PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Descender

[RECENZJA] Descender

O Descender dowiedziałam się na długo przed premierą z fanpejdża Dustina Nguyena, jednego z moich ulubionych rysowników, który to właśnie pracuje nad oprawą graficzną komiksu i od dawna już dzielił się z fanami szkicami czy fragmentami grafik z nowego projektu. To był pierwszy powód, dla którego zdecydowałam się zainteresować tym tytułem, kolejnym były pozytywne opinie, jakie zebrał zaraz po wyjściu na rynek. Akcja komiksu ma miejsce w odległej galaktyce, a konkretniej na dziewięciu zamieszkałych planetach należących do Imperium Galaktycznego Sojuszu Zjednoczonej Federacji Planet United Galactic Council.

Przedstawiciele różnych ras oraz wszelkiej maści AI żyją obok siebie w spokoju, do czasu kiedy nagle w przestrzeni pojawiają się znikąd gigantyczne roboty, które przypuszczają atak, niszcząc i zabijając miliony ludzi (i kosmitów, ale wiadomo o co chodzi) po czym znikają tak samo niespodziewanie jak się zjawiły. Po tym wydarzeniu świat stara się podnieść na nogi, a w całej galaktyce wybucha ogromna nienawiść do maszyn obdarzonych sztuczną inteligencją, kojarzonych jednoznacznie ze sprawcami katastrofy, nazwanymi Harvesterami. Na tle tych wydarzeń poznajemy historię głównego bohatera.
Nasz protagonista, Tim-21, jest robotem-dziecięcym towarzyszem, wielofunkcyjną maszyną o wyglądzie i charakterze małego chłopca. Poznajemy go dziesięć lat po opisanych przed chwilą wydarzeniach w kolonii górniczej na pewnym księżycu. Tim budzi się z długiego snu i odkrywa, że cały personel placówki zdążył już pożegnać się ze światem żywym, zostawiając go tylko w towarzystwie jego robo-psa oraz kiepsko już działającego komputera.

W międzyczasie wybitny robotyk Jin Quon dowiaduje się, że prowadzone przez ostatnią dekadę badania pozwoliły ustalić codex (takie robocie DNA) Harvesterów, tak więc droga do odkrycia skąd się one wzięły i jaki był ich cel już niemalże stoi otworem a kluczem do jedynej przeszkody jest ostatni istniejący android z serii Tim. Kolejne numery będą więc zapewne skupiać się na próbach dotarcia do miejsca pobytu robota, utrudnianym przez fakt, że galaktyka wciąż jest pełna ludzi pałających żądzą mordu na wszelkich przejawach sztucznej inteligencji.

Pierwszy zeszyt poświęca sporo uwagi ukazaniu świata, wytłumaczeniu mniej oczywistych zagadnień i przedstawieniu postaci doktora Quona, samego Tima-21 jest tu raczej niewiele. Może stanowić to pewne zaskoczenie, skoro wszystkie materiały promocyjne komiksu nawiązywały właśnie do niego, ale wydaje mi się, że taki podział „czasu antenowego” na samym początku serii był całkiem dobrym pomysłem. Dzięki temu wiemy dokładnie jak wygląda tło opowieści, dlaczego świat wygląda jak wygląda i dlaczego większość przechodniów ma zamiar i ochotę zabić naszego protagonistę.

Mamy też okazję poznać dwójkę z głównych bohaterów, których misją jest odnalezienie Tima – Jina spotykamy już na pierwszych stronach komiksu, niedługo potem dołącza do niego kapitan Telsa, o której nie wiemy na razie zbyt wiele, ale zapowiada się na naprawdę interesującą postać. Samego robota widzimy tu krótko, ale pierwsze spotkanie z nim wypada naprawdę ujmująco: widzimy małego chłopca budzącego się w miejscu pełnym ciał znanych mu ludzi, który mimo przerażenia zachowuje resztki optymizmu pozwalające mu wierzyć, że jego najbliżsi wciąż gdzieś żyją. Jak na razie jest to niesamowicie urocza postać.


 RECENZJA ZADEBIUTOWAŁA NA BLOGU MUZEUM NIETOPERZY


Za rysunki odpowiada, jak już wspominałam, Dustin Nguyen i muszę powiedzieć, że uważam to za najlepszy wybór, jakiego można było dokonać. Styl tego rysownika jest zdecydowanie charakterystyczny i może nie pasować do każdej historii, są jednak i takie, których właśnie przez tę specyfikę nie potrafiłabym sobie wyobrazić z oprawą graficzną tworzoną przez kogoś innego (mam tu na myśli głównie Li’l Gotham). Descender z pewnością jest taką historią, o czym przekonał mnie szczególnie fragment pokazujący Tima wędrującego po opustoszałej stacji.

To naprawdę prześliczna scena, dość krótka, ale wykonana pięknie – kolorystyka, ten akwarelowy styl Dustina, ujęcia, naprawdę wszystko tu ładnie zagrało. Oczywiście nie jest to jedyny moment, w którym kreska Nguyena wypada tak świetnie, cały zeszyt ogląda się przyjemnie, futurystyczne miasto czy pomieszczenia z oszczędnymi tłami i delikatnymi kolorami wyglądają nieziemsko. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, Descender zapowiada się na serię co najmniej dobrą, może lepszą. Fabuła nie brzmi jakoś niesamowicie pasjonująco, ale jest porządna i intrygująca, komiks nadrabia to też sympatycznymi bohaterami, absolutnie urzekającym klimatem i wspaniałymi rysunkami. Polecam zapoznać się z pierwszym zeszytem, ja w tym czasie będę czekać na kolejny.

AUTOR Sida

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Joker. Zabójczy uśmiech

Linia DC Black Label w teorii stanowi idealny materiał dla rodzimego Egmontu. Zamknięte, zwykle dziejące …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *