PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Pośród lasu

[RECENZJA] Pośród lasu

Nie jestem przekonany czy trzy dotychczasowe albumy z linii Hill House Comics, spotkały się z jednoznacznie ciepłym przyjęciem czytelników – mam bowiem wrażenie, że każdy następny zbierał coraz gorsze recenzje – ale Egmont Polska, nie zważając na to, konsekwentnie stawia na tego konia. Po przebojowym, ale błahym Koszu pełnych głów; ambitnej, ale nudnawej Rodzinie z domku dla lalek oraz niepozbawionej potencjału, ale zwyczajnie kiepskiej Toni, przyszła kolej na Pośród lasu od świeżego, nieotrzaskanego rodzimym odbiorcom duetu autorek. Konkretnie od amerykańskiej scenarzystki i pisarki (Jej ciało i inne strony) kubańskiego pochodzenia, Carmen Marii Machado, oraz greckiej ilustratorki, Dani (Lucyfer).

Na początek zagrajmy w skojarzenia. Jakiego typu grozę oferuje The Low, Low Woods (tak brzmiał tytuł sześciozeszytowej miniserii, ukazującej się oryginalnie w Stanach Zjednoczonych)? Jakie znajome nuty można w nim wyczuć? Wyobraźcie sobie dwie homoseksualne dziewczyny dorastające w przeklętej mieścinie na prowincji – jak bohaterki przeznaczonej dla młodzieży trylogii Fear Street (produkcji Netfliksa) – i związane przyjacielską relacją opartą na wzajemnych docinkach i złośliwościach, podobną do tej, łączącej zaskakująco cyniczne jak na swój wiek protagonistki serii Paper Girls.

Zagadka dopadającej je dziwnej amnezji przywołuje na myśl zaangażowane społecznie horrory z ostatnich lat pokroju filmowego Get Out! czy komiksowego Infidela, zaś wizję pozbawionego perspektyw miasteczka, niszczejącego wskutek wypalającej się pod ziemią kopalni, snuł wcześniej także Alan Moore w Sadze o Potworze z bagien. Pomimo dość odtwórczych, przeżutych przez popkulturę składników, ta swoista mieszanka okazała się o dziwo smakować całkiem nieźle.

Machado, wiążąc niepozorną, lokalną wiedźmę z genezą zamieszkujących pośród tytułowego lasu potworów – odartych ze skóry mężczyzn oraz upiornych hybryd kobiet i zwierząt – tworzy folkową opowieść o duchach z pogranicza uwspółcześnionej baśni i klechdy, przekazywanej ustnie przez babcie wnuczkom. Tak, jak i w nich, nie brak tutaj przestrogi (w tym przypadku przed biernością i pogodzeniem się z jawnymi niesprawiedliwościami) i pewnego morału, korelującego z faktem, że całość stanowi może niezbyt subtelną, ale sensowną metaforę ruchu #metoo.

The Low, Low Woods jest historią o kobietach. Zarówno o tych, które dopiero dojrzewają i stopniowo poznają mechanizmy rządzące światem, jak i o tych, które zdążyły się już poddać i teraz dźwigają ciężar niezasłużonych wyrzutów sumienia. Biorąc pod uwagę wspomniane problemy z subtelnością – wynikające nie tyle z łopatologicznego scenariusza, co raczej z tego, że od początku rzuca się w oczy, jaka idea przyświecała autorce – istniało ryzyko, że komiks nabierze charakteru suchego, wyprutego z emocji moralitetu. Na szczęście Machado udało się tchnąć w swoje główne bohaterki wystarczająco dużo osobowości, by czytelnika obchodziły ich losy. Eldora i Octavia nie dają się łatwo zaszufladkować, o czym niech świadczy zresztą to, że są będącymi ze sobą blisko, ale nieuwikłanymi w romans lesbijkami, co samo w sobie jest przykładem bardzo ciekawej i rzadko spotykanej w mainstreamie reprezentacji.

Rysunkowo bywa niestety nierówno. Kolory nakładane przez Tamrę Bonvillain przypominają miejscami paletę stosowaną przez mistrza horroru, Francesco Francavillę, ale kreska Dani zbyt często wydaje się niestaranna, a jej szkice kreślone na kolanie, by piać z zachwytu nad oprawą graficzną. Nie potrafiłem dostrzec w niej coś ponad średnio udaną próbę imitacji stylu zmarłego w maju Johna Paula Leona.

Z puli komiksów spod szyldu Hill House, które otrzymaliśmy do tej pory nakładem Egmontu, Pośród lasu mimo wszystko pozostało ze mną chyba najdłużej. Historie pióra Joe Hilla (Kosz…, Toń) i Mike’a Careya (Rodzina…) miewały przebłyski i cechy kompetentnych dreszczowców, ale sprawiały wrażenie odfajkowanych zleceń. W dziele Machado i Dani czuć więcej pożądanej szczerości i niezależnego, zinowego ducha.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Suicide Squad: Zła krew

Niesławny – zarówno ze względu na fabularne założenia, jak i na skojarzenia z nieudaną adaptacją …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *