PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Bękarty z Południa Tom 3: Powrót Do Domu

[RECENZJA] Bękarty z Południa Tom 3: Powrót Do Domu

Na łamach tego portalu omawiane były już wszelakie historie. Kosmiczne wojaże, okruchy życia studenckiego, demony i potwory chcące władzy w każdym zakątku globu, czy kryminały trzęsące Barceloną. Również na prowincję zdarza nam się zajrzeć. Choć Kaznodzieja pokazał nam „jak to się robi w USA”, jest jeszcze ktoś, kto ma na ten temat swoje zdanie. Cała grupa ludzi, którzy bardzo nie lubią, gdy w Hrabstwie Craw coś idzie nie po ich myśli. Jak udowadniają Bękarty Z Południa, w Alabamie nietrudno o takie okoliczności.

O wcześniejszych tomach serii Aarona, możecie poczytać TUTAJ i TUTAJ. Gdzie zaczynamy w Powrocie do domu? Zbliżają się finały, drużyna właśnie została bez głównego trenera, a morale wśród graczy do imponująco wysokich nie należą. W dodatku szeryfa Hardy’ego dopada kryzys wieku średniego. Lokalny kaznodzieja chce nawracać niereformowalnych, a reszta miasta popada w autodestrukcyjną spiralę. Nieczęsto w tekstach zdarza mi się niemożliwość zarysowania linearnej historii, ale tutaj muszę robić wyjątek. Choć historia nie jest żadną zabawą z klasyczną formą narracji, nie mamy tutaj głównego bohatera.

Litość nie jest cenną walutą na terenie hrabstwa Craw.

To opowieść o zbiorowości. Konkretnych mieszkańcach, którzy jak czerwie muszą czerpać z umierającego miejskiego organizmu ile się da, po to, by przetrwać. Owszem, komiksów „zbiorowych” jest co niemiara. Avengers, X-Men (czy choćby poza popularnym nurtem, Deadly Class) są komiksami drużynowymi (oczywiście używam tego określenia bardzo luźno) ale tutaj nie patrzymy na to, jak ekipa ze sobą współpracuje. To jak patrzenie na stado dzikich zwierząt w oczekiwaniu, aż jedno z nich zaatakuje. Jeśli ktoś z czytelników jest zwolennikiem kreacji świata z wczesnych filmów Wojciecha Smarzowskiego, czy choćby Dogville Larsa Von Triera, poczuje się jak w domu. Patologicznym i brutalnym, ale w domu. W miejscu, gdzie znają twoje imię, drzewo genealogiczne i wszystkie grzechy jakie ciążą na twoim sumieniu. A o tych grzechach aż chce się czytać.

Przy wszechobecnym, rynkowym zapachu stęchlizny i przypalonego mięsa, komiks prezentuje się zaskakująco świeżo. Po pierwsze zaskakująco ciężko znaleźć tu kogoś, komu od początku do końca mamy kibicować. Choć swego czasu był pewien „człowiek co się zowie”, budzący względną sympatię czytelnika, teraz sytuacja wygląda inaczej. Na stronach komiksu nie znajdziecie ani jednej postaci, która nie sprowokowałaby waszego instynktu samozachowawczego do ostrożności. To jak przeglądanie akt podejrzanych na komisariacie. Jednakże przy bogatej charakterologii, losy tych wszystkich wykolejeńców pochłania się strona po stronie. Społeczność jest nieprawdopodobnie organiczna, a intrygi, które są knute w mieszkaniach, barach i na boiskach wyglądają na oczywiste. W końcu to Alabama, tak tutaj toczy się życie. W małym miasteczku najłatwiej o guza. Pozdrowienia z Riverdale.

Surowe życie, nakreślone równie surową kreską.

Specyficznego sznytu dodaje również zachwycająca oprawa wizualna. Jason Latour był idealnym wyborem do wykreowania środowiska Craw County. Każdy kadr na dosłownie każdej planszy wręcz kipi surowym klimatem. Ta ‚grubo ciosana’ kreska, ograniczona kolorystyka, czy oszczędna dbałość o detale idealnie korespondują ze scenariuszem. Na pierwszy rzut oka niektóre rysunki wyglądają jak niedokończone szkice, ale w tym kryje się ich urok. Jakby i rysownikowi i bohaterom już nie zależało. W tym świecie ma być zrobione po twojemu, w sposób surowy i brutalny. A jak się nie podoba, poszukaj sobie miejsca gdzie indziej. Każdy z poszczególnych bohaterów jest ponadto zaprojektowany na tyle czytelnie, że przy pierwszym rzucie oka wiemy z kim mamy do czynienia. Sfrustrowany trener, zmęczony życiem policjant, czy lokalny bandyta z zapędami satanistycznymi. Doskonale widać kto właśnie gości na kolejnej stronnicy.

Naprawdę ciężko mówić mi o Bękartach Z Południa bez znaczących spoilerów, przez co musiałbym zapętlać się w kolejnych superlatywach. Ale wg mnie nie trzeba niczego więcej. To komiks niezwykły, miejscami dość nowatorski i niewiarygodnie świeży w zalewie bliźniaczych historii. Bez względu na dzielący nas ocean, perypetie mieszkańców Alabamy nie zdają się być dalekie od naszego polskiego podwórka. Zwłaszcza biorąc pod uwagę choćby trend obecny w polskim kinie. Z pewnymi demonami nie warto walczyć, więc zostaje się z nimi zaprzyjaźnić. Oraz przyjąć ten retoryczny cios kijem bejsbolowym w zęby, którym komiks Aarona niewątpliwie jest.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Mucha Comics!

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Bękarty z Południa Tom 2: Na Boisku

Ci którzy czytali pierwszy tom Bękartów Południa wiedzą, że ostatecznie lektura zabrała ich w niekoniecznie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *