PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Captain America: The Chosen

[RECENZJA] Captain America: The Chosen

Ten składający się z 6 zeszytów komiks, po raz pierwszy trafił do sprzedaży w lipcu 2006 roku. Cykl wydawniczy zakończył się w grudniu, a wydanie zbiorcze trafiło na półki w październiku 2007 i właśnie tę wersję miałem przyjemność czytać. Co ciekawe, twórcą scenariusza jest amerykański pisarz David Morrell, autor powieści, która służyła za podstawę  filmu Rambo: pierwsza krew.  Niestety w komiksie nie doświadczymy gęstego i brutalnego klimatu, jaki towarzyszy przygodom jednego z najsłynniejszych  filmowych „Johnów”.  Wykorzystując origin Kapitana Ameryki oraz realia amerykańskiej misji w Afganistanie autor tworzy typowo moralizatorską, pompatyczno-patriotyczną, mającą podnosić na duchu historię.

Poznajemy losy Jamesa Newmana, który po tragicznym w skutkach ataku na World Trade Centr wstępuje do armii by – jak sam mówi – „chronić swoją rodzinę i ojczyznę”.  Jednak nie jest to typ wspominanego wcześniej Rambo czy marvelowskiego Punisher’a – czyli klasycznego, zdeterminowanego, świadomego swojej roli wojaka. Sprawia raczej wrażenie zwykłego faceta, którego ambicje przerosły możliwości. Niestety zdaje sobie z tego sprawę dopiero w sytuacji bez wyjścia, na polu bitwy. Podczas jednej z misji patrolowych, jego oddział wpada w zasadzkę. Kiedy widmo śmierci zagląda wszystkim w oczy, ni stąd ni zowąd – wbrew wprowadzeniu i ku zaskoczeniu czytelnika – brawurowa akcja duetu James Newman-Cap America eliminuje wroga i zażegnuje zagrożenie. Po pewnym czasie okazuje się jednak, że oprócz głównego bohatera, nikt nie zauważył ingerencji Kapitana – Stevea Rogersa.

Mamy do czynienia z typową sensacyjną sztampą. Jest strzelanina w podziemnym bunkrze, zasypane wyjścia, kończący się tlen i ranni. Jedyny mogący wszystkich ocalić żołnierz to – walczący ze strachem James Newman oraz objawiający się protagoniście Captain America, który opowiadając stopniowo swoją historię  powoduje, że zwykły człowiek zaczyna pokonywać swe słabości, by na końcu samemu stać się – rzecz jasna – bohaterem. Nie zdradzę jednak, dlaczego Kapitan z Wybrańca przyjmuje formę „halucynacji”. Na pólkach polskich sklepów komiks można jeszcze znaleźć, będziecie więc mieli okazję by doczytać osobiście.

Jak widać fabuła nie grzeszy oryginalnością, ale jej wszelkie jej słabostki zostają trochę przykryte przez warstwę graficzną, za którą odpowiedzialny był Mitch Breitweiser. Mam do tytułów Marvela specyficzne „szczęście”, jest to kolejny komiks wydawnictwa, który wpada w mi w ręce, i w którym rysunki są na tyle dobre, że w dużej mierze rekompensują rozczarowanie scenariuszem. Jest na czym „zawiesić oko” bez wgłębiania się w warstwę fabularną. Grafika w Captain America: The Chosen to bez wątpienia najmocniejsza strona komiksu, choć wydane u nas wcześniej Iron Man 5 koszmarów i Avengers: Tajna wojna prezentują się mimo wszystko jeszcze lepiej.

Podsumowując, jest to średni komiks przesączony amerykańskim, patriotycznym patosem, poklepywaniem po ramieniu przeciętnego szeregowca. Dla kogoś, kto nie lubi tego typu moralizatorsko-pompatycznych zabarwień, będzie to lektura raczej irytująca niż mobilizująca. Pozostałych, też nie będę gorąco zachęcał do czytania, na rynku można znaleźć ciekawsze super-bohaterskie lub wojenne tytuły.

Autor: FVJ

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Thor J. Michaela Straczynskiego

Wydany w Dzień Dziecka album zatytułowany po prostu Thor (bez żadnego rozwinięcia, podtytułu czy charakterystycznego …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *