PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Convergence #0

[RECENZJA] Convergence #0

Zerowy numer Covergence nie zachwyca. Obiecuje jednak tyle, że warto się z nim zapoznać. Zacznijmy jednak od początku. W rezultacie wydarzeń związanych z wciągnięciem Brainiaca w czarną dziurę w celu ocalenia Metropolis, Superman znajduje się gdzieś poza czasem i przestrzenią. Obaj żyją i mają się świetnie. I cóż… nie walczą. Rozmawiają. Brainiac służy zarówno Człowiekowi ze Stali jak i czytelnikowi za narratora. Większość komiksu jest dialogiem tej dwójki, więc nie uświadczymy tutaj zbyt wiele akcji, jednak trudno było się spodziewać czegoś innego po prologu.

Zgrzyta jedynie fakt, że Brainiac przeżywający zaburzenie tożsamości (wynikające z tego, że każdy z Brainiaców jest cząstką większej świadomości) wyraża się czasem w sposób niejasny. I nie chodzi o to, że jest to jakoś wyjątkowo niezrozumiałe, raczej o fakt, że zabieg ten sztucznie rozciąga historię. Nie ma żadnego powodu, dla którego wszystkie jego wypowiedzi nie mogłyby się zmieścić na trzech stronach.

Nie będę psuł zabawy pisaniem co dokładnie zdradza antagonista, jednak tym za co ta opowieść dostaje punkt jest przypomnienie tego o czym już wiemy. W pewnym momencie Brainiac zdradza, że widział każdą śmierć Supermana, co zilustrowane jest ładną, dwustronicową planszą. Przypomina to czytelnikowi o każdej śmierci Syna Kryptonu, o tym, że zawsze ta ofiara wiązała się z ocaleniem innego życia. I o tym, że Superman zawsze znajdował sposób, by oszukać nieuniknione. Można nie lubić bruneta w czerwonej pelerynie, jednak mimo patetycznego charakteru tego fragmentu, trzeba mu oddać, że mało który superbohater w swojej historii miał aż tyle heroicznych momentów.

Wracając jednak do opowieści, najważniejsza rzecz, ta, która ma zainteresować odbiorcę śledzeniem tego eventu, wiąże się z tym czego dowiadujemy się na końcu. I tutaj pozwolę sobie na konieczny spoiler. Brainiac kolekcjonując światy, zachował sporo z nich na moment przed ich zagładą. Te światy to lepiej lub gorzej znane miasta z uniwersum DC, z różnych wersji rzeczywistości. I tak w zamknięciu mamy rozpoznawalne Gotham by Gaslight (Gotham w Świetle Lamp Gazowych), Gotham z kreskówkowego uniwersum (!) Batman Beyond, Metropolis z Kingdom Come, Moskwę z cyklu Red Son, różne wersje czasowe z Post-Flashpoint, a także takie perełki jak Electropolis, El Inferno czy Świat Bizzaro. Nie przejmujcie się, jeśli któregoś nie znacie, to nie wydaje się ważne – ważne, że te wszystkie światy mają się spotkać. Bowiem Telos, nowa inkarnacja zebranych świadomości Brainiaca, otwiera zamknięte kopuły, trzymające miasta zawieszone w czasie. Nieźle!

Co dalej? Tego się dowiemy czytając kolejne zeszyty. Ja osobiście, wiedziony zapowiedziami, ze łzami szczęścia zobaczę ponownie Zieloną Strzałę ze starych komiksów. Szykuje się sentymentalna podróż z bohaterami, o których myśleliśmy, że już nigdy nie powrócą. DC, proszę, nie zepsujcie tego!

Jeśli chodzi o warstwę techniczną, rysunki prezentują się bardzo przyzwoicie, szczególnie kadry zajmujące duże powierzchnie, jak wspomniane śmierci Supermana. Kolory są miłe dla oka jedynie dymki Brainiaca mogłyby być bardziej kontrastowe. Nie poczytuję tego jako dużą wadę. Osobiście uważam, że Convergence ma szansę stać się eventem wielkim – nie ze względu na rozmiary, a ze względu na to, co potencjalnie może zawierać. Odsyłam do numeru zerowego jak i kolejnych zeszytów. Do poczytania!

AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Action Comics #1000

Jedną z najwspanialszych rzeczy w nurcie superhero jest ponadczasowość postaci. Herosi inspirują całe pokolenia, a …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *