PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 4

[RECENZJA] Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 4

Pod kątem wydawniczym ostatnie tomy Czarodziejek przynoszą małe zaskoczenia. O ile jednak w przypadku trzeciego wydania zbiorczego zmiany dotyczyły jedynie koloru grzbietu, o tyle niespodzianka sprawiona przez czwarty znacznie bardziej wpływa na lekturę. Najnowsza część jest bowiem o sto dwadzieścia stron grubsza od poprzednich (każda z tamtych zamykała się w trzystu osiemdziesięciu czterech). Przeszło pięćset to już kawał materiału do omówienia. Czy w powiększonej dawce W.I.T.C.H. dalej potrafi sprawiać sporo dziecięcej, nostalgicznej frajdy?

Tak jak księgi pierwsza i druga tworzyły względnie zamkniętą całość, skupiając się fabularnie na wątku Elyon, Fobosa i rządzonego przez nich Meridianu, tak trzecia i czwarta okazały się powiązane ze sobą w podobny sposób. Tu osią scenariusza było odrodzenie Nerissy, eksczarodziejki, która przed laty zdradziła Kondrakar i przeszła na – czerpiąc z utrwalonej przez Gwiezdne Wojny terminologii – ciemną stronę mocy. Zaprezentowanie przez zespół twórców (przypominam, że nad cyklem pracowała szeroka grupa scenarzystów/scenarzystek i rysowników/rysowniczek) poprzedniczek Will i spółki stanowiło ciekawe pogłębienie mitologii świata przedstawionego, więc dalsze podążanie w tym kierunku należy oceniać wyłącznie pozytywnie. Uczynienie z Nerissy głównej antagonistki nie tylko zwiększa stawkę, ale także odsłania mniej jednoznaczne i korzystne oblicze Wyroczni (dotąd sprawiającej wrażenie nieomylnej). Dodatkowo poszerzenie obsady i wprowadzenie do akcji jej dawnych towarzyszek otwiera historie na nowe możliwości (czy te zostały należycie wykorzystane – nie wiem, ale jako że mówimy o zakończonej serii, wkrótce będzie okazja się przekonać).

Walka z pałającą żądzą zemsty wiedźmą nie zajmuje jednak całego albumu. Ostateczne rozstrzygnięcia przypadają mniej więcej na jego połowę, a po nich następuje… zupełne rozluźnienie. Poszukujący przygód i ciągłej akcji odbiorcy mogą rozczarować się tą nagłą zmianą tonu, ale reszta doceni chwilkę wytchnienia. Jest wszak pora na poważne światotwórstwo, ale jest też czas na typowe szkolno-miłosno-rodzinne wątki. Aż do końca recenzowanej księgi W.I.T.C.H. przypomina, że równie dobrze, co jako fantasy z domieszką obyczajówki, sprawdza się jako obyczajówka z zaledwie elementami fantastyki. Z jakimi osobistymi dylematami mierzą się tym razem bohaterki?

W życiu Will pojawia się próbujący na nowo wkupić się w jej łaski ojciec oraz niejaka Mandy – nie tylko rywalka o względy Matta, ale również przeciwniczka na pływackim torze. Irma nadal stara się znaleźć dla siebie odpowiedni obiekt uczuć, a pewne wskazówki w tym temacie podrzuca jej tajemniczy, przyjaźnie nastawiony jasnowidz. Taranee popada w konflikt z matką i przechodzi okres buntu. Cornelia wraz z Calebem zastanawiają się z kolei nad przyszłością ich związku, a Hay Lin… zakłada aparat na zęby i zmaga się z przytykami szkolnych łobuzów. Jak zatem widać – rozstrzał w skali problemów dziewczyn jest spory. Nic dziwnego, że tak skonstruowana, uniwersalna narracja trafiała do wielu nastolatek i nastolatków.

Co więcej dodać – jak zwykle do tej pory scenariusz miewa ekspozycyjne, odarte z subtelności fragmenty, ale równoważy je sympatycznymi, lekkimi dialogami; rysunki, choć odpowiadają za nie różni artyści, pozostają spójne, dynamiczne i mają wszystko to, czego trzeba, by przyciągnąć młodego czytelnika. Zaś samo wydanie, mimo że wciąż nie jestem fanem grzbietu, tylnej okładki i oprawy graficznej – w tym przypadku pojedynczych – dodatków (zdecydowanie zabrakło tu doszlifowania), wzorowo wywiązuje się ze swoich podstawowych zadań.

Poszerzona względem wcześniejszych albumów objętość pozwalała sądzić, że Egmont Polska dąży do tego, żeby zmniejszyć liczbę tomów, na które złoży się cała kolekcja i szybciej zakończyć wydawanie tytułu o nastoletnich wybrańczyniach, zachowując jednocześnie dotychczasową regularność. Okazało się jednak inaczej. Zapowiedziana na maj księga piąta będzie zauważalnie krótsza (tylko trzysta dwadzieścia cztery strony). Jeśli więc czwarta była odstępstwem od reguły, szkoda, bo nawet w takim formacie nie męczy i dostarcza rozrywki.

Recenzja Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 1

Recenzja Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 2

Recenzja Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 3

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Kosmiczna Odyseja

Mimo przewidywalności jest to całkiem udana lektura, która sama w sobie może też być dobrym wstępem do poznawania światów wykreowanych przez Kirby'ego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *