PANTEON / CYKLICZNE / [RECENZJA] Exclamation

[RECENZJA] Exclamation

Jedno z polskich przysłów brzmi DO TRZECH RAZY SZTUKA – odnosi się ono zazwyczaj do sytuacji, w której osiągamy sukces po uprzednich dwóch, mniejszych bądź większych, porażkach. W przypadku wydawnictwa Sol Invictus sytuacja miała się jednak odwrotnie, po wydaniu dwóch dobrych tytułów (mowa tu o Lisie i Incognito), wydawnictwo zaserwowało czytelnikom trzecią pozycję, której jakość, niestety, jest w mojej ocenie niższa od poprzedników.
Exclamat!on, bo to o tym komiksie mowa, to opowieść o vigilante, zrodzonym w głowie Aleksandra Wałaszewskiego już kilka lat temu. Zaprezentował on go wtedy na rodzimym portalu www.behance.pl i właśnie dzięki temu udało się mu przebić do masowej świadomości czytelników. Odnalazł go wydawca – Aaron Welman. Sytuacja jak z bajki musicie przyznać, jednak wydarzyła się naprawdę.

Główny bohater jest personą, jakie w komiksach cenię najmocniej, tak zwanym „mścicielem”. Czyli żadne tam lasery, czy radioaktywne króliki, tylko facet z silną wolą skopania kilku złoczyńców, któremu skończyła się guma do żucia. Co prawda w poziomie mocy daleko mu jeszcze do Łysola z One-Punch Man, jednak przykoksił dużo mocniej, niż Kick-Ass. Na pewno wielkim plusem jest fakt, że pozycja ta pozwoliła na wprowadzenie kolejnej postaci do solinvictusowego uniwersum, zatem będzie można z niej skorzystać w ewentualnym crossoverze wydawnictwa (o którym niejeden fan polskich komiksów zapewne już dziś myśli).

Historię zawartą na łamach zeszytu (32 strony w czerni i bieli) czyta się bardzo przyjemnie. Zapytacie zatem: o co więc chodzi z tą krytyką we wstępie? Otóż, choć sama opowieść, wariacja na temat ludzkich marzeń o bohaterskich wyczynach, jak najbardziej nadaje się na serię komiksową (co pokazali nam chociażby twórcy Kick-Assa) autor Exclamat!ona nie do końca sprostał temu zadaniu. Znaczy, fakt, napisał przyjemną historię, ale nie jest to materiał, który jako solowa pozycja może stanąć w szranki z innymi, podobnymi opowieściami.
W komiksie znaleźć też można wątki humorystyczne. Nie są one elementem niezbędnym w stylistyce noir, jednak sięgali po nie w komiksach zarówno polscy jak i zagraniczni scenarzyści brodzący w czarnym tuszu (np. Tiziano SclaviDylan Dog czy Jerzy SzyłakBenedykt Dampc).
Od strony graficznej, czarno białe rysunki okazują się (słuszną) wskazówką nakierowującą na klimaty noir. I to jakie noir! Rysunki w sporych rozmiarów kadrach przywodzą na myśl legendarny komiks Franka Millera o mieszkańcach Miasta Grzechu. Jest głęboka czerń, jest gra cieniem i jest przede wszystkim mistrzowsko położony przez Patrycję Awdjenko – tusz.

Zatem, czy warto sięgnąć po Exclamant!on? Cóż, jeśli możesz sobie na to pozwolić, to śmiało! Zarówno tekst, jak i ilustracje, przyswaja się bardzo przyjemnie, więc jeśli Twój stan portfela sprawia, że zakup tej zeszytówki nie uczyni Cię odczuwalnie uboższym, uczyń to i daj się ponieść fantazji autora. Jeśli jednak Twój komiksowy budżet jest skromniejszy, to nic na siłę. Stracisz jedynie pięć minut zabawy (dobrej zabawy) okraszonej cudownie zrealizowanymi ilustracjami.

Autorzy: Gądziu & LoboPrime

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Bler Tom 6: Psie Imperium

Szósty tom Blera, to jednocześnie bezpośrednia kontynuacja wątków z poprzedniej części, jak i powrót do …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *