PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Astonishing Thor

[RECENZJA] Astonishing Thor

53 tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela  to najbardziej enigmatyczna publikacja, jaką dotychczas uraczyło mnie wydawnictwo Hatchette. Zaraz po ogłoszeniu oficjalnej listy publikacji, wśród czytelników podniosła się delikatna wrzawa. „Co to robi w kolekcji?”, „Kto wpadł na ten pomysł?” i inne niezbyt pozytywne opinie zalały sieć. W końcu, po tygodniach niepewnego wyczekiwania, sam położyłem łapki na komiksie Astonishing Thor. I nadal jestem zdziwiony rezultatem.

W Układzie Słonecznym niespodziewanie pojawił się Ego, Żyjąca Planeta. Wywołał na Ziemi potworne nawałnice o niespotykanej dotąd skali. A z burzą, oczywiście, najlepiej powinien poradzić sobie Thor. Brzmi jak typowy odcinek spłyconej do granic kreskówki na Cartoon Network. Jednak na tym wątku nie poprzestajemy, bowiem stabilizacja wyładowań atmosferycznych to nie jedyne zadanie z jakim przyjdzie się zmierzyć Bogowi Piorunów . Na jego drodze staną także: Zephyr-przelotna miłość z przeszłości herosa, Kolekcjoner, który upatrzył sobie Ego jako element swoich zbiorów, oraz brat Żyjącej Planety – Alter-Ego, który zamierza pożreć jedynego członka swojej rodziny.

I nie będę was oszukiwać w dwóch kwestiach. Po pierwsze, jestem świadomy, że opis fabuły brzmi kuriozalnie, nawet jak na standardy komiksu o superherosach. Po drugie, nie trawię postaci Thora. Cień sympatii jaką mogę darzyć tego herosa, wynika wyłącznie z występu Chrisa Hemsworth’a w Filmowym Uniwersum Marvela. Choć i w tym przypadku niezwykle ciężko mi przywyknąć do archaicznej mowy i ogólnego sposobu bycia Asgardczyka. Każda jego wypowiedź brzmi przesadnie podniośle i patetycznie. A cechy te często dobrze charakteryzują fabuły całych jego przygód.  Zanim ktokolwiek zarzuci mi „anty-fanizm” dopowiem, że Thor: Odrodzenie naprawdę mi się spodobał. Ale wracając do meritum. Tytułowy bohater nie jest tutaj rzucony przez scenarzystę w środowisko, które na nowo go ukształtuje, czy postawi przed wymagającym etycznie wyborem. To standardowa, niezbyt wymagająca przygoda, jakich Thor w czasie swojej działalności przeżył niemało. Ale czy aby na pewno?

W środowisku internetowym domorosłych ekspertów od Thora – i komiksów o nim – krąży pogląd, że cała fabuła i ton tego albumu, to jeden wielki, fanowski ukłon w stronę pierwotnych historii z Thorem w roli głównej. Wnioskując po poprzednim akapicie, powinienem być tego zagorzałym przeciwnikiem. Lecz, co dziwi nawet mnie, lektura Atonishing Thor nie wywołała u mnie zażenowania. Fakt, historia skrzy się od absurdów.

Istotnie, wiele praw fizyki jest łamanych (pomijając oddychanie w próżni). Nie da się ukryć, że zestawienie nordyckiego Boga Piorunów z historią o chcących pożreć się nawzajem świadomych planetach pasuje jak zestawienie pięści do nosa. Być może to zew nostalgii, który wybija się z mojego geekowskiego „Ja”, ale naprawdę brakuję mi komiksów o takiej dawce oderwania od współczesnych standardów sciencie-fiction. Z biegiem dziesięcioleci, środowisko czytelników zaczęło zmieniać swoje preferencje i gusta, stąd wiele archaicznych dzisiaj rozwiązań zwyczajnie im nie odpowiada. Ale jak wspomniałem wcześniej, mnie bardzo cieszy widok old-schoolowej formy komiksowej w nowym wydaniu. Nie powiem wam, że oczekuję tego częściej, ale co jakiś czas chętnie odbyłbym taką podróż w czasie.

W temacie zostając. Oprawa wizualna Astonishing Thor wręcz poraża swoją finezją. A pamiętajmy, że tak duża dawka realizmu może się na prawdę nie udać. Zdarzało się, że postacie w takiej stylistyce wyglądały jak kiepskie rendery w 3D odwracając uwagę od nieźle wykonanych planów (Iron Man-Extremis) . Na szczęście Mark Choi w duecie z kolorystą Frankiem D’Armatą zapewnili nam niezwykłe doznania wizualne. Anatomia postaci została oddana zaskakująco precyzyjnie i dynamicznie, a zgrabne cieniowanie, dodaje im subtelny efekt trójwymiaru. Same tła czy rozkładówki, mogłyby stanowić osobny element recenzji. To istny majstersztyk. Kapitalnie namalowane kadry przestrzeni kosmicznej (wliczając w Ego i jego brata) czy jakakolwiek lokacja, w którą trafia Thor nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. Mam nadzieję, że w nadchodzących tomach aspekt wizualny będzie choć w połowie tak dobry jak w omawianym dzisiaj tomie.

Choć przychodzi mi to z lekką trudnością stwierdzam, że Astonishing Thor, nie jest tak złym komiksem, jak się go reklamuje. Mimo faktu, iż ma kilka widocznych wad, istotną kwestią jest tutaj podejście do historii. Bez bicia przyznam, że opinie wyczytane w Internecie zniesmaczyły mi nadchodzącą lekturę. Ale w odpowiednim momencie odciąłem się od opinii z zewnątrz. Oczywiście to tylko moje subiektywne zdanie, ale jestem pewien, że w naszym komiksowym światku, znajdzie się jeszcze niejeden czytelnik, któremu brakuje takich lekko odrealnionych opowieści, od kilku ładnych dekad zaniedbywanych w komiksowym mainstreamie.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Fantastyczna Czwórka tom 1

Scenarzysta Jonathan Hickman stał się w ostatnich latach jednym z głównych architektów uniwersum Marvela, przez co już nawet …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *