PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Duch Gaudiego

[RECENZJA] Duch Gaudiego

Non Stop Comics szturmem wchodzi na nasz rodzimy rynek. Mimo sporej konkurencji mnogość tytułów jakie zasiliły nasze półki jest naprawdę godna podziwu. O wielu z nich już pisaliśmy, a teraz pora na kolejną historię. Na taką, na którą czekałem z ogromnym utęsknieniem. O artystach niewiele się mówi z mainstreamie. Dopóki nie pojawi się jakiś film, który relacjonuje życiorys danego malarza, niewielki odsetek odbiorców interesuje się tematem. Tym bardziej gdy mówimy o komiksie. W dodatku o architekcie… Chociaż nie do końca. Duch Gaudiego bowiem nie traktuje o życiorysie Hiszpana, a bardziej o jego dziedzictwie. Jeśli ktoś z Was czytał jakąkolwiek powieść o profesorze Langdonie autorstwa Dana Browna, poczujecie się jak u siebie w domu.

Pewnego deszczowego dnia nasza bohaterka Toni, ratuje przed śmiercią z kół tramwaju pewnego starszego pana. Co ciekawe, w tym samym miejscu przed wielu laty zginął Antonio Gaudi. Zbieg okoliczności? Nic bardziej mylnego, gdyż z Gaudim związana jest kolejna afera. W miejscach gdzie artysta maczał swoje uzdolnione palce zostają podrzucone ciała ofiar morderstw. Sprawą ma zająć się zblazowany i zmęczony życiem detektyw (jakiś tam), który nie cofnie się przed niczym, aby sprawiedliwości stało się zadość a dziedzictwo Gaudiego nie zostało splamione.

Faktycznie brzmi jak nadchodzący bestseller w księgarniach na całym świecie oraz kolejny wymuszony film Rona Howarda, prawda? Jednakże tam gdzie książki Browna jestem w stanie traktować jako miejscami kreatywne „guilty pleasure”, o Duchu Gaudiego nie mogę powiedzieć tego samego. Historii brakuje najbardziej elementarnego składnika dowolnego thrillera – intrygi, którą chce się śledzić. Autorzy zupełnie nie są w stanie zbudować napięcia, przez co ani razu nie czujemy zbliżającego się zagrożenia. Nawet gdy bezpośrednio rzuca się nam pod nogi zakrwawione zwłoki, większość postaci zdaje się wzruszać ramionami wertując książki o Gaudim. Oczywiście do ostatniego aktu, kiedy nagle trzeba wpaść w panikę i w możliwie najkrótszym czasie uzasadnić motywacje mordercy.

Co zabawniejsze, gdy nasz antagonista recytuje swoją złowieszczą przemowę, napomina o tym, jak silne więzi łączą go z Gaudim ze względu na jego biografię. Tutaj moje pytanie: czy przy tak przepastnej studni z pomysłami i wątkami, nie lepiej (i zarazem prościej) byłoby pisać o Gaudim?! Bo niestety pointa całej intrygi to kolosalne rozczarowanie, a morderca mógłby zostać powstrzymany przez zjedzenie pewnego batona, gdy zaczyna się nieco gwiazdorzyć.

Mało tego, przy całej mojej miłości do twórczości Antonio jeśli jeszcze raz dane mi będzie słuchać o tym jakim geniuszem był tytułowy architekt, nie będę szczędził rękoczynów. Kończąc szkołę plastyczną od kilku lat dane jest mi słuchać o wielu geniuszach swoich czasów, ale szczerze wątpię, że każdy rezydent Barcelony jest chodzącą encyklopedią w dziedzinie architektury. Nie sądzę że ktokolwiek z przechodniów byłby w stanie podać 3 dzieła same z siebie, ale najwidoczniej mieszkańcy komiksowej Barcelony mają w małym palcu wymiary, symbolikę, lokalizację oraz cenę deweloperską każdej z budowli. Pojęcie kultu jednostki nie jest mi obce z racji kraju, w którym żyję, ale następnym razem wolałbym zobaczyć nieco bardziej realistyczny przekrój społeczny.

Skoro bohater zbiorowy jest tutaj kiepsko napisany, może nasi protagoniści zawyżają poziom? Skądże. Żadna z postaci nie posiada ani jednej definiującej cechy charakteru. Po prostu są. Wędrują od lokacji do lokacji, omiatają wzrokiem budynki dyskutując o wiadomo kim, aby nagle w ostatnim akcie doznać absolutnego olśnienia co do tożsamości sprawcy. Skrywanej na tyle dobrze, że bez wstecznego kartkowania komiksu nie potrafiłem sobie przypomnieć, kim był ten tajemniczy ktoś. Szczerze mówiąc, do teraz tego nie wiem.

Ciężko mi też jednoznacznie ustalić, co myślę o stronie wizualnej. Z jednej strony te „kreskówkowe”, dynamiczne i nieszczególnie realistyczne postaci dodają publikacji masę uroku. Miło znaleźć odskocznię od sformalizowanego amerykańskiego mainstreamu w dowolnej postaci, zwłaszcza z rynku europejskiego. Jednakże kiedy zamierzamy brać się za kryminał bądź thriller, przydałoby się sprawić żeby opowieść miała w sobie odrobinę mroku. Nieco poważniejszą aurę niż nowa produkcja Pixara. Choć wiem że prace Gaudiego nigdy do bladych i mrocznych nie należały, to jednak kontrast posępnego morderstwa z kolorowymi fasadami nie wyszedł autorom na dobre. Może gdyby popchnąć historię w stronę surrealistycznego kuriozum rodem z twórczości Jodorowsky’ego miałoby to więcej uroku. Jednakże to tylko mrzonka zawiedzionego czytelnika.

Kilkoma słowami podsumowania. Duch Gaudiego okazał się sporym rozczarowaniem. Przez zapowiadany klimat i fabułę orbitującą wokół cenionego przeze mnie artysty nastawiałem się na coś naprawdę świeżego. Historia niestety okazała się wyjątkowo miałka, nie oferując sobą żadnych zaskoczeń, czy niespodziewanych zwrotów akcji. Całe szczęście na rynku są inne publikacje komiksowe opowiadające o znanych europejskich twórcach, a Duch Gaudiego niech spoczywa w pokoju.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Chrononauci Tom 1

Podróże w czasie to wyjątkowy temat. Od niepamiętnych czasów jest to jedno z największych marzeń …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *