PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Deadpool T5: Deadpool się Żeni

[RECENZJA] Deadpool T5: Deadpool się Żeni

Często we wstępie zdarzało mi się zadawać retoryczne pytanie. Tym razem również jedno dostaniecie. Z czym kojarzony jest Deadpool? Chimichangi, wulgarność, łamanie czwartej ściany, rozlew krwi… To wszystko prawda. Ale gdybym to ja miał odpowiadać, co najbardziej w moich oczach definiuje postać Wade’a, to intertekstualność. Nigdzie nie jest to tak prominentne, jak w najnowszym tomie przygód – Deadpool się Żeni.

Jakość bohatera ocenia się ponoć po sile jego wrogów…

Jak informuje tytuł, Wade Wilson się żeni. Piękna i zabójcza Shikla będzie musiała spędzić z naszym bohaterem resztę życia a wszyscy znajomi bohatera nie mogą uwierzyć, że ktoś jest na tyle odważny, by się z nim wiązać. Jak się jednak okazuje, nie jest to pierwszy przypadek kiedy nieświadoma niczego niewiasta, wplątała się w związek z naszym ulubionym najemnikiem. Przez całą kanonadę wspomnień postarają się nas przeprowadzić nie tylko pierwotni scenarzyści, piastujący opiekę nad serią od jej początków, ale także spora plejada gości.
Kto to taki? Scenarzyści, którzy od początku pojawienia się Deadpoola na kartach komiksów przedstawiali nam jego przygody. Każdy z nich dostał do dyspozycji kilka stron, w których mógł opowiedzieć nieznaną, bądź przemilczaną historię o nieudanym małżeństwie Wade’a. I jeśli ktoś z was potrzebowałby komiksu, który stanowi swoistą esencję wszystkiego czym obecnie są pozycje o przygodach tytułowego bohatera, sztuką będzie znaleźć coś lepszego.

Zaznaczę tutaj, że nie jestem gorącym zwolennikiem wszelakich publikacji, zbierających w długi metraż kilka krótkich form. Jednakże, jeśli są one spojone jednolitą osią fabularną, a kolejne elementy opowieści współgrają ze sobą, z chęcią sięgnę po taką historię. Na szczęście Deadpool się Żeni jest opowieścią zaskakująco spójną pomimo różnych tonacji poszczególnych one-shotów. Nie bez powodu na wstępie podałem kilka przykładów rzeczy niezaprzeczalnie związanych z Deadpoolem. Bowiem ile odbiorców, tyle poglądów na daną postać.

Dokładnie to samo tyczy się scenarzystów. Daje to nam wyjątkowo klarowny i różnorodny ogląd na rozwój naszego protagonisty na przestrzeni lat i nadaje mu pewnej głębi. Nie pojawiły się w jego życiu (wg. tej historii przynajmniej) dwie kobiety, które odcisnęłyby na jego emocjach i życiu takie samo piętno. Czy rzuca to na niego zupełnie nowe światło? Śmiem wątpić, jednakże przedstawia go to w kilku nowych, dość niespotykanych w poprzednich opowieściach sytuacjach.

Ogromnym plusem tej mnogości wątków jest również swoista autoreferencyjność. Wade na tym etapie swojego istnienia zdaje się nie mieć pojęcia, co faktycznie miało miejsce, co sobie wyłącznie uroił, a co jeszcze się nie wydarzyło. A skoro nawet główny bohater nie ma o tym pojęcia, czytelnik tez tego nie zrozumie. Dlaczego nie widzę tego jako wadę? Ponieważ obłęd i chaos są elementarnymi cechami Deadpoola jako postaci. Zarówno fikcyjnej ogółem, jak i przede wszystkim, komiksowej. To medium rządzi się specyficznymi prawami i prawdopodobnie nikt nie łamie ich tak umiejętnie jak nasz ulubiony najemnik. Nie sądzę, by ktokolwiek inny był w stanie wymyślić sobie dodatkowy Kamień Nieskończoności – Kamień Ciągłości Fabularnej, tylko po to by ułatwić sobie transport do kolejnego wątku… Deadpool wie na ile może sobie pozwolić i żaden scenarzysta nie jest w stanie mu w tym przeszkodzić. Co z resztą sam wam udowodni.

Poza tym, jeśli to nie wystarczy za manifest komiksowego kuriozum, poczekajcie aż dotrzemy do kolejnej opowieści, osadzonej w minionych dekadach (tak jak we wszystkich poprzednich tomach). Wiele absurdalnych historii pojawiło się na łamach komiksów Domu Pomysłów. Jednakże podróżujący w czasie Adolf Hitler, przejmujący kosmicznego robota by zmierzyć się z Cablem to chyba nowość. Wszyscy fani „Iron Sky” powinni być usatysfakcjonowani. Ale i ci, którym bliskie są perypetie pewnego Władcy Czasu również

Wade, jak zawsze pragmatyczny w swym szaleństwie.

Na sporą dawkę uwagi zasługuje również oprawa wizualna. Rysunki wprowadzające nas w opowieść to po raz kolejny dzieła Mike’a Hawthorne’a, które chwaliłem kilka tekstów temu. Nadal prezentują się świetnie i dostarczają sporo estetycznej frajdy. Jednakże highlightem tego tomu są pomniejsze krótkie „etiudy”; każda obdarzona zgoła inną oprawą. Tak jak sam scenariusz doskonale ukazuje jak różnorodną postacią jest Wade Wilson. Każda z opowieści ma swój autorski charakter, przez co nie czujemy powtarzalności łykając kolejne epizody. Nie będę tutaj opowiadał, które z nich prezentują się najlepiej, bo przy takim zatrzęsieniu wizualnego rozpieszczania każdy znajdzie coś pod swoje gusta. Ale jeśli ktoś z Was dodatkowo stęsknił się za stylizowanymi rysunkami Scotta Koblisha, już uspokajam. Nadal tutaj są i jak zwykle prezentują się świetnie. To wyborny balans komiksowej pulpy z kręgu fikcji naukowej i poważnego, acz archaicznego kryminału.

No i mały smaczek na koniec. Ilość odniesień popkulturowych zdaje się być jeszcze większa niż zwykle. I to wyjątkowo dobrze zaimplementowanych. Niektóre będą wymagały połączenia kilku kropek, ale gdy już utworzy wam się obrazek, powstrzymanie się od uśmiechu będzie wyjątkowo trudne.

Słowem zamknięcia. Po lekkim potknięciu w dwóch poprzednich tomach, Deadpool wraca do poziomu jaki reprezentował na początku serii. Jest to historia zgoła odmienna i zdaje się igrać z kanonem, lecz nie przeszkadza jej to w byciu świetną rozrywką.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Czarna Wdowa: Powrót do domu

Mimo że Czarna Wdowa ciągle nie może doczekać się solowego filmu o swoich przygodach, a …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *