PANTEON / CYKLICZNE / [RECENZJA] Daro: The Hero #2: Ucieczka ze Zniszczonej Planety

[RECENZJA] Daro: The Hero #2: Ucieczka ze Zniszczonej Planety

Jeśli próbujesz rysować, grać, śpiewać, ale nie bardzo Ci to wychodzi – nie załamuj się. Wszak jest w naszym kraju przysłowie mówiące, że praktyka czyni mistrza. Tak, ciągłe działanie w danej sferze sprawia, że praca nasza jest coraz efektywniejsza, po prostu lepsza. Tak było również w przypadku duetu Who i Doktora Wokana – autorów komiksu Daro: The Hero, którego pierwsza odsłona w żaden sposób mnie nie zachwyciła (o czym zresztą na naszym portalu mogliście przeczytać). W przypadku drugiego zeszytu moja opinia o tej serii nieco się poprawia. Fakt, nie jest to pozycja najwyższych lotów, ale jest znacznie lepiej niż na początku.

Ucieczka ze zniszczonej planety, bo takim podtytułem zeszyt został okraszony, jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej części. Poznajemy historię powstania ogromnego robota, będącego wynikiem zemsty pewnego naukowca za niewłaściwe oskarżenia, a niezbyt sympatyczny Daro próbuje przeżyć kolejny dzień w nietypowej rzeczywistości. Nietypowej o tyle, że pomimo panującej wokół apokalipsy, ludzie dalej walczą o swoją własność (mowa tu o scenie, podczas której nasz antagonista korzysta z dóbr pewnego działkowicza , za co musi odpracować).

Na domiar wszystkiego Ziemia zostaje zaatakowana przez kosmitów. Kiedy kurz zaczyna opadać i wszystko wskazuje na to, że ludzkość jest bezpieczna, dochodzi do potężnej eksplozji, która skutkuje… Nie będę zdradzał więcej szczegółów. Powiem tylko, że wszystko to wieńczy pojawienie się pewnej postaci, co stanowi największy plus całej historii. Serio, tutaj ściągam czapkę z głowy w kierunku autorów, bowiem takiego wątku zupełnie się nie spodziewałem.

Tak po krótce przedstawia się fabuła tego krótkiego zeszyciku, który swą oprawą przypomina klasyczne, amerykańskie kreskówki komediowe dla starszego widza. Tak, ten komiks jest  komedyjką. Komedyjką, której humor jednak nie jest  najwyższych lotów. Niemniej, można się czasem uśmiechnąć, a niektórych pewnie taki rodzaj żartów będzie bawił do łez. Ja jednak wciąż uważam, że nie jest to ten komiks, który koniecznie trzeba mieć. Mało tego, osobiście wolałbym, aby seria Daro stanowiła raczej część jakiegoś większego pisma, taki odprężający dodatek. Prosta fabuła w połączeniu z kreską na myśl przywodzącą paski z Garfieldem, znacznie bardziej sprawdziłaby się w takiej formie, niżeli jako solowa pozycja wydawnicza.

Podsumowując, jest znacznie lepiej niż na początku. Jeśli trafiłeś na poprzedni zeszyt i spodobał Ci się taki typ historii, druga część powinna wywrzeć na Tobie jeszcze lepsze wrażenie. Jeśli jednak przygody Daro nie przekonały Cię już na starcie, a decydując się na nią jej kontynuację musiałbyś zrezygnować np. z innego polskiego komiksu (wbrew okładce zeszyt po raz kolejny sprzedawany był w totalnie zawyżonej jak na jakość produktu cenie), odrzuć historię o wielkim robocie. Jest to pozycja, która jawi się bardziej jako komiksowy przerywnik, taki dodatek do komiksowego zbioru, na który pozwolić sobie mogą bogatsi czytelnicy.

AUTOR Łukasz Gądek

W czasach, gdym jeszcze dziecięciem był, kiedy światło dzienne ujrzała moja pierwsza kreskówka, jeden z moich kolegów nazwał mnie "polskim Stanem Lee". Dziś, po latach, pragnę naprawdę zasłużyć na ten przydomek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] X-MEN: Mordercza Geneza

Zróbcie coś dla mnie. Wyobraźcie sobie, że za każdą obietnicę rewolucji w uniwersum superbohaterskim dostajecie jedną …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *