PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Batman: Mroczne Odbicie

[RECENZJA] Batman: Mroczne Odbicie

Kiedy Bruce Wayne podróżuje po świecie zakładając Batman Incorporated, Gotham jest chronione przez Dicka Graysona w kostiumie Batmana. I choć pierwszy Robin jest postacią zupełnie inną niż jego mentor, jest człowiekiem ciepłym, serdecznym i empatycznym, to Mroczne Odbicie jest prawdopodobnie jedną z najbardziej upiornych historii w komiksowej tradycji Nietoperza.

Od razu mogę przyznać – Snyder napisał klimatyczną historię, którą genialnie zilustrowali Jock i Francavilla. Tło fabularne rozwija się wielowątkowo, osiowymi postaciami są Batman (Dick Grayson) i rodzina Gordonów, na czele z Jimem i jego córką Barbarą. Jak to często bywa u Snydera, wątki te splatają się ze sobą w finale, choć część z nich tak naprawdę ma za zadanie tylko zapełnić strony i pokazać lepiej same postaci, aniżeli pchać historię do przodu. Nie poczytuję jednak tego jako wady, bo 300 stron komiksu czytało się sprawnie i bez nudy.

Nie miałem wrażenia, że czegoś jest za dużo. Nie będę zdradzał szczegółowo konkretnych wątków, ani tym bardziej głównej części opowieści, w dużym skrócie i bezspoilerowo mogę tylko powiedzieć, że zarówno Batman (pamiętajcie, Dick, nie Bruce!) jak i Jim Gordon muszą zmagać się ze swoją przeszłością, która ma duży wpływ na ich teraźniejszość. Zmagania te prowadzą ich obu w objęcia miasta, którego bicie serca rozlega się w chłodnych murach, a w którego zakamarkach czai się m.in. tajemniczy Sprzedawca czy sprawa martwej, przerośniętej orki leżącej pośrodku banku.

 

Uwierzcie mi, że mimo bogactwa ojczystego języka trudno jest mi powstrzymać się przed nadużywaniem słowa „mroczny”. Bowiem mroczne jest tutaj nie tylko tytularne odbicie lęków głównych bohaterów, nie tylko mroczne jest Gotham, w esencji i konstrukcji czy też w samych rysunkach. Najczarniejsze, najbardziej lepkie i niepokojące jest tutaj to co ludzkie. Mimo, że wciąż mamy tutaj typowy podział na dobro i zło, to drugie nie jest malowane w karykaturalnych barwach. Snyder przypomina, że poza Jokerem, Pingiwnem, Hushem czy R’as al Ghulem w świecie Mrocznego Rycerza prawdziwe zepsucie czai się w zwykłych ludziach. Świetnie to pokazuje wykorzystanie postaci Jokera. Książę Zbrodni doczekał się epizodu i to, w jaki sposób został tutaj wykorzystany, świadczy o kunszcie scenarzysty. Szczególnie dialog w ostatnim akcie, w którym pewna postać nawiązuje do pamiętnych odwiedzin Jokera u Barbary Gordon – mistrzostwo.

Od strony graficznej album prezentuje się świetnie. Zarówno Jock, jak i Francavilla doskonale czują atmosferę i nie pozwalają się czytelnikowi zadusić gęstymi rysunkami. Panele są przejrzyste, a kolory świetnie dobrane – od czerwieni i żółci po granat i błękit, a wszystko to skąpane cieniami idealnie oddaje emocje zawarte w poszczególnych scenach. Choć nie wszystkie rysunki są bogate w szczegóły, to pewnego rodzaju niedbalstwo czasem dodaje dynamiki – można mieć nadzieję, że tutaj było to zamierzone.

Jeśli chodzi o wydanie, to seria DC Deluxe jest jakością samą w sobie. Choć bardzo droga, bo za rzeczony album wydawca rząda sumy niemal trzycyfrowej, to jednak dla fana warta pieniędzy. Dostajemy historię obowiązkową do przeczytania w pięknej, twardej oprawie. Prawdziwy cud ukazuje się jak zdejmiemy osłonę okładki. Sama okładka z tłoczonymi literami wygląda jak najlepsze wydania książek z dawnych lat. Super! Na końcu komiksu dostajemy kilka szkiców okładek i parę linijek scenariusza. Niby niewiele, ale cieszy.

Nie chciałbym, żebyście po moich zachwytach oczekiwali arcydzieła. Nie jest to opowieść na miarę Powrotu Mrocznego Rycerza. Snyder pisze świetnie historie, ale wciąż wyczuwa się w nich infantylność. Ta konkretna opowieść jest skierowana do odbiorcy dorosłego, niekoniecznie jednak dojrzałego. Niemniej gorąco zachęcam się zapoznać z Mrocznym Odbiciem. A nuż podczas lektury zobaczycie odbicie swoich najgorszych snów? Nawet jeśli nie to spodziewajcie się przyjemnej, klimatycznej akcji. Polecam!

AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

Superbohaterki powinny ratować świat również w kinie

Superbohaterki dla komiksowego uniwersum są tak samo ważne, jak ich męskie odpowiedniki. I choć wostatnich …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *