PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Descender Tom 1 i 2

[RECENZJA] Descender Tom 1 i 2

Android Tim-21 budzi się samotny na księżycu-kolonii. Nie wie co się stało z jego rodziną, ale już wkrótce będzie musiał uciekać przed całą galaktyką pełną łowców nagród, złomiarzy i pozornych przyjaciół, którzy chcą go dopaść. A wszyscy chcą na nim położyć ręce, bo wszystko wskazuje na to, że Tim-21 skrywa sekret Żniwiarzy – armii robotów, która dekadę wcześniej zdewastowała świat. Co ma z nimi wspólnego mały, bezbronny android? Tak zaczyna się tom pierwszy, a na przestrzeni kolejnych niemal 300 stron (czyli tomów 1 i 2) dowiemy się więcej o historii robotów, ich motywacji i przekonamy się kto tak naprawdę jest zły (i dlaczego są to ludzie) oraz co czai się na Mechanicznym Księżycu.

Jeff Lemire snuje tutaj nieco oniryczną opowieść, która jednak wbrew pozorom ma naprawdę niezłe tempo. Nie czuć tutaj nudy, zwroty akcji zdarzają się często, a Descender nie udaje, że nie jest komiksem rozrywkowym. Wszystko to podlane jest space operowym sosem, ale nieco uciekając od epickiego rozmachu. Lemire stawia na personalne rozterki i dramaty bohaterów i bohaterek. Takie prowadzenie fabuły wydaje się znakiem rozpoznawczym Lemire’a. Najważniejsze są tutaj postacie i ich relacje, budowane nieźle napisanymi, naturalnymi dialogami. Jednocześnie miejsce akcji i cała otoczka sci-fi zostają zepchnięte nieco na drugi plan, chociaż wciąż są ważne dla historii. Dzięki temu odnajdą się tutaj zarówno miłośnicy nieco bardziej kameralnych fabuł, a także Ci, którzy oczekują solidnej dawki fantastyki naukowej.

Dodatkowa wartość kryje się także w emocjach, jakie wywołuje lektura. Może nie będziecie się zanosić śmiechem, ani wypłakiwać rzeki łez, ale Lemire wie jak poruszyć odpowiednie struny. W taki sposób przedstawia bohaterów, że łatwo jest nam im kibicować. Jednocześnie scenarzysta sprawną woltą potrafi sprawić, że nagle poczujemy złość, a nasza perspektywa szybko się zmieni.

Wspomniana przeze mnie wcześniej oniryczność Descendera to nie tylko zasługa scenariusza. Ba, tak naprawdę to głównie zasługa rysunków. Rozlane, kolorowe wizje Dustina Nguyena przenoszą w innym świat. Oprawa różni się od utartego, schematycznego stylu znanego z amerykańskiego mainstreamu. Najbliżej Nguyenowi do Davida Macka, chociaż ten pierwszy nieco pilniej przykłada się do utrzymania komiksowej formy i struktury. Dzięki temu Descender jest bardzo czytelny, choć wciąż oryginalny.

Polskie wydanie to sprawdzona jakość, do jakiej przyzwyczaił nas wydawca. Mucha Comics zapewniła Descenderowi twardą okładkę, świetny papier i bardzo dobre kolory, co jedynie podkreśla warstwę wizualną komiksu. Tłumaczenie Jacka Drewnowskiego jest właściwie bezbłędne. Choć preferuję oryginalne wersje językowa, polska jest tak dobra, że czytałem ją z niekłamaną przyjemnością.

Myślę, że najlepiej odkryć uroki Descendera samemu sięgając choćby po pierwszy tom. Jeśli dacie mu szansę, będziecie mieli okazję polecieć do gwiazd razem z Timem-21 i odkryć wspaniałą, pięknie opowiedzianą historię, która pozwoli Wam doświadczyć pełnego spektrum emocji. Warto, nie tylko dla miłośników sci-fi.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Mucha Comics!



AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] The world of Lore – Potworne Istoty

Zastanawialiście się kiedyś czemu tu jesteście? Bynajmniej nie pytam was o kosmologiczną naturę ludzkiej egzystencji, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *