PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Batman: The Brave and the Bold

[RECENZJA] Batman: The Brave and the Bold

Zamaskowany Krzyżowiec jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i rozpowszechnionych postaci w popkulturze. Osiem filmów aktorskich, plus jeden w drodze (Batman v Superman: Dawn of Justice), trzy seriale aktorskie, wiele świetnych gier i cały orszak wspaniałych animacji. W 2008 roku, do grona seriali animowanych z Mrocznym Rycerzem, dołączyła kreskówka emitowana w Cartoon Network. Chodzi o Batman: The Brave and the Bold, serial, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania…

Podczas premiery w 2008 roku byłem jeszcze dzieckiem, dlatego nie zwracałem uwagi na to, jak serial został zrealizowany, kto podkłada głos pod którą postać, czy fabuła ma sens itd. Ważne było tylko to, aby oglądać przygody Batsa. Teraz patrzę na tą produkcję z trochę innej, bardziej aktywnie-geekowskiej perspektywy. Zanim widz zasiądzie do oglądania, powinien być świadom, jaka jest rola The Brave and the Bold. Dzieło to ma za zadanie – przede wszystkim – oddać hołd ponad siedemdziesięcioletniej historii Człowieka Nietoperza, ale i przy okazji stać się czymś, co będą mogły oglądać zarówno nieobeznane w uniwersum DC dzieci, jak i zatwardziali fani.

Serial był wspaniałym hołdem złożonym ponad 70 letniej historii marki. Wszystkie odcinki były przemyślnie zróżnicowane. Niektóre epizody świetnie wyśmiewały naiwność i infantylność komiksów ze Złotej Ery (Legends of the Dark Mite!, Clash of the Metal Men!), ale inne potrafiły, zaskoczyć swym poważnym podejściem do tematu i gorzkim klimatem (Dawn of the Deadman!, The Last Patrol! czy Chill of the Night!). Twórcy animacji postanowili, uraczyć nas tysiącami nawiązań, easter eggów, a czasami na ekranie pojawiały się sceny żywcem wyjęte z kart komiksu (Pojedynek Supermana z Mścicielem z Gotham, albo „K.O. Punch” sprezentowany Gardnerowi).

Batman: The Brave and the Bold jest również swoistą lekcją historii całego uniwersum DC. Podczas lat szczenięcych, nie miałem okazji przeczytać zbyt wielu komiksów, dlatego naprawdę miło było mi dowiedzieć się o niektórych postaciach, czy wydarzeniach. Nawet obeznany geek chwilami będzie mógł wyłowić kilka ciekawych faktów. Przykładowo w 21 odsłonie pierwszego sezonu, Jonah Hex zostaje wysłany do przyszłości, niektórzy mogli nie wiedzieć, że coś takiego miało już miejsce w 1985 r. w serii zatytułowanej HEX.

Na uwagę zasługuje również masa ciekawych postaci, które nieraz spychały Mrocznego Rycerza na drugi plan. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć tak dobrze przedstawionego Aquamana, aż miejsca go pokochałem. Blue Beetle, Jonah Hex, Aquaman, Guy Gardner, Booster Gold, wcinający ciasteczka Martian Manhunter, Plastic Man, Flash… czy serial z taką plejadą wspaniałych postaci może być zły? Na plus należy, również zaliczyć występy mniej znanych postaci, które w komiksowym, „złotym wieku” święciły triumfy, a dziś spoczywają w redaktorskim limbo. B’wana Beast czy Equinox są tego najlepszymi przykładami. Dodatkowo cieszą fajnie rozpisane relacje między bohaterami oraz dobre dialogi.

Skoro już sypię z rękawa superlatywami, nie mogę zapomnieć o humorze, który choć bywa chwilami infantylny, to jednak o najczęściej jest naprawdę dobry. Przyznaję, że najbardziej rozbawiły mnie epizody z Aquamanem, ale równie długo zapamiętam odcinki z Beetlem i B’wana Beastem. Serial został zrealizowany bardzo solidnie. Jeśli chodzi o wykonanie, najzwyczajniej w świecie nie można się niczego przyczepić. Jedyne co się może nie podobać, to sam design, który jest bardzo… cóż, kanciasty. Mimo to, można się do niego przyzwyczaić.

Nie można nie wspomnieć o wspaniale skomponowanej muzyce. A skoro już jesteśmy przy muzyce, polecę Wam jeszcze odcinek Mayhem of the Music Meister!, z wspaniałą kreacją Neila Patricka Harrisa jako Music Meistera. Podsumowując, jeśli potrzebujesz dobrej, niebanalnej rozrywki, bierz się za oglądanie Batman: The Brave and The Bold. Serial w sam raz tak dla początkującego fana superherosów jak i speca w dziedzinie komiksu.

Autor: RemiRose

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Batman: Ego i inne opowieści

Darwyn Cooke był artystą, który pomimo dość niewielkiej liczby komiksów w dorobku, zasłużył na miano …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *