PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Bękarty z Południa Tom 2: Na Boisku

[RECENZJA] Bękarty z Południa Tom 2: Na Boisku

Ci którzy czytali pierwszy tom Bękartów Południa wiedzą, że ostatecznie lektura zabrała ich w niekoniecznie takie rejony hrabstwa Craw jakich się spodziewali. Ale to dobrze, dzięki temu dostaliśmy drugi tom, który rożni się od pierwszego na kilku płaszczyznach, ale pozostaje równie dobry. Żadne tam czyszczenie mięsa płynem do naczyń i szczotką ryżową. To świeży kawałek steku rzucony nam prze kucharza-scenarzystę prosto w twarz. Przejdźmy zatem do konsumpcji.

Drugi tom został w pełni zdominowany przez Eulessa Bossa. Podobnie jak w części pierwszej bieżące wydarzenia przeplatają się z przeszłością trenera. Poznajemy go jako młodego chłopaka, marzącego o karierze w zawodowym futbolu. Jednak młodzieńcowi brak warunków fizycznych, wyszkolenia, a przede wszystkim szacunku z każdej możliwej i potrzebnej strony (czy to kolegów z drużyny, czy trenera).

Brak mu też wsparcia ze strony ojca (choćby zwykłej akceptacji), brak mu matki wśród żywych oraz nawet przelotnej znajomości z jakąkolwiek rówieśniczką. Czym więc nadrabia Euless? Jedynie samozaparciem, uporem graniczącym z patologiczną głupotą. Na szczęście dla niego na jego drodze staje podstarzały, czarny mężczyzna, który w przeszłości sam grał w zawodowo, a dziś mimo wypadku na boisku, w wyniku którego oślepł (a może właśnie dzięki niemu), poznał tajniki gry jak nikt inny. Old Big zapewnia młodemu narwańcowi trening według oldschoolowego schematu. Swoista mieszanka tego co pamiętamy z Karate Kida, czy komiksów o Daredevilu. Jednak przede wszystkim zapełnia w jego pokiereszowanym sercu dziurę jaką pozostawił obojętny ojciec.

„Na Boisku” pozostał rysownik Jason Latour.

Osiągnięcie szczytowej formy to jednak zbyt mało, by kupić sobie powszechny szacunek. Niestety tylko on gwarantuje szansę na zaistnienie w świecie sportu. Euless będzie musiał poświęcić więcej niż planował i dopuścić się jeszcze takich czynów, które normalnemu człowiekowi przez myśl by nawet nie przeszły. Nie jest to historia mająca na celu pokazanie jakim złym skurczysynem jest trener, czy puste szafowanie przemocą dla samego szokowania. Bałem się, że autorzy pójdą za jego pomocą w kierunku bycia edgy, ale szczęśliwie dla czytelnika tu chodzi o coś zupełnie innego. We wcześniejszej opowieści, zatytułowanej Był to Facet co się Zowie mieliśmy okazję się przekonać jakim draniem jest trener.

Tom drugi, mimo utwierdzania nas w tym przeświadczeniu, ukazuje nam drogę bohatera do krawędzi oraz jego spartańską wręcz obronę własnych przekonań i pragnień. Cholera, Aaron próbuje wręcz przekonać nas, że nie było innego wyjścia, że tak musiała się ta historia potoczyć. Mamy tu pokazaną postać na dwóch różnych etapach życia: młodego chłopaka, którego frustracja jest tak ogromna, że znajduje jednocześnie różne drogi jej ujścia, jak np.: zaburzenia psychosomatyczne (wymioty), fiksację na polu dostania się do drużyny (która jednocześnie jest też źródłem kolejnych frustracji) oraz ukształtowanego, pełnego goryczy starego faceta. Skąd potrzeba takiego zestawienia? Jest to niezbędne, by czytelnik zrozumiał pełny wymiar dramatu. Obserwacja z każdej perspektywy.

W drugim tomie śledzimy trudne losy Eulessa Bossa.

Kolejną rzeczą która fascynuje, jest przeprowadzone w komiksie studium zła drzemiącego w człowieku. Aaron może nie próbuje odpowiedzieć na pytanie, które stawiają naukowcy (jak choćby badania na noworodkach na uniwersytecie Yale sprzed paru lat), czy człowiek może urodzić się zły, czy to jednak kwestia wychowania. Jednak na pewno skłania czytelnika do refleksji. Ludzie jako gatunek z natury są obojętni, a nawet wrogo nastawieni do obcych. Jesteśmy skłonni do parafianizmu i bigoterii. Niektóre z naszych instynktownych reakcji emocjonalnych, w szczególności odraza, pobudzają nas do robienia okropnych rzeczy. Rolą rodziców i społeczeństwa jest przezwyciężenie tych ograniczeń i dalsze rozwijanie przekonań moralnych, które jak wykazały w/w badania istnieją już w umysłach dziecka. Tego na pewno zabrakło Eulessowi.

Kolejną istotną sprawą, którą porusza ten komiks to agresja towarzysząca sportowi drużynowemu. Dzięki współczesnym odkryciom na polu psychologii wiemy, że obserwowanie zachowań innych może wywoływać w nas określone emocje i przez to zachęcać do podobnych reakcji. Im silniejszy, pozytywny związek emocjonalny z osobą zachowującą się agresywnie, tym większy stopień identyfikacji. Prowadzi to do wzrostu zachowań agresywnych obserwującego. Jednak dość o sportowcach i ich problemach. Warstwa artystyczna komiksu dzięki utrzymaniu Latoura na stołku pozostała niemal identyczna. Zrezygnowano jednak z czarno-białych wstawek w retrospekcjach. W tomie pierwszym symbolizowały one wewnętrzne rozdarcie Earla Tubba głównego bohatera. Euless nie jest rozdarty, on jest zdeterminowany i wie czego chce… podobnie jak ja – trzeciego tomu na mojej półce z komiksami :D, pora ruszać na wirtualne zakupy.

AUTOR LoboPrime

"There's no flesh and blood within this cloak to kill. There is only an idea. And ideas are bulletproof."

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Jessica Jones – Alias, tom 4

Ostatniego dnia października ubiegłego roku ukazał się finalny tom Alias, serii, za którą odpowiadają Brian …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *