PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Kosmiczna Odyseja

[RECENZJA] Kosmiczna Odyseja

Egmont konsekwentnie zapełnia luki w polskich wydaniach komiksów sygnowanych nazwiskiem Mike’a Mignoli. Po wznowieniach przygód Piekielnego Chłopca i wydaniu tomu zbierającego pomniejsze historie nadszedł czas na wielkiego nieobecnego przywołanego albumu, czyli Kosmiczną Odyseję.

Do Drogi Mlecznej wtargnęli kosmiczni jeźdźcy apokalipsy (w tej roli cztery Aspekty Antyżycia) i niedługo ma nastąpić kres wszystkiego. Aby temu zapobiec ludzie stanęli ramię w ramię z bogami i innymi nieziemskimi istotami, a bohaterowie złączyli siły ze złoczyńcami. Spod pióra Jima Starlina wyszła opowieść niedługa, ale za to całkiem treściwa. Prosta historia o tymczasowym zakopaniu wojennego topora w imię walki z większym złem jest wyłącznie tłem dla przypomnienia o słabościach superbohaterów. To nie ich zmagania i ostateczny triumf są tu najważniejsze. Prym wiodą ułomności charakterów. Podzieleni na zespoły herosi dali prawdziwy popis swojej pychy, uprzedzeń i braku chęci do współpracy. I to właśnie sprawia, że Kosmiczną… czyta się dobrze. Umiejętnie podkreślane różnice w działaniu stały się świetnym motorem napędowym komiksu. W pewnym momencie złapałem się nawet na tym, że od sposobów na rozwiązanie sytuacji bardziej interesują mnie następne problemy, jakie wynikną z takiej a nie innej postawy postaci (a dość szybko pewnym stało się, że co kilka stron ktoś zrobi coś nie tak). Przyjemnie było też powrócić do Batmana, który jest człowiekiem, a nie znanym z nowszych komiksów Bat-bogiem. 

Dobrze rozpisane działania jegomościów w trykotach nie zasłaniają jednak przewidywalności i prostoty fabuły, wobec czego Kosmicznej… nie mogę nazwać dziełem wiekopomnym. Niestety Starlin nie ustrzegł się i innej wpadki. W scenariuszu znalazło się też miejsce dla pewnego nieprzyjemnego w odbiorze fragmentu. Fragmentu, który jest smutnym odbiciem wciąż pokutującego w świadomości części społeczeństwa podejścia do osób z myślami samobójczymi. Zgodnie z treścią komiksu, jeśli ktoś zastanawia się nad zakończeniem swojego żywota, to należy mu powiedzieć coś w stylu: nie jesteś wystarczająco silny, aby poradzić sobie z taką odpowiedzialnością (…) wyświadcz więc wszystkim przysługę i odbierz sobie życie. I po problemie, myśli samobójcze znikają… Nie, nie i raz jeszcze nie. Pewne doświadczenia trzeba przepracować, warto też wiedzieć, jak poradzić sobie z emocjami i w razie czego gdzie poszukać wsparcia. Ucieczka w postawę twardziela nigdzie nie prowadzi. Często obecne w popkulturze brednie o byciu twardym w każdej sytuacji nie przyczyniają się do niczego dobrego i jeśli jest możliwość odniesienia się do nich, to należy to zrobić, by nie pozostawiać takich słów bez żadnego komentarza. Szkoda, że pan Śmiałkowski w posłowiu nie zdecydował się na wejście w dyskusję z tym fragmentem, a zamiast tego uraczył czytelników tekstem rodem z Wikipedii. 

Powodów do narzekania nie dostaną za to miłośnicy Mike’a Mignoli. Omawiana pozycja jest niczym brakujący rozdział z albumu poświęconego jego twórczości i pozwala jeszcze lepiej poznać drogę, jaką pokonał rysownik. W tekście na temat Uniwersum DC według Mike’a Mignoli wskazałem na podobieństwo wczesnego Mignoli do Johna Byrne’a. Podczas lektury Kosmicznej… można zaobserwować kolejną zmianę stylu. Podczas tworzenia tego komiksu twórca Hellboya zawisł gdzieś pomiędzy późniejszym sobą a Walterem Simonsonem. To skojarzenie wzmacnia dodatkowo jedna z okładek zawartych w galerii, która wyszła właśnie spod ręki Simonsona. Serio, gdy dostaniecie w łapki ten komiks, to porównajcie obu artystów. Podobieństwo jest spore i chyba tylko grube cienie odróżniają ich od siebie. Możliwość zapoznania się z kolejnym etapem rozwoju Mignoli jest fantastycznym doznaniem i dla mnie głównym powodem, dla którego warto rozważyć zakup recenzowanego tytułu.

W zeszłym roku nakładem Egmontu do sprzedaży trafił Mister Miracle. W tym otrzymaliśmy inną opowieść związaną z Czwartym Światem. Byłoby super, gdyby te tytuły okazały się heroldami zwiastującymi nadejście komiksów autorstwa samego Jacka Kirby’ego. Cóż, czas pokaże czy coś jest na rzeczy czy może było to wyłącznie moje czcze życzenie. Jeśli będziecie mieć ku temu okazję, to sięgnijcie po Komiksową Odyseję. Mimo przewidywalności i jednego fragmentu jest to całkiem udana lektura, która sama w sobie może też być dobrym wstępem do poznawania światów wykreowanych przez Kirby’ego.

Dziękujemy wydawnictwu EGMONT za dostarczenie egzemplarza do recenzji.

AUTOR Smok

Człowiek udający, że jest smokiem albo smok udający, że jest człowiekiem. Jeszcze nie zdecydował, które z powyższych jest prawdą. Nałogowo opowiada o "Gwiezdnych wojnach", czyta komiksy i wciąż nie wyzbył się dziecięcego pragnienia zmieniania świata na lepsze.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Daphne Byrne

Tym, co często świadczy o ostatecznej jakości danego tekstu kultury, jest to, jak wytrzymuje próbę …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *