PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Deadpool Tom 2: Łowca Dusz

[RECENZJA] Deadpool Tom 2: Łowca Dusz

Od premiery kinowych przygód Najemnika Z Niewyparzoną Gębą minęło już sporo czasu, ale nawet mimo jego upływu, Deadpool nadal ma się dobrze. Niedawno na sklepowe półki trafił drugi tom przygód Wade’a wydany pod szyldem wydawnictwa Egmont i ich linii Marvel NOW! Moje zachwyty nad pierwszą częścią możecie znaleźć tutaj, a co do rozpływania się nad kontynuacją, usiądźcie wygodnie i przygotujcie się na kolejną laurkę.


Ostatnio Wade Wilson mierzył się ze szwadronem powstałych z grobów przezydentów USA, chcących zrestartować cały kraj. Tym razem na czarnej liście naszego protagonisty znajdują się niegdysiejsi klienci jednego z demonów – Ventisa, odpowiedzialnego za moce Michaela. Tak, tego który wskrzesił wszystkich mężów stanu. Ponadto, Deadpool wszedł z nim w mały układ kilkadziesiąt lat temu. (Czyli, w pierwszym zeszycie tomu… ) Jeśli wszystkie pięć osób z listy zostanie zlikwidowanych, Michael nie trafi do piekła za swoje przewinienia. Od tego momentu, Wade rusza na wyprawę po Stanach, by uwolnić tych nieszczęśników od dalszej egzystencji. Co może być w tym emocjonującego? Chociażby fakt, że ceną za ich dusze były nadprzyrodzone zdolności. Tym sposobem dostajemy dość interesujące potyczki naszego wygadanego najemnika, z coraz to dziwniejszymi i ciekawszymi oponentami. Nie oczekujcie jednak epickich bijatyk trwających całe stronnice, wypalających gałki oczne swoim rozmachem. Oponenci Wade’a to nowicjusze i wbrew pozorom nie stanowią najmocniejszego punktu zaczepienia dla całej fabuły. Istotniejszym wątkiem staje się konieczność zorganizowania ciała, w którym mogłaby „zamieszkać” agentka Preston, tymczasowo ulokowana wewnątrz umysłu Deadpoola. Z tak dość surrealistycznego konceptu, można było wykrzesać kilka naprawdę zabawnych momentów. Co z resztą się udało. Interakcja z rodziną agentki, czy wewnętrzne, podwójne monologi które słyszy tylko Wade, są w stanie wygiąć usta czytelnika w mniejszy lub większy uśmiech. Nie jest to jednak jedyny element osobowości naszego protagonisty, na którego wypada zwrócić uwagę.

Z czasem trwania fabuły orientujemy się coraz bardziej, że Wade Wilson pod płaszczykiem infantylnego wesołka kryje naprawdę sporą dawkę nie tylko abstrakcyjnego rozsądku, ale i wpółczucia. Pisanie Deadpoola jako typowego klauna nie jest wcale trudne. Ale napisanie go jako smutnego komedianta, wymaga już sporej dawki talentu. Na szczęście duet Posehn/Duggan zrobili to wyjątkowo sprawnie, nie rezygnując z ogromnej dawki nieskrępowanej zabawy.

Łowca dusz to bowiem nie złożone studium psychologiczne skrzywdzonego człowieka, a przede wszystkim źródło świetnej rozrywki. Interakcje Deadpoola z innymi bohaterami, cięte i wulgarne odzywki, ogromna dawka poczucia humoru czy spora dawka surrealizmu (wnętrze umysłu Wilsona czy choćby pierwszy zeszyt w tomie). Te wszystkie elementy składają się na wyjątkowo angażującą porcję akcji, od której wyjątkowo ciężko się oderwać. Deadpoolowi nie straszne są demony, zmiennokształtni, inni bhaterowie, trzecioligowi złoczyńcy czy sam Mefistofeles. Z każdej opresji znajdzie się jakieś angażująco wyglądające wyjście. Ponadto, nie wiem na ile to zasługa polskiego tłumacza (Dobra robota Panie Rogowski, dziękuję za poczytną notkę z tyłu komiksu), a na ile oryginalnych scenarzystów, ale żarty padające z ust Wilsona nigdy nie wydały mi się nie na miejscu, czy bez sensu. Pasowały do sytuacji i wywoływały faktyczny uśmiech na twarzy.


Jeden element, który faktycznie odrobinę mi wadził, to niewykorzystanie postaci drugoplanowych. Wiem, Wade jest tutaj postacią tytułową, ale mając do dyspozycji tak dziwną i barwną grupę pomagierów i pomocników, dziwnym byłoby zignorowanie ich. Co prawda Michael zdaje się stawać stopniowo dość istotnym motywem fabularnym, ale pod koniec historii, nigdzie to nie prowadzi. Każdemu musi zdarzyć się jakiś wypadek przy pracy. Liczę jednak, że w trzecim tomie scenarzyści pociągną ten wątek dalej i nie zaprzepaszczą potencjału tego wątku.

Ducha postaci pomagają także uchwycić skrzące się od kolorów i dynamiki kadry autorstwa Mike’a Hawthorne’a. Gdy przychodzi czas na powolne pogaduchy w barze, nie jesteśmy niczym rozpraszani. Gdy trzeba skopać komuś tyłek, czuć wpływ każdego ciosu, skoku czy strzału. Wyżynanie przeciwników przez Wade’a ogląda się z czystą przyjemnością.   Ciekawie wypada także zeszyt otwierający tom, odpowiednio stylizowany na archaiczne komiksy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. To nieczęsto stosowany zabieg i wymaga nieco zaangażowania, by wypadł dobrze. Ale Scott Koblish poradził sobie świetnie. Naprawdę przyjemnie chłonie się te archaiczne panele.

Łowca Dusz w ostatecznym rozrachunku jest naprawdę świetnym komiksem. Oczywiście nie jest pozbawiony wad, ale biorąc pod uwagę ogrom pozytywnych stron, stają się one marginalne. Jeśli lubicie Deadpoola (a praktycznie wszyscy go lubią), nie wahajcie się ani chwili z zakupem. Poziom ani trochę nie spadł i równie mocno wyczekuję tomu trzeciego.

 

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] “Elektra i Wolverine: Odkupienie”

Komiks ma to do siebie, że jak żadne inne medium sprawia problemy już na etapie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *