PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Alias – tom 2

[RECENZJA] Alias – tom 2

Mucha nie próżnuje, po niewątpliwym sukcesie, jakim było wydanie pierwszego tomu Alias, wydawnictwo idzie za ciosem i oferuje nam kolejne odsłony przygód Jessiki Jones. Dla rozlicznych fanów pani detektyw, już od momentu pierwszych zapowiedzi, był to zakup obowiązkowy. Jeśli jednak istnieje jeszcze ktoś, kto się waha, śpieszę z informacjami: nowy Alias zdecydowanie utrzymuje wysoki poziom swojego poprzednika.
Wydanie Muchy obejmuje sześć zeszytów składających się na jeden większy story arc i dwa one-shoty. Główna historia dotyczy kolejnego śledztwa Jessiki. Nowojorska detektyw opuszcza swoje miasto i trafia na prowincję, gdzie ma odnaleźć zaginioną nastolatkę. Sprawa zaczyna się komplikować kiedy na jaw wypływają pogłoski, że dziewczyna była mutantką.

Nie będę kłamać – ta historia jest zdecydowanie moim ulubionym fragmentem całego cyklu. Fakt, że Jessica opuszcza w niej miejską dżunglę Nowego Jorku nie jest tu wadą, wręcz przeciwnie. Opowieść zachowuje mroczny, detektywistyczny klimat, który zyskuje dodatkową składową. Jest nią ta lepka i duszna atmosfera małego amerykańskiego miasteczka, tak dobrze znana z wielu innych tekstów kultury i z rzeczywistości. Nietrudno się domyślić, na kogo w niedawnych, amerykańskich wyborach prezydenckich głosowaliby sąsiedzi zaginionej Rebekki.

Wszystko to zostało przełożone oczywiście na marvelowskie realia, w których to mutanci są najbardziej nienawidzoną mniejszością. Sposób, w jaki zostały oddane związane z tym mechanizmy społeczne, na pewno będzie znajomy dla każdego, kto, niczym homo superior, był choć raz „tym innym” członkiem społeczności.

aliasvol2_1

Jak widać, zmiana perspektywy wpływa na konwencję, w stosunku do pierwszego tomu jest tu zdecydowanie mniej skupienia na słynnych superbohaterach i ich mieście, ale też i na samej Jessice. Pojawia się więcej „zwykłych obywateli” zwykłej Ameryki, która zdecydowanie nie jest tożsama z wielomilionową metropolią. Dzięki temu Bendis może użyć wypracowanych w komiksach o X-Men metafor, które – mimo pewnych wad – od dawna nadawały pozycjom Marvela społeczno-polityczny wymiar.

Warto wspomnieć jeszcze o dwóch one-shotach, w pierwszym Jessica zamyka stare sprawy związane z Lukiem Cagem, a potem umawia się na randkę ze (znanym również z filmów o Ant-Manie) Scottem Langiem. Drugi opisuje zaś zlecenie od J. Jonah Jamesona, który chciałby, by Jessica odkryła dla niego tożsamość Spider-Mana. Uwagę zwraca jego forma,  zeszyt składa się z transkryptów rozmów, zaprezentowanych na tle dużych, statycznych ilustracji. Choć są one dziełem regularnego rysownika serii, Michaela Gaydosa, to ich styl jest znacznie bardziej subtelny – zostały pozbawione wyrazistych konturów, zyskując w zamian na swoistym „artyzmie”.

alias-vol2_2a

Komiks to nie tylko fabuła, liczy się też kreska. Podtrzymuję wszystkie zachwyty pod adresem Michaela Gaydosa i Matta Hollingswortha, które wypowiedziałam przy okazji recenzji pierwszego tomu. Tym razem zwrócę więc uwagę na inne aspekty oprawy graficznej. Ważnym elementem albumu są bowiem kolaże z notatnika zaginionej dziewczyny, autorstwa Davida Macka. Te małe dzieła sztuki zdecydowanie intrygują i przyciągają uwagę. Dlatego sporą zaletą wydania jest umieszczenie galerii wszystkich kolaży w dodatkach. W drugim tomie po raz pierwszy pojawia się też fragment historii Jewel, zilustrowany przez Marka Bagleya. Takie retrospekcje pojawią się też w późniejszych tomach, gdzie przeszłość Jessiki staje się coraz ważniejszym elementem fabuły. Kreska Bagleya jest zdecydowanie bardziej „komiksowa” i dynamiczna niż Gaydosa, jest też dopełniona jaskrawymi kolorami, typowymi dla pierwszych komiksów superbohaterskich. Nie będzie chyba wielkim spoilerem stwierdzenie, że już w tej pierwszej sekwencji zawarto swoisty easter egg dla osób, które już backstory Jessiki znają (z dalszych tomów komiksu bądź też z serialu Netflixa).

aliasvol2_3a

Nie wspomniałam w tej recenzji jeszcze o jednym elemencie Alias, który bardzo lubię: o dialogach Briana Michaela Bendisa. Jak pewnie już wam wiadomo, w chwilach świetności scenarzysta ten tworzy niezwykle ekspresywne i autentyczne scenariusze, stanowiące w sporej mierze o jakości jego dzieł. Alias nie jest tu wyjątkiem, o czym można było się przekonać już w pierwszym tomie. Dawno już czytałam komiks w oryginale, więc nie odniosę się tu szczegółowo do tego, co zaginęło w tłumaczeniu, a co nie. Mogę jednak spokojnie powiedzieć, że tłumaczenie Marka Starosty daje radę. Jeżeli nie macie nic przeciwko czytaniu amerykańskich komiksów po polsku, to spokojnie możecie zainwestować w to wydanie (jeśli jednak lubujecie się w lekturze oryginałów, to przypominam, że w zeszłym roku Marvel wydał cały Alias w tym samym co Mucha, czterotomowym standardzie).

Jak widać, moja ocena serii zdecydowanie nie pogorszyła się wraz z kolejnym tomem. Komiks nadal utrzymuje wysoki poziom i niewątpliwie spełnia swój cel. Ukazanie zdecydowanie „mniej przyjemnej”, bardziej dramatycznej części uniwersum Marvela przez pryzmat byłej superbohaterki, która świetnie się w takim świecie odnajduje. Oczywistym więc będzie stwierdzenie, że jeżeli podobał wam się pierwszy tom serii, to warto sięgnąć po drugi, w mojej opinii nawet przewyższający poziomem swojego poprzednika. A jeżeli podobał wam się serial Netflixa, lubicie mroczną, noirową konwencję i wyraziste postaci kobiece, a jakimś cudem jeszcze nie sięgnęliście po pierwszy „Alias”, to zróbcie to jak najszybciej. Bo to po prostu cholernie dobry komiks.

AUTOR Śledź

Przedstawicielka młodego pokolenia Panteonu, niepoprawna fanka Young Avengers i WicDiva, zaczytująca się w pozycjach Image Comics. Rasowy nerd, human z informatyki, człowiek-mem.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Tokyo Ghost Tom 1

Przysłowie mówi, że nie powinno się oceniać książki po okładce. A na niej znajdują się …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *