PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Batman: Ego i inne opowieści

[RECENZJA] Batman: Ego i inne opowieści

Darwyn Cooke był artystą, który pomimo dość niewielkiej liczby komiksów w dorobku, zasłużył na miano jednego z najważniejszych twórców związanych z wydawnictwem DC. Praktycznie każde z jego dłuższych, wielostronicowych dzieł spotkało się z pozytywnym przyjęciem krytyków oraz fanów. Przykładem niech będzie piękna, dopracowana w najmniejszym calu Nowa granica, miłosny list do bohaterów z Ligi Sprawiedliwości.

Osobny rozdział w karierze Cooke’a stanowiły osiągniecia w dziedzinie animacji – rysował storyboardy do The New Batman Adventures i Superman: The Animated Series, a także zaprojektował fantastyczne intro do Batman Beyond. W maju minęło sześć lat od jego śmierci, ale dzięki komiksowym panelom i kadrom pamięć o nim pozostała żywa. Miło, że Egmont Polska zdecydował się dołożyć do tego cegiełkę i sprezentować polskim czytelnikom wydanie zbierające wszystkie jego okołobatmanowe prace.

Oczywiście jest jeszcze jeden istotny czynnik, dla którego taki album pojawił się w księgarniach właśnie teraz – wytłuszczona w tytule historia Batman: Ego została wskazana przez Matta Reevesa, reżysera niedawnego filmu o Człowieku Nietoperzu, jako jego główna inspiracja. Według filmowca opowieść Cooke’a w najciekawszy sposób przedstawiała motywację, psychologię i kompleksowość Bruce’a Wayne’a. Nic dziwnego, że po takiej rekomendacji o Ego znów zrobiło się głośno, a eleganckie wznowienie w formacie DC Deluxe zawitało także do Polski symultanicznie z premierą ekranizacji z Robertem Pattinsonem.

Skąd fascynacja tym konkretnym komiksem? Otóż, chyba żaden inny tytuł nie kreśli z tak wielką miłością do tej postaci, całej jej złożoności i skonfliktowania. Autor przypomina tu, że Batman może i ma bogatą galerię przeciwników, ale jego największym wrogiem dalej pozostaje on sam. 

Oprócz świetnego Ego, w zbiorze znajdziemy również:

Tu są potwory – zilustrowaną (dość niezobowiązująco, nieco bardziej chaotycznie) przez Cooke’a, ale napisaną przez Paula Grista, czarno-białą miniaturkę pochodzącą z antologii Batman: Gotham Knights. Czuć w niej echa surrealistycznego, psychologicznego Ego, ale parostronicowa opowiastka jedynie lekko muska temat odwiecznej walki Bruce’a z samym sobą. Ot, króciutki przerywnik przed…

Wielki skok Seliny – cudowną, pulpową powieść graficzną w duchu najlepszych heist movie, która jednakże sprawia w tym tomie wrażenie… zbędnego zapychacza. Może bierze się to stąd, że to już jej trzecie wydanie w przeciągu ostatnich kilku lat – pojawiała się wszak w formie osobnego rozdziału „Wielkiej kolekcji komiksów DC” oraz w pierwszym tomie Catwoman Cooke’a i Eda Brubakera (w tej też wersji czytało się ją najwygodniej, bo zaraz po niej następowała kontynuacja w postaci zeszytów solowej serii). Jeśli nie mieliście dotąd okazji czytać nowelki o organizowanym przez Kotkę napadzie, czeka was przyjemna, ale nie do końca satysfakcjonująca lektura. Żeby poznać ciąg dalszy będziecie musieli bowiem ją sobie zdublować. Jeżeli znacie Wielki skok Seliny z trylogii Catwoman… tu nie jest wam do niczego potrzebna.

Pomnik – kolejną krótką i monochromatyczną formę z Batman: Gotham Knights. Ponownie stworzoną we współpracy z innym autorem, a mianowicie Billem Wrayem. W tym duecie to nie Cooke odpowiada jednak za rysunki – zajmuje się wyłącznie scenariuszem. Fabularnie bardziej zaawansowana niż Tu są potwory, ale graficznie mniej atrakcyjna, ocierająca się o karykaturę ciekawostka.

Mroczny Rycerz na randce – czyli drugą w tym zbiorze historyjkę, którą ilustruje ktoś inny. Tu artystą jest Tim Sale, równie wybitny, hołdujący podobnym tradycjom i czerpiący ze zbliżonych źródeł, co Cooke. Znakomity zespół kreatywny na zaledwie paru stronach w wizualnie imponującym stylu umiejętnie oddaje dynamikę relacji Batmana i Catwoman.

Deja vu – nawiązujący do Wielkiego Skoku Seliny, następny krótki metraż przygotowany w całości przez Darwyna. W tej intensywnej, zaskakująco mrocznej opowieści o ucieczce bohaterów znanych z powieści o pannie Kyle (Starka, Jeffa i Swifty’ego) przed Batmanem, autorowi udaje się zobrazować jaki strach, budzi wśród przestępców Człowiek Nietoperz.

Zjazd policjantów – piękny mariaż oldschoolowych fabułek o Mrocznym Rycerzu z klasyką Willa Eisnera o zamaskowanym Spiricie. To crossover, w którym Cooke oraz Jeph Loeb z ujmującą lekkością łączą dwa światy popularnych komiksowych herosów. I pozostaje żal, że nie robili tego częściej. Dla mnie osobiście, obok Ego, najjaśniejszy punkt albumu.

Zabić czas – prościutką, napisaną przez Amandę Conner oraz Jimmy’ego Palmiottiego komedyjkę z Harley Quinn w roli głównej. Jeśli znacie ich niegdyś popularny, później trochę irytujący run w serii o byłej dziewczynie Jokera, będziecie wiedzieć, czego się spodziewać. Nie jest to humor najwyższych lotów, protagonistka balansuje na granicy bycia jakkolwiek znośną, ale dzięki ekspresyjnym, estetycznym rysunkom, ma ten komiks sporo uroku.

Oraz masę dodatków w postaci prześlicznych okładek i odsłaniającego kulisy jego prac posłowia nieodżałowanego Cooke’a. Składa się to wszystko na pozycję obowiązkową nie tylko dla fanów Batmana i uniwersum DC, ale także dla koneserów wysmakowanych historii superbohaterskich oraz po prostu znakomitej kreski.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Ród X / Potęgi X

Od jakiegoś czasu komiksy Marvela zjadają swój własny ogon, przez co mało kogo są dziś …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *