrzec tutaj czytelne sygnały wkraczania w prawdziwą dorosłość, która co prawda przyniesie wiele rozczarowań, ale również perspektyw na pozytywne zmiany. Jestem pod niemałym wrażeniem, jak pomimo dystansu dwudziestu lat od głównych bohaterek, Allison pisze swoje postaci z wyczuciem sugerującym, że sam jest częścią tego świata. Jakby faktycznie po dziś dzień tkwił w początkowej fazie trzeciej dekady życia, wiedząc doskonale jak mówią, zachowują i prezentują się młodzi ludzie.

W tym miejscu składam też uniżony ukłon w stronę tłumacza – Wojciecha Góralczyka. Naprawdę od bardzo dawna nie czytałem tak wiarygodnie brzmiących dialogów. Z reguły gdy jakiś ‚piernik’ brał się za imitowanie młodzieżowego slangu, kończyło się to na skręcie twarzy z zażenowania. Na szczęście Giant Days oddaje język młodych z podobnym wyczuciem, jak ich problemy i rozterki. Ponieważ na obecnych imprezach zdarzają się całe grupy ‚randomów’, a koleżanki na bank będą się cieszyć, gdy któraś z nich będzie mogła „seksić” się ze swoim chłopakiem.

Obudźcie Mnie jak Będzie po Wszystkim prezentuje także faktyczne konsekwencje wyborów, jakich dokonują postacie. Echo nieudanych związków z pierwszej części niesie się przez znaczną część omawianego tomu, irytujące nawyki bohaterek nie znajdują dla siebie miejsca w konkretnych okolicznościach, a podjęte decyzje mogą obrócić się na ich niekorzyść. Zaistniał tutaj piękny dualizm, ukazujący jak marginalne mogą być problemy, które na pierwszy rzut oka wydają nam się końcem świata, oraz jak istotne mogą okazać się pewne umykające uwadze detale. Nie mam pojęcia jak może zakończyć się cała seria, ale jestem przekonany że Esther, Susan i Daisy nie będą już tymi samymi dziewczętami, którymi były na stronicach Królowych Dramy. To scenariuszowo ogromny plus, choć przyznam, że będę za nimi tęsknił. To naprawdę wybuchowa mieszanka, którą obserwuje się z największą przyjemnością, a niektóre reakcje bohaterek wywołują naprawdę szeroki uśmiech, który przez dłuższą chwilę nie schodzi z twarzy.

Zachwyty nad stroną wizualną mogą być w zasadzie dublem akapitu z recenzji poprzedniego tomu. To wciąż rewelacyjnie prezentujące się panele, z których aż wylewa się dynamika i energia emanująca z bohaterek. Nawet jeśli tematem jest apatia, widać to doskonale w postawie i mimice danej postaci. Warsztat jaki Lissa Tremain nabyła w Disney’u widać gołym okiem, przez co komiks aż prosi się o zanimowanie. Jednakże tom drugi wprowadza pewną niezrozumiałą z początku zmianę. W połowie historii kontury stają się cieńsze, a kolory teł nabierają bardziej jaskrawego odcienia lecz wszystkie atrybuty sylwetek ludzkich pozostają niezmienne.Dopiero rzut oka do stopki redakcyjnej uświadomił mi, że dwa ostatnie zeszyty ilustrował Max Sarin, którego styl zdaje się niemal nie do odróżnienia od rysunków z poprzednich zeszytów.

Przy takim podobieństwie rodzi się pytanie. Czy Sarin otrzymał angaż, by oprawa graficzna została względnie nienaruszona, po nieuniknionym odejściu pierwotnej artystki? Czy może jednak Sarin był twórcą bardziej opłacalnym do zatrudnienia, opłaconym by jak najdokładniej imitować pierwotny styl? Źródła nie określają przyczyny tej zmiany, jednak biorąc pod uwagę fakt, że Lissa Tremain pozostała artystką ilustrującą okładki aż do 24 numeru serii zakładam, że twórcy nie rozeszli się we wrogich stosunkach. I dobrze, bo komiks, z którego bije tak nieskrępowane umiłowanie przyjaźni na dobre i złe, nie powinien być podszyty niechęcią.

Wniosek końcowy pozostaje niezmienny od premiery pierwszego tomu. Giant Days: Obudźcie Mnie jak Będzie po Wszystkim to zaskakująco wciągająca i zabawna historia, która powinna przypaść do gustu dosłownie każdemu. Udaje jej się uchwycić najbardziej ulotne, ale przy tym zupełnie przyziemne uroki życia codziennego, które każdy z czytelników będzie w stanie odnieść do własnego życiorysu. Jeśli ktoś z waszego otoczenia kręci nosem na myśl o komiksie, przez stereotypowy obraz o medium, polećcie mu serię Johna Allisona. Oferuje ona sobą wszystko co najlepsze w tej formie literatury, nawet jeśli będzie ona pierwszym kontaktem z historią obrazkową.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Paper Girls – Tom 3

Każdy kto mianuje się nerdem, lub chociażby fanem popkultury, zapewne przytaknie, że lata 80-te były …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *