PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Czarna Wdowa: Powrót do domu

[RECENZJA] Czarna Wdowa: Powrót do domu

Mimo że Czarna Wdowa ciągle nie może doczekać się solowego filmu o swoich przygodach, a co za tym idzie nie ma większego powodu, żeby promować tę postać w Polsce, Egmont zdecydował się wydać obszerne tomiszcze z nią w roli głównej. Taka inicjatywa naturalnie zasługuje na pochwałę. To, że Kevin Feige i spółka nie kwapią się do tego, żeby zrealizować wysokobudżetowe widowisko o Black Widow, nie oznacza wcale, że nie warto zapoznawać polskich czytelników z jedną z najważniejszych superbohaterek, nie tylko w historii „Domu Pomysłów”, ale komiksu w ogóle.

Natasza Romanowa od lat odgrywa bowiem znaczącą rolę w świecie Marvela i może pochwalić się naprawdę burzliwym życiorysem. Zaczynała jako czarny charakter, przeciwniczka Iron Mana i agentka KGB, ale dość szybko „nawróciła się” i przeszła na stronę Amerykanów. Współpracowała z S.H.I.E.L.D. oraz Avengers, a przez kilka lat działała także w duecie z Daredevilem. Wdowę łączył wówczas z nim romans, który z czasem ustąpił miejsca dojrzałej, damsko-męskiej przyjaźni. Obecnie, ponad pięć dekad po tym jak Stan Lee i Don Heck powołali ją do życia, Natasza wciąż ma się dobrze, o czym niewątpliwie może świadczyć to, że już na samym początku wprowadzono ją do filmowego uniwersum Marvela, gdzie zresztą regularnie gości do dzisiaj.

Przeszłość Black Widow naznaczona jest niejasnościami i niedopowiedzeniami, co pozwala twórcom na dokładanie coraz to nowszych cegiełek do jej historii. To, co pozostaje jednak clou postaci, podstawowym elementem jej charakterystyki, to kryjące wiele tajemnic szkolenie, któremu poddali ją Sowieci. Otóż, Natasza była jedną z uczestniczek programu „Czarnych Wdów”, u założeń którego stało wyspecjalizowanie grona kobiet w sztukach walki i technikach wywiadu. Radzieckie służby miały w ten sposób wzmocnić swoje szeregi o rasowe morderczynie i agentki – prawdziwie tajną broń w czasach Zimnej Wojny.

Recenzowana przeze mnie pozycja sięga do korzeni Nataszy i odkrywa jej kolejne sekrety. W skład albumu pt. Powrót do domu wchodzą dwie powiązane ze sobą fabuły (Homecoming oraz The Things They Say About Her), obie napisane przez cenionego autora książek, Richarda K. Morgana. Komiksy te wydano pierwotnie w ramach imprintu Marvel Knights, którego główną ideą było sprezentowanie czytelnikom dojrzalszych, w pełni solowych historii, opowiadających o ich ulubionych, klasycznych herosach.

U Morgana Natasza jest już na zasłużonej emeryturze. Stara się trzymać na uboczu, lecz – jak łatwo się domyślić – coś nagle przerywa jej odpoczynek. W różnych częściach świata giną kobiety. Wszystkie je łączy wspólna przeszłość, a mianowicie odbyte przed laty szkolenie na Czarne Wdowy. Gdy jeden z zabójców zostaje nasłany na agentkę Romanową, ta naturalnie wychodzi z tego starcia cało, po czym rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Chce odkryć, kto stoi za morderstwami i jaki ma interes w tym, żeby się jej pozbyć. Intryga prowadzi ją do samej Rosji i ludzi, którzy stali za projektem, w jakim przyszło Nataszy brać niegdyś udział.

Powrót do domu w pewnym momencie zaczyna odsłaniać przed nami metody, z jakich korzystali dawni przełożeni Black Widow. Główna bohaterka dowiaduje się wówczas wielu naprawdę szokujących prawd o swoim życiu. Wtedy też komiks ma najwięcej do zaoferowania. To nie tylko najmocniejszy fragment tomu, ale także najbardziej angażujący i zwyczajnie najciekawszy. Niestety, wszystko to zostało upchnięte na kilku stronach w formie przepełnionego ekspozycją dialogu. To, co śmiało mogłoby stanowić podstawę całej opowieści, tutaj zostaje rozwiązane za pomocą jednego dialogu, a następnie niemal zamiecione pod dywan.

Zaraz po tej wymianie zdań, dostajemy bowiem dokładnie to samo, co śledziliśmy przed nią. Mam tu na myśli Nataszę jeżdżącą z miejsca w miejsce, przepytującą świadków i szukającą odpowiedzi na nękające ją pytania. Wydaniu ewidentnie nie służy zamieszczenie w nim dwóch historii. Bardzo dobrze widać, w którym punkcie kończy się pierwsza i rozpoczyna druga. A jako że finał całego tomu nie trzyma już w takim napięciu jak zakończenie Homecoming, doszło do sytuacji, w której mniej więcej w połowie komiks stopniowo zaczynał tracić moje zainteresowanie.

Ciągłe obserwowanie jak protagonistka zdobywa informacje i podąża ich tropem to coś, czego oczywiście można było się po takim tytule spodziewać. Mamy tu przecież do czynienia z ponurą, szpiegowską intrygą, gdzie takie elementy to wręcz wyznaczniki gatunku. Nie zmienia to jednak faktu, że w którymś momencie robi się to zwyczajnie nużące. Brak tu oparcia w postaciach, dialogach czy też scenach akcji.

Poza Nataszą, która bez wątpienia sprawdza się na pierwszym planie, nie mamy tu zapadających w pamięć bohaterów. Scenarzysta nie poświęca zbyt dużo uwagi ani towarzyszom Czarnej Wdowy, ani jej przeciwnikom. Znajdują się w komiksie, bo tego wymaga od nich historia. Nic więcej nie wnoszą. Stary znajomy z agencji pełni rolę sidekicka i korzysta ze swoich kontaktów, a przypadkowo wplątana w wydarzenia nastolatka, aż do końca przywodzi na myśl typową damę w opałach. Jedno chociaż trzeba tej postaci oddać, to właśnie ona w finale wykazuje się największym sprytem, co ostatecznie nadaje jej odrobinę charakteru. Złoczyńcy natomiast przez długi czas są jedynie złoczyńcami korespondencyjnymi. Rzadko wchodzą Romanowej w drogę, przez co właściwie nie ma okazji, żeby skonfrontować ich motywacje.

W Powrocie do domu pojawia się co prawda kilka rozpoznawalnych twarzy z uniwersum Marvela, ale przynajmniej jedna (Daredevil) zdaje się być wrzucona do tej fabuły trochę na siłę. Pozostałe są tu znacznie bardziej na miejscu i wypadają o niebo lepiej. Mowa o posągowym Nicku Furym, a także Jelenie Biełowej, która zgrabnie kontrastuje z Nataszą.

Szukając kolejnych plusów, muszę zakończyć omawianie warstwy scenariuszowej i napisać co nieco o oprawie graficznej. Bez obaw, nie odpowiada za nią Greg Land, którego grafika straszy nas z okładki, a Bill Sienkiewicz, Goran Parlov i Sean Phillips. Pierwszy z nich zajmuje się w tym tomie głównie wykończeniem, a zatem nie uświadczymy tutaj tak oszałamiających ilustracji jak chociażby w Elektra: Assassin. Tak czy siak, widać tu jego rękę, a prace trójki artystów stoją na naprawdę niezłym poziomie. Rysunki w Powrocie do domu porównałbym do grafik, jakie znaleźć można np. w runie Briana Michaela Bendisa i Alexa Maleeva w Daredevilu lub w mini-serii Daredevil: End of Days, także współtworzonej przez Sienkiewicza.

Jeśli zaś chodzi o polskie wydanie – Egmont tradycyjnie stanął na wysokości zadania. Nie mogę więc przyczepić się do jakości papieru czy też poziomu tłumaczenia. Jedyne „ale” jakie mam do tego albumu dotyczy prawdziwego drobiazgu, a konkretnie… fontu, jakiego użyto na grzbiecie. Wygląda to trochę tak, jakby ktoś we wstępnym projekcie wpisał tam tytuł najprostszym Arialem, a potem zapomniał to zmienić. Przez to komiks prezentuje się na półce odrobinę niechlujnie.

Powrót do domu to pozycja co najwyżej solidna. Morgan zdecydowanie zbyt kurczowo trzyma się tutaj ram gatunkowych i oferuje czytelnikom dość wtórną, przewidywalną historię. To, że taki tytuł został wydany na polskim rynku, powinno nas jednak cieszyć. Im większa oferta, im więcej tomów o bohaterach innych niż Batman czy Spider-Man, tym większa szansa, że każdy znajdzie coś dla siebie.

AUTOR Maurycy Janota

Niegdyś wpatrzony w Batmana, ale odrobinę się od niego oddalił, gdy tylko lepiej poznał postać Daredevila. Od tamtej pory nadrabia wszystkie tytuły z udziałem Matta Murdocka i Elektry. Poza tym fan Sylvestra Stallone'a, Wonder Woman, Gwiezdnych Wojen, Batwoman oraz dawnego Franka Millera.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Deadpool tom 7: Grzech Pierworodny

Tym razem bez ekspozycyjnego wstępu, bo wszyscy dobrze wiemy o kim mowa i jak dużo …

2 komentarze

  1. Pytanie do autora. W serii Superbohaterowie Marvela ma być wydany numer o połowę chudszy, zawierający Homecoming (Black Widow #1-6), bez tej drugiej historii. Czy ma to sens? Czy lepiej kupić Egmont? Czy Homecoming 1-6 jest na tyle zamkniętą historią, że drugą można pominąć? Pytanie może potem stracić sens jeśli wydawca Superbohaterów uzna że dubla nikt nie kupi i np zrezygnuje z numeru o Black Widow.

    • Hmm, nie zdradzając zbyt wiele, powiem tak: w Homecoming jeden wątek nie doczekał się odpowiedniej konkluzji i to właśnie on stanowi oś fabularną drugiej części tomu. Poza tym to całkiem zamknięta historia i wydaje mi się, że śmiało można czytać samo Homecoming – zwłaszcza, że jak wspomniałem w recenzji, kontynuacja nie jest już tak ciekawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *