PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Daredevil: Nieustraszony tom 1

[RECENZJA] Daredevil: Nieustraszony tom 1

Wiele czynników złożyło się na to, że Daredevil jest dzisiaj moim faworytem wśród komiksowych herosów. Już jako dzieciak bardzo lubiłem stojący za nim koncept i głównie z tego powodu nigdy nie mogłem przegapić w telewizji niesławnego filmu z Benem Affleckiem. Później zacząłem interesować się komiksami z udziałem Matta Murdocka i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jaki potencjał zmarnowała tamta produkcja. Chociażby run Franka Millera trafił idealnie w moje gusta. Regularnie do niego wracam i za każdym razem inaczej go odczytuję, ale zawsze po tym jak zrobię sobie powtórkę, dalej jestem zachwycony.

Początkujący czytelnik bez problemu wgryzie się w fabułę Nieustraszonego.

Gdybym jednak spróbował podejść do tematu zupełnie na chłodno, nowemu czytelnikowi, chętnemu do rozpoczęcia swojej własnej przygody z Daredevilem, doradziłbym zapewne inne miejsce na start. Komiksy Millera nijak się nie zestarzały, ale nie każdemu musi przecież odpowiadać charakterystyczna dla lat osiemdziesiątych stylistyka. Domyślam się, że dla niektórych może to stanowić pewnego rodzaju blokadę. Z tym runem warto zapoznać się już później, a w pierwszej kolejności lepiej sięgnąć po Daredevila Briana Michaela Bendisa, który ukazał się właśnie w naszym kraju nakładem wydawnictwa Egmont.

Przede wszystkim jest to komiks znacznie bardziej uniwersalny i bez wątpienia przystępniejszy dla współczesnego odbiorcy. Nie oznacza to wcale, że mamy tu do czynienia z pozycją skierowaną do kompletnych laików. Nic z tych rzeczy. Bendis przejmuje tę serię w punkcie, w którym Matt ma już olbrzymi bagaż doświadczeń. Nie odcina się od tego, co pozostawili po sobie poprzedni scenarzyści i nie stara się wszystkiego tłumaczyć. Dlaczego ktoś nie żyje? Dlaczego ktoś zna tożsamość Daredevila? Dlaczego Kingpin jest niewidomy? To jedne z kilku pytań, na które nie znajdziemy tutaj odpowiedzi, ale taki już urok komiksowych telenoweli.

W komiksie znajdziecie wiele zapadających w pamięć, stworzonych przez fantastycznych artystów grafik.

Skąd więc moja uwaga o uniwersalności? A stąd że, Daredevil w wydaniu Bendisa to pozycja, która niejako wyprzedzała swoje czasy i jeszcze długo będzie cieszyć się aktualnością. Rzućcie okiem na wcześniejsze zeszyty tej serii, te pod którymi podpisywali się Scott Lobdell, Kevin Smith, czy też Bob Gale, a potem zapoznajcie się z Wake Up, czyli pierwszą historią napisaną przez Bendisa. Dzieli te komiksy gigantyczna przepaść. Proste, dość infantylne opowiastki o superherosie porzucamy nagle na rzecz ambitnego kryminału poruszającego tematy traumy, przemocy oraz odpowiedzialności za swoje czyny. Otwierające recenzowany tom, Zbudź się, to wizualne dzieło sztuki (za ilustracje odpowiada w końcu niepowtarzalny David Mack), którym autor wyraźnie komunikuje nam, że bierze postać Daredevila z całym jej dobrodziejstwem, ale odrzuca to, co w niej naiwne i kiczowate.

Fabuła jest przy tym tak wciągająca, że w pewnym momencie przestajemy zwracać uwagę na wszystkie te wyżej wymienione przeze mnie niejasności i po prostu płyniemy z jej nurtem. Oczywiście zdaję sobie sprawę jak często różne teksty kultury nazywa się wciągającymi, ale w tym przypadku piszę to z pełną odpowiedzialnością. Pierwszy tom Nieustraszonego, pomimo jego obszerności, pochłania się błyskawicznie. Wiele jest komiksów, które prezentują wysoki poziom, ale czasem chce się jednak od nich trochę odetchnąć. Chce się dobrnąć do końca któregoś zeszytu i odłożyć je na bok. Z Daredevilem sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Ciężko się od niego oderwać nawet na chwilę.

Daredevil jakiego docenią również wymagający czytelnicy. Bohater walczący ze swymi wadami i słabościami.

Wydanie Egmontu zbiera cztery pierwsze historie autorstwa Bendisa: wspomniane Wake Up, Underboss, Out oraz Trial of the Century. Nie ma większego sensu streszczać każdej z osobna, gdyż są ze sobą mocno powiązane (poza Zbudź się, które stanowi raczej samodzielną opowieść) i scenarzysta bardzo płynnie przechodzi z jednej do drugiej. Wystarczy zatem, że nakreślę, co dzieje się na początku Underboss (czy też Wiceszefa, bo tak przetłumaczono ten tytuł na język polski).

W Nowym Jorku pojawia się niejaki Silke, syn byłego współpracownika Kingpina. Jako że jego ambicje sięgają daleko poza bycie wiernym psem u nogi Wilsona Fiska, zaczyna on planować przewrót. Gangster ma gadane i potrafi dobierać argumenty, więc udaje mu się przekonać do tego pomysłu resztę mafijnej rodziny, w tym Richarda, czyli jedyne dziecko Kingpina. Jaką rolę w tej niemalże szekspirowskiej tragedii odgrywa Daredevil? Otóż, Silke poznaje prawdziwą tożsamość obrońcy Hell’s Kitchen. Życie Matta już niedługo może się mocno skomplikować

Pracując nad tą serią, Bendis znajdował się u szczytu swoich możliwości. Widać to zwłaszcza w dialogach, które śledzi się z niebywałym zaangażowaniem. Napięcia w nich więcej niż w najlepszych scenach akcji. Są cięte jak brzytwa i w zasadzie każda wymiana zdań mówi coś o biorących w niej udział bohaterach, unikając przy tym niezgrabnej ekspozycji.

Bendis, podobnie jak Miller nie oszczędza Diabła z Hells Kitchen.

Autor stawia przed Daredevilem wyjątkowo ekstremalne wyzwania, które pozwalają nam, czytelnikom, jeszcze lepiej poznać tę postać. Po raz kolejny potwierdza się, że Matt najciekawszy jest wtedy, gdy prowadzący go scenarzysta nie boi się uwypuklać jego wad. Jeśli bowiem skupimy się na Murdocku chwilkę dłużej, dostrzeżemy, że ma tutaj naprawdę sporo na sumieniu. Regularnie traci nad sobą panowanie, działa gwałtownie i często bez namysłu, coraz śmielej stosuje groźby i nie potrafi odpuścić. Myślę, że można posunąć się nawet krok dalej i nazwać go hipokrytą oraz egoistą.

Jak niby mamy polubić kogoś takiego? O dziwo, przychodzi to bez większych problemów. Matt nie jest przecież złym człowiekiem. Popełnia błędy, ale za jego decyzjami stoją zwykle dobre chęci. Ponadto posiada takie pokłady charyzmy, inteligencji i pewności siebie, że odruchowo więcej puszcza mu się płazem. Poza tym pamiętajmy, że akcja dzieje się w Hell’s Kitchen. Na tle wszystkich tutejszych zbirów, Murdock wypada prawie jak rycerz na białym koniu.

Inną ogromną zaletą Nieustraszonego są fantastyczne rysunki Alexa Maleeva. Bułgarski artysta prezentuje styl, który można porównać chociażby do tego, co zaprezentował David Aja w wydanym niedawno w Polsce Nieśmiertelnym Iron Fiście. Podobieństwa widać np. w sposobie przedstawiania teł oraz anatomii postaci. Różnice wynikają z kolei z tego, że kreska Maleeva jest trochę grubsza, toporniejsza i mniej dynamiczna, co zresztą niesamowicie sprawdza się w tej historii. Hell’s Kitchen wygląda tutaj posępnie i niezachęcająco, czyli dokładnie tak jak powinno.

Zakończenie, to jedyny fragment tomu, który zasługuje na kilka krytycznych uwag.

Za największą wadę albumu uznałbym zaś ostatnią zawartą w nim historię. Trial of the Century to typowy zapychacz, który dotyka co prawda głównej intrygi, ale i tak odrobinę wybija z rytmu i stanowi przeciętne zamknięcie całego tomu. Na gorszy odbiór wpływa także to, że przerwę od ilustrowania serii zrobił sobie wtedy Maleev. Zastąpiło go dwóch rysowników ‐ Manuel Gutierrez oraz Terry Dodson. O ile ten pierwszy jeszcze jakoś się broni, o tyle grafiki tego drugiego pasują do reszty zebranego w tym wydaniu materiału jak pięść do nosa.

Premiera pierwszej części runu Bendisa zbiegła się z publikacją ostatnich, czwartych tomów Gotham Central oraz Alias. Jeżeli skompletowaliście już tamte serie, teraz dajcie szansę Nieustraszonemu. Daredevil wypełni po nich lukę, bo podobnie jak one oferuje czytelnikom dojrzałą, świetnie napisaną opowieść, osadzoną w ramach wielkiego uniwersum.

AUTOR Maurycy Janota

Niegdyś wpatrzony w Batmana, ale odrobinę się od niego oddalił, gdy tylko lepiej poznał postać Daredevila. Od tamtej pory nadrabia wszystkie tytuły z udziałem Matta Murdocka i Elektry. Poza tym fan Sylvestra Stallone'a, Wonder Woman, Gwiezdnych Wojen, Batwoman oraz dawnego Franka Millera.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Marvel’s The Punisher

Wieczna wojna Kiedy Frank Castle pojawił się po raz pierwszy w serialu Daredevil fani komiksów zamarli. To …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *