PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Deadpool Tom 4: Deadpool kontra SHIELD

[RECENZJA] Deadpool Tom 4: Deadpool kontra SHIELD

Deadpool wyrobił sobie na tyle pewne miejsce w ofercie polskich księgarni, że wstęp będzie wyłącznie formalnością. Popularność zarówno serii jak i postaci nie słabnie (o czym świadczy również pojawianie się kolejnych tomów Thunderbolts…) i dzięki temu już po raz czwarty mamy przyjemność czytać przygody Wade’a Wilsona w ojczystym języku.

deadpool-v4_2

Choć Deadpool ma już niejedną druzgocącą i wymagającą przygodę za sobą, wydarzenia z poprzedniego tomu odcisnęły na nim wyraźny ślad. Choć to nadal wesołek, z głębi jego umysłu bije coraz większy mrok. Gdyby tej traumy było mało, nieuregulowane rachunki z SHIELD sprawiają, że ma on teraz na pieńku z jedną z najpotężniejszych agencji na świecie. Czy to dla niego duży problem? Zapewne nie, ale kiedy za twoją głowę wyznaczono nagrodę, którą chcą zdobyć wszelakie typy spod ciemnej gwiazdy, a nawet zwykli mieszkańcy, może nie być tak zgrabnie. Intryga wydaje się dość prosta i wystarczająco angażująca, by utrzymać czytelnika przy kolejnym tomie. Niestety nie jest to historia, która w pełni koresponduje z charakterem Wade’a. Zaskakująco dużo miejsca spożytkowano na wewnętrzne problemy z jakimi boryka się SHIELD. Co prawda ma to prowadzić do finałowego rozstrzygnięcia, w którym konieczne jest zaangażowanie organizacji, ale przez to nie sposób nie zauważyć, że inwigilacja Tarczy, to motyw banalny nawet w oczach kilkulatka. Nie będę opowiadał kto kogo zdradza i w jakim momencie, ale gdy tylko zobaczycie „kreta” na pierwszym z kadrów, sami się domyślicie dokąd zmierza fabuła. I jeśli nie liczyć tego, szytego grubymi nićmi wewnętrznego przewrotu, w scenariuszu nie ma zbyt wiele zajmujących wątków. Ot, typowa nawalanka w militarnej lokacji. Na szczęście subtelny wątek poboczny, który osiąga swoje apogeum w ostatnich zeszytach, jest o wiele ciekawszy.

deadpool-v4_1

Jak mówiłem już w recenzjach poprzednich tomów, najciekawszym i paradoksalnie najważniejszym wątkiem, jaki przewija się w komiksach o Deadpoolu, jest jego cierpienie. Związane nie tylko z tym, że jego śliczna buźka została zniszczona, ale także z tym, co musiał za sobą zostawić. Ile mostów zostało już spalonych. I ile serc zostało przez niego złamanych. A teraz, jego samotność poniesie się głośniejszym echem w świadomości jego kompanów. Okazuje się, że gdy Wade’owi przyjdzie pożegnać agentkę Preston i rozliczyć winy przeszłości, jego zawadiacka pewność siebie znika. Właśnie w tych scenach, gdzie Wilson jest zdany wyłącznie na siebie, a jego umysł wali się w posadach, widzimy jaki dramatyczny bagaż emocji drzemie w naszym ulubionym najemniku. Pod fasadą klauna, mamy istnego męczennika, który nie wie co robić dalej ze swym pogmatwanym życiem. Oczywiście jaką decyzję podejmie i co stanie się potem, pozwolę wam odkryć na własną rękę. Właśnie dla takich scen warto przebrnąć przez dość przeciętną jatkę z SHIELD. O dramatyczny, czy psychologiczny potencjał innych postaci będzie tu co prawda ciężko, ale kilka naprawdę udanych żartów, czy charakterna, choć uczciwa agentka Preston, nie pozwolą wam się nudzić. Ani odłożyć komiks, z pełnym rozczarowaniem.

Poza tym, jeśli nie odpowiada wam nieco dramatyczniejszy ton przygód Deadpoola i wolicie raczej nieskrępowaną rozrywkę, odsyłam do pierwszych zeszytów, ze wskazaniem na ten otwierający tom. Retro feel jest tam równie obecny jak w poprzednich dwóch, archaicznych wstawkach i niewątpliwie zapewni wam masę frajdy.

deadpool-v4_3

Ale nawet jeśli nie historią, to komiks na pewno obroni się warstwą graficzną. Stylizowanymi zeszytami Koblisha cieszyłem się już dwa razy i nie widzę na horyzoncie żadnych zmian na gorsze. To nadal pięknie wyglądające nowelki, nie tylko dla fanów pierwszych przygód Deadpoola. Jeśli cenicie sobie ten kosmiczny, nieco odrealniony i (bądźmy szczerzy) pulpowy charakter starych przeciwników, poczujecie się jak u siebie w domu. Prace Mike’a Hawthorne’a również mieliśmy przyjemność poznać w poprzednich tomach i, jak możecie się domyślać, poziom techniczny tych prac nie spadł ani trochę. Plansze nadal kipią ekspresją, zarówno przy dynamicznych (miejscami naprawdę brutalnych) scenach walki oraz przy kameralnych scenach dialogowych. Nie ma tu żadnego słabego elementu. Nie ma miejsca na zabawę w niepotrzebne gradienty, przesyt kolorów czy zasypywanie stron powtarzalnymi sekwencjami. Dobra robota Panowie!

Konkludując, Deadpool kontra SHIELD zapewni czytelnikowi naprawdę sporo zabawy. Choć wady tej opowieści są widoczne, nie rażą one boleśnie przeszkadzając w lekturze. Potraktujcie ten tom jako jeden z lepszych fillerów, jakich musi doświadczyć niemal każdy dobry serial. Nawet taki wydawany na papierze. Zalet jest tu na tyle dużo, że mogę z czystym sumieniem polecić ten komiks. To nie arcydzieło, ale idealna pozycja na odprężającą lekturę.

 

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Josh Brolin jako Cable na oficjalnych zdjęciach

Rayan Reynolds podzielił się właśnie ze światem pierwszymi oficjalnymi zdjęciami Josha Brolina w roli znanego …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *