PANTEON / CYKLICZNE / [RECENZJA] Bler – 4 Pierwsze Tomy

[RECENZJA] Bler – 4 Pierwsze Tomy

Na fali popularności tematyki komiksowej, pod szyldem „Polskiego Superbohaterstwa” wypłynęło sporo projektów. Część z nich to kalki amerykańskich pierwowzorów i to nie współczesnych wersji, tylko – o zgrozo – klasycznych. Jest też – a raczej był od dawna – Bler. Poniższy tekst dotyczy 4 pierwszych tomów komiksu, kolejno: Lepsza Wersja Życia, Zapomnij o Przeszłości, Ostatni Wyczyn i Stan Strachu.

No dobrze, jak to z tym Blerem jest. Od samego początku zdania były podzielone, czy to polski superheros, czy też nie. Seria, napisana i zilustrowana przez Rafała Szłapę, opowiada o mężczyźnie obdarzonym supermocami, ta kwestia nie podlega dyskusji, jednak jest też jednym z komiksów daleko odbiegających od typowego, popkulturowego schematu, zarówno w kwestii wizerunku protagonisty jak i kształtu fabuły.
Superbohaterstwo nie jest w tej historii najważniejsze, stanowi jej drobny element. Powstanie Blera, jego osobiste problemy nie mają konstrukcji podobnej do przeciętnej amerykańskiej produkcji, wątki obyczajowe zostały prawie całkowicie pominięte. Autor włożył nawet w usta jednej z postaci kwestię, którą uznać można za jego pogląd na mieszanie amerykańskich klisz z polskimi realiami, w skrócie brzmi ona – „to się nie przyjmie”. Opowieść łączy więc elementy horroru, fantastyki naukowej i kryminału, ucieka daleko od tego co sprzedają nam wielkie zachodnie wydawnictwa.

Trzeba pamiętać, że historia Blera sięga czasów zapaści rynku komiksowego w Polsce a nie jego rozkwitu, podsycanego licznymi, kinowymi premierami. Podejście Rafała Szłapy do zagadnienia superhero jest też mało popularne, choć nieobce polskim czytelnikom. W jego przekonaniu scenariusz, którego bohater zostaje herosem, nie musi koniecznie prowadzić do szczęśliwego rozwinięcia i zakończenia. Wszystko to złożone razem do kupy daje produkt inspirowany wieloma motywami znanymi z popkultury lecz posiadający własną tożsamość, skradającą się tuż za horyzontem oczywistych, możliwych do bezspornego wytknięcia nawiązań. Utrzymany w konwencji, która umyka kategoryzacji.
Co prawda, pierwszy tom, a w szczególności sekwencja: wypadek-rekonwalescencja-supermoce-zabandażowana twarz, instynktownie kojarzy się na przykład z Darkmanem Sama Raimiego (swoją drogą filmem, który powstał z miłości do komiksowej stylistyki), zaś inny wątek przypomina motywy z fikcyjnej Mitologii Cthulhu. Są to jednak na tyle luźne skojarzenia, że nie da się zrobić z nich zarzutu, ani nawet artykułować je ze 100 procentowym przekonaniem.

Skoro już ustaliliśmy, że w pewnym sensie mamy do czynienia z superherosem, nie może się obejść bez originu. Nie wdając się zbytnio w szkodzące przyszłym czytelnikom szczegóły, historia zaczyna się jak stary, dobry film noir. Jest facet, jest femme fatale, jest intryga, w wyniku której nasz bohater zostaje elementem tajemniczej gry. Świadomy jedynie swych nowo uzyskanych mocy, wyrusza na poszukiwanie odpowiedzi na narastająca liczę dręczących go pytań. Atmosfera duchoty i paranoi nie odpuszcza aż do zakończenia pierwszego cyklu, czyli do tomu czwartego. U Rafała Szłapy obdarzenie bohatera mocą wiążę się z konkretnym obciążeniem psychicznym. Bler, mimo silnej osobowości, jest herosem raczej bezwzględnym i nie cacka się z przeciwnikami. Poza motywami wyrwanymi typowo ze stylistyki popkulturowej grozy, są też wreszcie prawdziwie polskie akcenty. Jest znana krakowska architektura, są kościoły, blokowiska, wąsacze w tłumie, wieś i nasza słodka cebula. Nie do pomylenia z niczym innym.

Pierwszy tom zaczyna się od tragedii. Protagonista – będący także narratorem opowieści – ulega wypadkowi. Budzi się w przypominającym szpitalną salę pomieszczeniu. Z czasem dochodzi do przekonania, że jest więźniem. Jednak im szybciej goją się jego rany, tym więcej odkrywa nadprzyrodzonych zmian zachodzących w biologii swego ciała.
Nawet po uformowaniu się „lepszej wersji życia” bohatera, atmosfera niejasnych intencji jego wybawców-stworzycieli nie znika. Są interesowni, zaborczy, ewolucja Blera wydaje się być dla nich jedynie inwestycją. Rzeczą typową dla cyklu jest tworzenie atmosfery fatalizmu, hojnie słodzonego piętrzącymi się tajemnicami. Każdy krok ku fizycznej doskonałości, każdy promień optymizmu wynikający z pozytywnego wkładu w ludzkie życia, bohater przypłaca tragicznym oświeceniem lub odkryciem nowych, dramatycznych zależności.

Słowo „tajemnica” jest tu kluczem. To właśnie brak pewności, w którą stronę zmierza scenarzysta nieustanie podtrzymuje uwagę czytelnika. Ale Rafał Szłapa nie ciągnie tej gry w nieskończoność, proponuje nam rozwiązania dręczących herosa problemów. Tak, „rozwiązania”, liczby mnogiej używam celowo, kurtyna w tym komiksowym teatrze opada bowiem kilkukrotnie, nadpisując już – wydawałoby się – ugruntowane fabularnie rozstrzygnięcia.

Trzeci tom zamknął pewien umowny cykl. Dużo się mówiło o tym, że to już koniec (nawet gdy pogłoski o śmierci Krakowskiego Supermana okazały się mocno przesadzone). Widać tytuł tomu trzeciego mocno zdominował świadomość czytelników. Bler zerwał (czy aby na pewno, panie Rafale?) z przeszłością a tom czwarty otwiera zupełnie nowy etap w jego karierze. Już na jesień (MFKiG 2015) premiera tomu piątego i kto wie, może także 6go. Liczymy na więcej, aura tajemniczości towarzysząca lekturze „Blerów” jest nie do podrobienia. Ufamy, że obecne ożywienie branży zadziała na polskiego herosa jak słońce na Supermana made in USA.

Rysunek bardzo nam przypadł do gustu. Bler wydany został w miękkiej oprawie, na grubym papierze formatu A4. Komiks jest od początku do końca kolorowy, a jakość druku doskonała. Kompozycja kadrów zmienia się, raz przybiera klasyczne formy, kiedy indziej wychodzi poza „ramki”, wylewając się na połowę lub całość strony. Rysunek reprezentuje styl realistyczny, akcentowany ciemnymi barwami, idealnie idącymi w parze z lekko mistyczno-paranoidalnym klimatem opowieści.

Autor bardzo dobrze opanował dziedzinę, w ramach której tworzy. Dynamika akcji jest oddana wspaniale, następujące po sobie rysunki są konsekwentne i dla czytelnika zrozumiałe. Jak to zwykle bywa, poziom ilustracji rośnie z każdym tomem, 4ty jest już pod tym względem niemal doskonały. Trzeba jednak napisać, że jedne kadry dopracowane są bardziej, inne mniej. Poziom staranności z jaką je tworzono, miejscami zmienia się zauważalnie, ale nie wpływa to zbytnio na płynność czytania.

Czy warto kupić Blera? Tak. Czy jest to komiks, który przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi? Nie. Polecamy go w szczególności miłośnikom komiksów grozy, mocnych kryminałów oraz wielbicielom kreatywnego, mniej oczywistego wykorzystywania wzorców superbohaterskich. Intrygująca fabuła, uzupełniona atrakcyjną kreską, stanowi smakowity kąsek dla każdego fana mroku i suspensu.
Bler to bohater z krwi i kości, nieobliczalny, brutalny ale w gruncie rzeczy dobry, dążący do uporządkowania otaczającego go chaosu. Nieważne jak domyślni jesteście, intencji twórcy przygód herosa z Krakowa nie odgadniecie. Z wypiekami na twarzy i kołdrą nad głową wertować będziecie kolejne strony, czekając na rozstrzygnięcie.

Autorzy: LoboPrime, RWilczur

AUTOR Redakcja

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA!] Bler Tom 6: Psie Imperium

Uwaga recka powstała jako prima aprilisowy żart AD 2017. 🙂 Wszyscy, którzy czytali Blera wiedzą, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *