PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Daredevil: Guardian Devil

[RECENZJA] Daredevil: Guardian Devil

Chyba każdy z nas zetknął się swego czasu ze stwierdzeniem w formie podobnej do: „Amerykańskie komiksy pełnią dziś tą samą rolę, co mity wieki temu”. Jeśli unikniemy oczywistych skojarzeń z Bogiem Piorunów i resztą Asgardzkiej ferajny Domu Pomysłów, uświadomimy sobie pewną rzecz. Marvel nie decydował się nigdy na historię opartą w tak dużym stopniu, na aspekcie religijnym. Oczywiście do czasu Daredevil: Guardian Devil.

Nie wiem czy przyczyną jest moja wątpliwie rozwinięta sfera duchowa , ale zanim przystąpiłem do lektury, zdążyłem wyrobić sobie zestaw obaw. Kwestie religijne to niezależnie od kontekstu, temat trudny do podjęcia. Ciężko jest wyłożyć potencjalnemu czytelnikowi aspekt duchowy w sposób silnie pozytywny, a przy tym nienachlany. Bo jeśli scenarzysta zawiedzie, możemy dostać karykaturę w stylu Holy Avenger’a z filmu Super. I mówiąc szczerze, ciężko mi jednoznacznie stwierdzić czy Kevin Smith podołał temu zadaniu.

Daredevil: Guardian Devil

Jeśli ktoś boi się jakichkolwiek spoilerów, polecam ominąć kolejne 2 akapity.

Zaczynamy w sposób przyzwoity. Splot tajemniczych wydarzeń wrzuca w ręce Człowieka Pozbawionego Strachu dziecko. Nie wiemy czemu malec jest poszukiwany, ani kto dokładnie na niego poluje. Wiemy tylko, że Daredevil wziął na siebie ogromne brzemię, które niezwykle ciężko mu pogodzić z obowiązkami pogromcy przestępczości. Sprzymierza się więc ze swoją eks dziewczyną, Black Widow, która… ma pełnić rolę niańki. Brnąc dalej w fabułę, dowiadujemy się, że wspomniane wcześniej niemowlę to najnowsza inkarnacja Szatana, a problem moralny Matta Murdocka to: „Nikt nie chce żebym zabił dziecko”. W tym momencie w głowie zapala mi się lampka ostrzegawcza. Jeśli skrypt wprowadziłby nas w najposępniejsze zakamarki psychiki Matta, historia mogłaby okazać się niezwykle dramatyczna. Postawiony przed wymagającym moralnie dylematem, nie będzie już człowiekiem, którym był wcześniej. Ale jak widać nie każdy chce aby postać niepokornego pogromcy przestępczości, stacjonującego w najmroczniejszej dzielnicy Nowego Yorku, została wzbogacona o dramatyzm. Wszak w zamian, możemy dostać miszmasz wątków o ledwie pasującej do siebie tematyce. Tutaj odrobina mistycyzmu, tu powrót utraconej miłości, tam spotkanie z matką po 30 latach… Dajcie spokój!

Przyznać muszę, że ostatni akt, autentycznie mnie zaskoczył. Oczywiście nie swoją finezją, a najzwyklejszą głupotą. Przepełniony „diabelską” tematyką, mistycyzmem i wywoływaniem nostalgii oraz cierpienia u Daredevila komiks, finiszuje równie elegancko, jak film „Iluzja”. Okazuje się bowiem, że za całą intrygą stał Mysterio; Postać, której nikt nigdy nie brał na poważnie. W kontekście antagonistów Daredevila, nie powinno to być niczym zaskakującym, lecz scenarzyści uporczywie próbują wmówić nam, że motywy działań przestępcy mają głębszy sens. Lecz tak jak w wyżej wspomnianym, fabuła jest nieskładną i przekombinowaną plątaniną schematów , która w ostatecznym rozrachunku okazuje się zupełnie bezcelowa.

Daredevil: Guardian Devil

Niejednokrotnie zdarza się tak, że kiepski scenariuszowo komiks nadrabia oprawą graficzną. Ale na nieszczęście, to nie jest to jeden z tych przypadków. Nie mam co prawda żadnych obiekcji do jako-takiego warsztatu rysunkowego Joe Quesady. To całkiem utalentowany rysownik. Nie natknąłem się w jego pracach na większe nieścisłości anatomiczne czy przesadne uproszczenia formy, do których „przyzwyczaił” nas John Romita Jr. Aczkolwiek jego postaciom, brakuje na przemian realizmu oraz odrobiny posągowości, które mogłyby wydobyć odrobinę mroku zarówno z sylwetek ludzkich, jak i otoczenia, w którym się znajdują. Kolorystyka niejednokrotnie jest zbyt jaskrawa, co również eliminuje z plansz wszelki pierwiastek powagi (choć jak wspomniałem, nie wiem czy wiele by to pomogło).

Podsumowując ten zestaw narzekań i zażaleń; Guardian Devil to komiks, który może być co najwyżej ciekawym dodatkiem do ogólnej mitologii Daredevila. Mimo że pod koniec dzieje się coś co może zostawić skazę na psychice bohatera, nie jest to zwrot, którego nie widzieliśmy wcześniej lub wydarzenie, którego nie możemy pominąć śledząc losy bohatera. Naprawdę ciężko mi pojąć jakim cudem historia ta dostała tak przychylne recenzje, ale znając życie, jeszcze nie raz będę się tak dziwić.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 20-11

Pora na ostatni przystanek przed finałową dziesiątką. Miejsca od dwudziestego do jedenastego zajmują wyjątkowe komiksy, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *