PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Daredevil – Sezony 1 i 2

[RECENZJA] Daredevil – Sezony 1 i 2

Czy ktoś z was pamięta jeszcze czasy pierwszego Iron Mana? Kompetentna dawka rozrywki stanowiąca ciekawą odskocznię od ówczesnego krajobrazu kina superbohaterskiego. Lecz co najważniejsze, przetarł on szlak kolejnym produkcjom i całemu Marvel Studios, które z czasem zaoferowało nam wielkie Marvel Cinematic Universe. Po 7 latach, wielka machina produkcyjna ponownie rusza obierając za cel ekrany naszych telewizorów i komputerów. Na platformie Netflix pojawia się Daredevil. Pierwszy serial z Domu Pomysłów niebojący się sięgać po mroczniejsze postacie i depresyjne historie, który ma stanowić początek zupełnie nowej, zamkniętej całości. Ale zanim doczekamy sformowania się Defenders i zobaczymy jak „uliczni Avengers” ratują Nowy Jork,napiszę kto jest odpowiedzialny za to całe zamieszanie.

Witamy w Hell’s Kitchen. Tutaj słońce nie zwykło świecić, ludzie nie są serdeczni, a żadne interesy do końca uczciwe. W centrum tego piekła żyje jeden z ostatnich sprawiedliwych – Matt Murdock (Charlie Cox), niewidomy prawnik, który stara się zaprowadzić ład w mieście, przynajmniej od strony prawnej. Pomaga mu w tym jego przyjaciel z czasów studiów, Foggy Nelson (Elden Henson), wraz z którym protagonista zakłada kancelarię Nelson & Murdock.

Daredevil

Jednakże nasz bohater stara się pomagać swojemu miastu także nocą, w mniej legalny sposób. Przywdziewając czarną maskę wymierza sprawiedliwość za pomogą silnego i brutalnego ciosu. Tak wyplenia szumowiny z krajobrazu Hell’s Kitchen. Ale jak to? Krew i bezpośrednia przemoc w MCU? Owszem, ponieważ za realizację Daredevila zabrała się stacja Netflix. Studio postanowiło oddać sprawiedliwość postaci, której zarówno mrok jak i przemoc nie są obce. Znaczy to tyle, że ograniczenia wiekowe, przysługujące produkcjom kinowym zostały zupełnie zignorowane. To rewelacyjna wiadomość nie tylko dla komiksowych purystów, domagających się ekranizacji w proporcjach 1:1. Diabeł z Hell’s Kitchen jest bowiem bohaterem, którego wyjątkowo ciężko sportretować rezygnując ze swoistego naturalizmu, jaki prezentują mroczne zakamarki Nowego Jorku.

Choć z ręki Murdocka nie ginie ani jeden kryminalista, ulice spłyną czerwoną posoką. Trup musi się ścielić, zęby sypać na posadzkę, a w pewnych sytuacjach, ktoś musi rzucić sobie jakimś „fuckiem”. Na szczęście to właśnie dostaliśmy. Cały pierwszy sezon to wyjątkowo skrupulatnie skonstruowana intryga kryminalna, która nie przyspiesza na siłę, by zaspokoić maniaków akcji. Ale co to za intryga? Ciężko ująć ją w jednym zdaniu. Mamy tutaj finansowe przekręty, polityczne zacieranie śladów, azjatycką mafię, handel ludźmi i narkotykami, oraz skorumpowaną policję. A w samym centrum tego majdanu domorosły bohater, który naiwnie wierzy, że jest w stanie położyć temu kres.

Daredevil

O tym jak wypada Matt Murdock w roli Daredevila przekonacie się sami, ale przedtem zastanówmy się jak prezentuje się Charlie Cox w roli Matta Murdocka. Niczego sobie. Realizuje dwa podstawowe zadania, jakie powinien udźwignąć w tym wcieleniu. Po pierwsze, czarujący prawnik, który ma w swej postawie dystans i niepewność powodowane kalectwem. Nawet w jego pustym spojrzeniu, skrywanym pod okularami jest coś, co sprawia, że aktor jawi się przed nami niczym żywcem wyciągnięty z komiksu. Zaś kiedy przywdziewa maskę, realizuję się jako posępny i postawny zabijaka.

Abstrahując od kwestii samego prania się po gębach, pewność siebie i odpowiednia dawka emocji z jaką Cox wygłasza swoje kwestie sprawia, że i ten aspekt bohatera przyjmujemy dość łatwo. Miejscami jednak poddawałem w wątpliwość wiarygodność jego relacji emocjonalnych, zarówno  miłosnych jak i przyjacielskich. Nieraz mówi nam o przyjaźni z Foggym, czy przedstawia kolejne obiekty swych westchnień. Jednakże ani razu nie wyglądało to tak, by choćby sam bohater w to wierzył. Niestety, nie każdy jest tak wszechstronny jak być powinien.

W zamian za, miejscami niedogranego, bohatera tytułowego dostajemy świetny drugi plan. Elden Henson w pełni przekonał mnie do swojej kreacji, oferując zaskakująco sympatyczną, ale i niepozbawioną dosadniejszych cech postać, która świetnie kontrastuje z Murdockiem. To znacznie więcej niż zwykły komediowy wentyl, to w pełni aktywny uczestnik wydarzeń. Równie aktywną postacią miała być Karen Page, sekretarka i asystentka duetu prawników. Z żalem niestety stwierdzam, że choć Deborah Ann Woll prezentuje odpowiednią ilość umiejętności aktorskich, postać została napisana zaskakująco miernie. Jest pro-aktywna, rzuca się w wir akcji, a wspomina o zalążku swojej przeszłości, jednakże wątek nie prowadzi do satysfakcjonującego rozwinięcia. Ot, stara się wykreować iluzję, że bohaterka oferuje sobą więcej niż pozwala jej na to talent scenarzysty.

O potencjał postaci kobiecych dba natomiast Claire Temple (Rosario Dawson). Zmęczona codziennym i trudnym życiem pielęgniarka, która anonimowo opatruje rany naszego herosa. Widać, że dźwiga na swoich barkach sporo doświadczenia i potrafi go użyć zarówno by zająć się rannym Mattem, jak i pokazać widzowi sporą dawkę dramatyzmu.

Daredevil

Dostajemy tu jednego z ciekawszych czarnych charakterów jakie Marvel stworzył w całej swej historii. Wilson Fisk w interpretacji aktora Vincenta D’Onofrio jest kreacją wybitną. „Akuratność” względem komiksów można miejscami poddać pod dyskusję, jednak wszystkie zmiany jakie przeszła postać są w pełni uzasadnione fabularnie. Tutejszy Kingpin uosabia sobą wszystko, czym powinien odznaczać się kompetentny czarny charakter. Budzi respekt, ma konkretną motywację a jego działania nie biorą się znikąd. Skala sieci jaką na przestrzeni lat zdążył spleść Wilson Fisk zaskakuje nie tylko naszych bohaterów. Wyjątkowo cenię realizatorów za poświęcenie jednego z odcinków na zgłębienie jego genezy. Rzuca ona  zupełnie inne światło na pewne cechy charakteru Wilsona. Potyczka z nim to niezwykle trudne zadanie, które z rozkoszą śledziło się z odcinka na odcinek.

Daredevil

Niestety to co czyniło pierwszy sezon tak strawnym zupełnie zanika w kontynuacji. Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika rozsądek Matta, a intryga, którą musi rozwikłać pasuje do ustanowionej konwencji jak pięść do nosa. Fabułę mają popchnąć do przodu dwie nowe postacie: Frank Castle aka. Punisher, który postanowił samemu wymierzyć sprawiedliwość przedstawicielom przestępczego świata Nowego Jorku, wielokrotnie pociągając za spust, oraz Elektra, niegdysiejsza ukochana Murdocka, która wciąga go w swoje tajemnicze interesy. Tylko jedno z tej dwójki ma sobą coś do zaoferowania i ku zadowoleniu publiki dostanie niedługo swoją własną serię. Jon Bernthal okazał się kolejnym strzałem w dziesiątkę. Jest istną maszyną do zabijania, która nie cofnie się przed niczym, by zlikwidować kryminalistę, niepozbawioną jednak traumatycznej motywacji. Ciężko mówić tu o złotym sercu, ale aktorski talent sprawia, że nietrudno zauważyć metodę w jego szaleństwie, nawet pomimo brutalnej i groźnej powierzchowności.
Niestety kiedy Punisher i jego sprawa znikają z radaru, do akcji wkracza Elektra. Na wstępie zaznaczę, że daleko mi do eksperta od pani Nachios. Jednakże mam świadomość, że w żadnym z komiksów po które sięgałem nie była ona w stanie zaleźć mi za skórę tak mocno, jak w przypadku drugiego sezonu Daredevila. Nawet pamiętna produkcja z Benem Affleckiem zostawiła po sobie mniejszy niesmak. W żadnym wypadku nie celuję tutaj w aktorkę, ponieważ Elodie Yung wypada w swej roli co najmniej dobrze. Jednakże od strony scenariusza bohaterka jest irytującą manipulantką, której w żaden sposób nie można kibicować, ani przyklaskiwać. Może to kwestia zwykłej ignorancji, ale kompetentna postać powinna zyskać zaufanie widza nie tylko obcisłym strojem i ładną buźką. Jest to problematyczne również dlatego, że jej obecność jest w całym sezonie zgoła zbędna. Nie chcę zagłębiać się w spoilery, ale intryga ciągnąca się przez 13 odcinków mogłaby zaistnieć bez obecności ponętnej Greczynki. Zwłaszcza, że wrócił jeszcze jeden ze starych znajomych…

Daredevil

No właśnie, nowa intryga. Niestety z żalem stwierdzam, że scenariusz drugiego sezonu nie sięga do pięt kryminalnej układance zaprezentowanej na samym początku. Wątek nadnaturalnych mocy jakie rozwija w sobie tajna organizacja Hand wielokrotnie pojawiał się w historiach obrazkowych, więc jego obecność powinna być uzasadniona. Jednakże choć ma to sens w kontekście nadchodzącego crossoveru z Iron Fistem, oferując symultanicznie wyjątkowo wciągającą sprawę Franka Castle, zdaje się ona zupełnie odstawać. Zmienia obecne w Nowym Jorku status quo, ale zmiana w charakterze naszego bohatera nie wydaje się już tak prawdopodobna. Koszta jego działań były już zarysowane sezon wcześniej i nie wydaje mi się, by Murdock o nich zapomniał. Choć scenarzysta pewnie i owszem. Na wciągającą opowieść o zemście i własnym człowieczeństwie przypada jedna o miłosnych wzlotach i upadkach, tupaniu nogą na przyjaciół i zgrywaniu ważniaka.

Daredevil

Na szczęście produkcja Netflixa broni się również czymś jeszcze. Oprawą wizualną. Nie jest to pozbawiony pomyślunku wyrób serialopodobny, który zupełnie ignoruje potencjał jaki drzemie w formule. Twórcy pokazują to w prezentowanych ujęciach oraz kadrach. Począwszy od przemyślanej i wąskiej palety barw, dobieranej do konkretnych lokacji, poprzez dobrze nakręcone sceny akcji (pamiętna scena na korytarzu w sezonie pierwszym oraz na klatce schodowej w drugim), czy umiejętne prezentowanie swoich bohaterów. To wszystko sprawia, że „Daredevila” nie tylko dobrze się ogląda, ale i nań patrzy. Osobne zachwyty kieruję w stronę przepięknej i niezwykle estetycznej czołówki.

Patrząc na serial pod kątem konkretnych sezonów: wzlot i upadek. Pod kątem całości: niezwykle nierówna produkcja. Serialowy Daredevil jest trochę jak aspirujący reżyser, który po jednym udanym dziele postanowił pójść na łatwiznę i odciąć kilka kuponów od samego siebie. Wróży to pewną tendencję spadkową jakości nadchodzących seriali, jednakże nie przesądzam jeszcze sprawy. Co mają do zaoferowania Defenders dowiemy się niedługo, ale wiemy już teraz, że jeden z ich członków ma na swoim koncie kilka mankamentów, które musi poprawić.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Daredevil: Nieustraszony tom 1

Wiele czynników złożyło się na to, że Daredevil jest dzisiaj moim faworytem wśród komiksowych herosów. Już …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *