PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] ElfQuest tom 1

[RECENZJA] ElfQuest tom 1

Gdy pojawiły się pierwsze głosy o ponownym wkroczeniu Wydawnictwa Amber na ścieżkę publikowania komiksów, to moją pierwszą myślą był cytat z Mrocznego widmasurprise, to be sure, but a welcome one. Dużą rolę odegrały tutaj zapowiedziane tytuły – wychodzę z założenia, że nigdy zbyt wiele rodzimych wydań opowieści pierwotnie publikowanych przez Image czy Dark Horse’a. Tym bardziej, jeśli są to serie wcześniej mi nieznane, a tak właśnie było w przypadku recenzowanej pozycji.

Minęło nieco czasu od tych doniesień, a w moje łapki wpadł pierwszy tom ElfQuest i muszę przyznać, że początkowe wrażenie było jak najbardziej pozytywne. Przede wszystkim jest to duży komiks, swoim formatem przypominający bardziej tytuły europejskie aniżeli te zza oceanu. I może nie jest to ta sama liga, co egmontowe Batmany z linii Noir, ale i tak te elfie przygody ładnie górują nad opowieściami wydanymi w bardziej typowym formacie 170 x 260 mm. Nie dla wszystkich taki niecodzienny rozmiar będzie zaletą, zwłaszcza mam tu na myśli osoby ceniące sobie porządek w domowej biblioteczce, ale dla mnie akurat jest to atut. Komiks świetnie leży w dłoni i można lepiej przyjrzeć się pracy rysowniczki.

Niestety zaraz na samym początku lektury pojawił się drobny zgrzyt. Sporządzoną przez Roba Beschizza przedmowę otwiera takie oto zdanie: ElfQuest to najdłuższa niezależna seria komiksowa w Ameryce. Miałem co do tego wątpliwości, które zostały szybko potwierdzone przez konsultacje z wujkiem Google. Dzieło małżeństwa Pinich jest jedną z najdłuższych serii amerykańskich, ale niestety w tym zaszczytnym rankingu nie zajmuje pierwszego miejsca. Tekstu Beschizza nie opatrzono żadną datą, zabrakło też jakiegokolwiek sprostowania ze strony tłumacza i mam przez to niemałą zagwozdkę. Mianowicie chciałbym wiedzieć czy to kwestia wykorzystania mocno archiwalnego peanu na cześć ElfQuesta czy może gdzieś podczas tłumaczenia/edycji doszło do drobnej pomyłki. Oby w następnych tomach obyło się bez podobnych sytuacji. Na szczęście kolejnych błędów nie wyłapałem a samego, niezbyt interesującego, wstępu nie można nazwać okazałym, dzięki czemu szybko można przejść dalej, by nacieszyć się głównym daniem.

Dochodzi do eskalacji konfliktu między ludźmi a elfami. Sytuacja szybko się zaognia i to dosłownie – za sprawą działań tych pierwszych z dymem poszedł gaj zamieszkały przez tych drugich. Nie mając drzew nad głową cała elfia osada, zwąca siebie Wilczymi Jeźdźcami, uciekła przed nieprzychylnymi sobie istotami i wyruszyła na wędrówkę przez pustynię w poszukiwaniu nowego domu. Jeżeli ten fragment zabrzmiał Wam nieco znajomo, to macie rację. Autorzy pozwolili sobie na kilka mniej lub bardziej subtelnych nawiązań do tekstów stojących u podstaw różnych kultur, zaś sami Jeźdźcy budzą silne skojarzenia z Indianami Ameryki Północnej. Jeśli lubicie wyłapywać takie rzeczy, to możecie śmiało sięgać po ten tom. 

Przemierzanie nie tak bezkresnych, jak mogłoby się wydawać, połaci piasku mija dość szybko a bohaterowie trafiają na swoich górskich pobratymców. I tutaj niestety okręt o nazwie ElfQuest natrafia na pokaźnych rozmiarów mieliznę. Na pierwszy plan wysuwają się walki o względy nowo poznanej elfki i nie marudziłbym, gdyby zostały one rozpisane w jakkolwiek interesujący sposób. Stało się inaczej, a poznawanie perypetii naszych długouchych bohaterów skłania do wniosku, że Wendy i Richard Pini mogliby z powodzeniem tworzyć scenariusze do seriali CW. Jeśli tak jak ja popełniliście kiedyś ten błąd i obejrzeliście o jeden sezon Arrow za dużo, to tu czeka na Was powtórka z rozrywki. Sytuację na szczęście ratuje ostatni akt – nie ma w nim nic odkrywczego czy zaskakującego, ale jest to całkiem solidna opowieść dark fantasy, która zostawiła mnie z apetytem na więcej elfich przygód. 

Mimo kręcenia nosem na wątki romantyczne i tak bawiłem się całkiem dobrze podczas lektury. Co prawda postaci nawet na torturach nie określiłbym mianem złożonych, samą opowieść także cechują prostota i przewidywalność, ale nie postrzegam tego jako wadę. Lubię takie komiksowe ramotki i po kilkunastu stronach zaakceptowałem nawet dymki opisujące to, co widzę na poszczególnych kadrach. Mało tego, po jeszcze kolejnych planszach zacząłem także odkrywać uroki płynące z tego dopowiadania rzeczy oczywistych. Powiedzieć, że nie jeden fragment znacząco poprawił mi humor, to jak nie powiedzieć nic. Nie było to zamierzeniem twórców, ale w wielu miejscach trudno mi było powstrzymać się od uśmiechu. Powyżej możecie zapoznać się z moim ulubieńcem. Czytamy w nim, że elfka stoi jak wryta, strach i zachwyt mieszają się na pięknej buzi. Patrzę na kadr, no i rzeczywiście – dziewczę stoi jak wryte a strach na jej twarzy maluje się równie wyraźnie, co emocje na zdjęciach z badań Paula Ekmana. Chcę więcej! Zaś z rzeczy poważniejszych, to bardzo do gustu przypadła mi konstrukcja świata przedstawionego. Lubię, gdy twórcy pamiętają o takiej drobnostce, jaką jest ewolucja. Do gustu przypadła mi również kreska. Jest nieco mangowa i pewnie część czytelników oceni ją inaczej, ale dla mnie pasuje ona do tej opowieści.

Na koniec łyżka dziegciu pod adresem wydawcy. Byłoby super, gdyby kolejne tomy doczekały się lepszej edycji. Sporo dymków straszy pustkami, a zdarzyła się też sytuacja wkroczenia dialogów tam, gdzie znaleźć się nie powinny – mowa o łącznikach między dymkami. Nie jest to jakaś ogromna przeszkoda, która uniemożliwiłaby czerpanie przyjemności z lektury, ale też nie służy to tworzeniu dobrego wrażenia, jakie komiks powinien we mnie zostawić. Choć i tak je zostawił, ale może być lepiej i trzymam kciuki, by już w następnym tomie tak było.

Dziękujemy Wydawnictwu Amber za przekazanie egzemplarza do recenzji.

AUTOR Smok

Człowiek udający, że jest smokiem albo smok udający, że jest człowiekiem. Jeszcze nie zdecydował, które z powyższych jest prawdą. Nałogowo opowiada o "Gwiezdnych wojnach", czyta komiksy i wciąż nie wyzbył się dziecięcego pragnienia zmieniania świata na lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *