PANTEON / BIOSY / EVENTY / OPISY / (Po co) Komu Wonder Woman? – część 1

(Po co) Komu Wonder Woman? – część 1

Komiksy superbohaterskie w zdecydowanej większości mają stanowić rozrywkę skierowaną do konkretnej grupy odbiorców. Nie istnieją komiksy uniwersalne i nie ma się co oszukiwać, amerykański mainstream w dużej mierze domyślnie jest przeznaczony dla młodzieży i młodych dorosłych. Ciężko  powiedzieć jak to wygląda w Polsce, ale nie jest to w tym momencie istotne, rynek w kraju nad Wisłą nie ma żadnego wpływu na decyzje wydawnicze podejmowane w Stanach. W każdym razie – demografia odgrywa kluczową rolę nie tylko w tym, czy komiks się dobrze sprzeda, ale też w tym, czy na etapie koncepcji dostanie zielone światło. Może się wydawać, że dla wielu postaci o ugruntowanej pozycji nie jest to żaden problem. Taki Batman przecież sprzeda się zawsze. Prawda?

Ale, ale… nie o Batmanie będzie dzisiaj. On może spać w swojej jaskini dość bezpiecznie, przynajmniej na chwilę obecną, a jak sprawa wygląda z bohaterką dzisiejszego tematu, Wonder Woman? Na początek chciałem krótko podsumować, częściowo z historycznego punktu widzenia, jak zmieniała się postać Amazonki w komiksach, żeby dostosować się do konkretnego czytelnika. Ostrzegam, że będę sobie dużo dopowiadał, bo tylko to mi zostaje w starciu z (nie)tęgimi umysłami wydawców, których decyzje niejednokrotnie były… dziwne.

Wonder Woman dla kobiet dla dojrzewających chłopaków

Wonder Woman #9

Genezę powstania postaci Wonder Woman powtarzam jak mantrę, ale wyjątkowo dzisiaj sobie ją daruję. Odsyłam Was do książki The Secret History of Wonder Woman, względnie do Wikipedii. Sęk w tym, że William Marston, a więc twórca Amazonki, kreując bohaterkę chciał powołać do życia symbol. Symbol kobiecej siły, wzór do naśladowania, ikonę, która czerpała z ruchów feministycznych i zwrotnie, miała je inspirować (Dygresja, ale muszę ją poczynić. Wiecie, że to właśnie pewien ruch feministek doprowadził do tego, że Wonder Woman przestała być ambasadorką ONZ do spraw Wzmocnienia Pozycji Kobiet i Dziewcząt? O słodka ironio.). Z tym, że plan Marstona nie do końca był tożsamy z tym, czego chcieli wydawcy. Gdyby komiks miał być skierowany tylko, lub głównie do kobiet, nie sprzedałby się za żadne skarby świata. Po prostu dziewczynki i kobiety nie stanowiły aż tak dużego rynku (co nie znaczy, że nie czytały komiksów!). Dlatego ostatecznie jedna rzecz przesądziła o tym, że Wonder Woman znalazła swojego odbiorcę – ubiór. Chłopcy i mężczyźni chętnie sięgali po przygody Diany, bo była ubrana tak kuso, że rozpalało to ich wyobraźnie… i nie tylko wyobraźnie.

Pamiętajcie, to była pierwsza połowa ubiegłego wieku. Pruderyjne czasy. Ten właśnie ubiór stał się tak naprawdę przyczyną kłopotów i w rezultacie komiks miał zostać wycofany ze sprzedaży. Na szczęście Max Charlie Gaines, jeden z wydawców, zainterweniował, co więcej, dzięki niemu Wonder Woman trafiła do Justice Society of America. Muszę jednak wyjaśnić, iż nie chodziło o to, że przygody Wonder Woman były tylko papką dla nastoletnich chłopców. Wręcz przeciwnie. Sama fabuła w jej solowej serii była taka, jaką pisał ją Marston bazując na swoich założeniach. Kusy strój miał być tylko chwytem marketingowym, ale sama treść rzeczywiście mogła trafić do kobiet tak silnie, jak żaden komiks superbohaterski wcześniej.

Wonder Woman dla patriotów

All-Star Comics #14

Czy kogoś dziwi, że strój Wonder Woman przypomina flagę USA? Nie powinno. 1942 – rok powstania postaci – to wciąż II Wojna Światowa, komiksy są wtedy narzędziem propagandy. Bicie Hitlera po pysku to tylko swoisty highlight, a prawda jest taka, że mnóstwo superbohaterskich opowieści z tamtych czasów korzysta z herosów i heroin jako bohaterów wojennych. Wyprawy na front, walka z nazistowskimi superzłoczyńcami i podobne motywy to standard. Nie inaczej było z Dianą. W solowej serii zmagała się przecież z Paulą, czy Doktor Poison, nazistowskimi szpiegami. Podobnie było w All Star Comics, gdzie JSA kopało tyłki na frontach Europy… z tą różnicą, że Wonder Woman była wtedy ich sekretarką, wiec sama niespecjalnie kogokolwiek kopała. Niemniej, dumnie wspierała swoich kolegów zapisując przebieg spotkań z patriotyzmem godnym Kapitana Ameryki…. ech, szkoda gadać. W każdym razie motywy patriotyczne to była nieodłączna część komiksów okresu wojennego, a ciężko było mocniej podkreślić wyjątkowość i wspaniałość USA niż wykorzystując wizerunek walczącej za (w sumie) obcy kraj Amazonki. Chyba tylko kosmita pokroju Supermana mógł to przebić.

Podsumowując, Diana w początkach swojej komiksowej kariery wybiła się na byciu obiektem seksualnych fantazji, a także dzięki temu, że wspierała Stany Zjednoczone w walce z sługusami Adolfa Hitlera. Tak naprawdę do lat 60 dojechała na baku zasilonym tymi „paliwami”, ale potem trzeba było coś zmienić, bo przecież wojna się skończyła, a krótkie spódniczki spowszedniały.

Wonder Woman dla blogerek modowych

Wonder Woman #199

Och Wy spryciarze, na pewno już mi wytykacie, że w latach 60′ i 70′ nie było blogerek modowych, ale gdyby były, miałyby na półce Wonder Woman, zaraz obok kolorowych magazynów i ulotek z H&M. Jak to nie było H&Mu w tamtym czasie? A właśnie, że był! No, nieważne, teraz powinienem wyjaśnić co to w ogóle ma wspólnego z Dianą. Cóż… dzielna Amazonka, pod piórem Mike’a Sekowsky’ego, założyła w tamtym czasie butik odzieżowy! To nie wszystko. Straciła też moce. I uczyła się u chińskiego mistrza. I strzelała z karabinu. Dlaczego? Pozornie wydawać by się mogło, że wynikało to z tego, że scenarzysta cierpiał na ciężki przypadek kryzysu twórczego, który musiał przelać na papier, żeby zarobić na chleb. Jednak ta cała sytuacja nie wynikała wcale z jego widzimisię, to wszystko wina… Marvela! Tak, to klasyczne powiedzenie każdego fana DC ma tutaj prawdziwe zastosowanie. No, przynajmniej z bardzo czepialskiego punktu widzenia i w dużym wyolbrzymieniu. Otóż DC w tamtym okresie nie bardzo potrafiło się odnaleźć na rynku, a młodziaki – niejacy Stan Lee, Steve Ditko oraz Jack Kirby i stojąca za nimi marka mieli świeże pomysły. Na kartach komiksów zaczęli się pojawiać bardziej ludzcy bohaterowie, a fabuły przestały się skupiać na biciu komunistów (naziści pobici, więc po wojnie bito komunistów), czy pełnych kiczu i kampu przygodach gości w majtkach nałożonych na rajtuzy. Choć do mroku lat 80′ jeszcze sporo brakowało, w Marvelu herosi zeszli na ziemię. DC musiało więc zareagować. Zainscenizujmy przykładowy dialog wydawców:

John: Hej Mark, musimy coś wymyślić, żeby uczłowieczyć trochę Wonder Woman.

Mark: Ty, John, a co jest najbardziej ludzką cechą… no, ludzi?

John: E… Że nie mają supermocy?

Mark: Jezu, John, jak Ty nie dostaniesz premii w tym roku to ja się wykręcę na lewą stronę!

Oczywiście Diana po pewnym czasie odzyskała moce, ale jej przygody do połowy lat 80′ nie wyróżniały się na tyle, żeby poświęcać im teraz więcej uwagi. Przynajmniej nie przygody w komiksie.

Wonder Woman dla niedzielnych widzów

Lynda Carter jako Wonder Woman w Wonder Woman

W 1975 wiele osób regulowało teleodbiorniki żeby złapać jak najlepszy sygnał. Bo oto w małych, świecących skrzynkach pojawiła się ona – dzielna, seksowna i silna – Wonder Woman! Przez cztery lata jej przygody zdobyły serca widzów, a Lynda Carter do dzisiaj jest silnie kojarzona z rolą Diany. Wiem, że trochę oszukuję, bo miałem skupić się komiksach, a piszę tutaj o serialu. Ważnym jest jednak, że serial wpłynął bezpośrednio na to co się działo w komiksach! Diana walczyła z nazistami w telewizji? No to niech walczy na papierze. Bohaterka przywdziewa kostium kręcąc się w kółko? Inkorporujmy to do komiksu! Sam serial jednak był dość mocno uproszczony, wiele elementów istotnych dla postaci zostało pominiętych. Niemniej, łatwo sobie wyobrazić, że dla wielu to było pierwsze spotkanie z Amazonką i na pewno miało wpływ na sprzedaż i odbiór komiksów o tym samym tytule.

Jak sami widzicie, przez pierwsze 40 lat Wonder Woman niespecjalnie potrafiła odnaleźć „siebie”, a wydawcy nie mogli się zdecydować pod kogo mają skroić jej przygody. Czasy zmieniały się szybko, zmieniali się też czytelnicy. Postać Diany miotała się między tym jak chciał ją pisać Marston (zbawiająca świat miłością, silna kobieta) i jak była przedstawiana w szeregach Justice Society of America (marząca o przygodach sekretarka). Potem bohaterka ewoluowała w kierunku generycznej (dla danych czasów) superbohaterki, a w końcu stała się ofiarą zmian w latach 60′.

Choć próbowano przywrócić jej blask w latach 70′ i na początku lat 80′, dopiero George Perez rozpoczynając historię Amazonki od początku po Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach nadał Wonder Woman silną tożsamość, co pozwoliło lepiej zdefiniować docelową demografię. I między innymi o tym przeczytacie za dwa tygodnie. Cześć!


Korzystając z okazji gorąco zachęcam do przeczytania moich pozostałych tekstów o Wonder Woman:

[RANKING] Galeria Złoczyńców Wonder Woman

[RECENZJA] Wonder Woman by Greg Rucka Volume 1

[RECENZJA] Wonder Woman: Amazonia

AUTOR Paweł Kicman

Miłośnik deszczu i lenistwa. Gracz i komiksiarz. Na co dzień narzeka na brak czasu i ostre zęby swojej chomiczki - Ofelii. Co drugi dzień narzeka na wszystko inne.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Odrodzenie DC we Wrześniu

Wydawnictwo Egmont we wrześniu rozpoczyna sprzedaż albumów komiksowych z cyklu Odrodzenie DC. Do końca roku na …

4 komentarze

  1. Bardzo przyjemna i ciekawa lektura! Chciałabym jedynie dodać, że telewizyjna Wonder Woman również była silnie związana z tamtejszymi ruchami feministycznymi, więc to, co chciał Marston było w tym okresie jak najbardziej osiągnięte, mimo tego, że jak piszesz – Diana serialowa nie była mimo wszystko tą komiksową.
    I pochwalę również za dygresję o roli Wonder Woman w ONZ, bo napisanie, że ‚pewien ruch feministyczny’, a nie całościowo o feministkach, jest bardzo prawidłowe. Nadal mi smutno, że niektóre osoby nie potrafiły zrozumieć, że wolność ubierania się jak się chce – w tym wypadku przekazana przez wolność fikcyjnej postaci do ubierania się tak, jak ją stworzono – to też jak najbardziej feministyczny postulat.

    • Dziękuję bardzo za miłą opinię. 🙂 Tak, jak najbardziej smutne jest to, że przypuszcza się atak na (fikcyjną) postać przez pryzmat jednej cechy, nie bacząc na to, że potrafi inspirować całe rzesze ludzi za pomocą wielu innych aspektów. No ale nie dogodzi wszystkim. ;(

  2. Tyle razy wspominasz o II wojnie i nazistowskich żołnierzach. Atrakcyjnych, beznarodowych. Ani razu nie pada, że to Niemcy.
    Mój wykrywacz poprawności politycznej dzwoni.

    • Artykuł Pawła nie jest lekcją historii II wojny światowej, a komiksowi naziści bywają często daleko idącą, ahistoryczną karykaturą.

      Ale jeśli poprawi to Twoje samopoczucie, to spoko:

      DRODZY CZYTELNICY! Musicie wiedzieć, że naziści z komiksowej propagandy okresu IIWŚ to Niemcy. Ci sami Niemcy rozpoczęli ten straszny, obrzydliwy konflikt atakując Polskę w 1939 roku. To oni – Niemcy – odpowiadają za Holocaust.

      Jeśli trzeba pisać takie wyjaśnienia, to wypada też przypomnieć, że komiksy lat 40tych nie są najlepszym źródłem wiedzy historycznej. Po więcej informacji o tym – lub dowolnym innym – konflikcie z przeszłości odsyłamy do opracowań naukowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *