PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Wbrew Naturze: Przebudzenie

[RECENZJA] Wbrew Naturze: Przebudzenie

Jeśli zapytam kogoś na ulicy, czy jest on wolnym człowiekiem, zapewne otrzymam odpowiedź potwierdzającą ten stan rzeczy. Ludzie w naszym kraju uważają się za wolnych, a liczne demonstracje pokazują, że są w stanie o swą wolność walczyć. Z tym, że nie do końca. Poznając bowiem poglądy wielu z nich, można śmiało powiedzieć, że w rzeczywistości ludzie wolni być nie chcą. Tak, może to brzmi niedorzecznie, ale to fakt. Istnieje tendencja do pozbywania się swojej wolności i oczekiwaniu, że Państwo będzie nami kierować, ingerując w różne aspekty codziennego życia. Na szczęście nie we wszystkie, ale kto wie? Może kiedyś nastaną czasy, że przestaniemy decydować nawet o tym, z kim chcemy spędzić resztę życia – że naszych współmałżonków będzie narzucać nam Rząd.

Pewnie wielu z Was zastanawiać się będzie jak taki stan rzeczy by wyglądał. Ja zastanawiać się już nie muszę, bowiem widziałem taki system. Naprawdę. Pokazała mi go pewna Włoszka. Konkretnie to Pani Mirka Andolfo, komiksowa rysowniczka, będąca m.in. autorką ilustracji do takich komiksów jak Ms. Marvel (od Marvela), czy Bombshells (spod szyldu DC). Uczyniła to, a jakże, na łamach swojego autorskiego tworu, jakim jest komiks Contro Natura, którego pierwszy tom trafił do Polski, za sprawą wydawnictwa Non Stop Comics, pod tytułem Wbrew naturze: Przebudzenie. Pozwólcie, że podzielę się z Wami wrażeniami z tego doświadczenia.

Wbrew Naturze opowiada historię antropomorficznej świnki imieniem Leslie, żyjącej w świecie, gdzie prawo zmusza obywateli do wstępowania w związki jedynie z osobnikami nie tylko przeciwnej płci, ale także przedstawicielami własnej rasy. Wszelkie inne opcje są traktowane jako zboczenie, a także przestępstwo. Istnieje także program, który, jeśli obywatel do dwudziestego piątego roku życia nie znajdzie partnera, pomoże w poszukiwaniu idealnego kandydata na przyszłego współmałżonka. Taki serwis randkowy, tylko Państwowy i bardziej wspierający użytkowników. Leslie również zostaje poddana programowi, co stanowi kolejną komplikację w jej życiu. Kolejną, bowiem na co dzień musi nie tylko znosić pracę u molestującego ją seksualnie szefa, ale także jest nękana przez powracający sen. Wszystko to jednak to tylko początek jej kłopotów, ale o tym przekonajcie się sami.

Idea przedstawionego świata od samego początku przykuła moją uwagę. Ciekawy tego jak system ten funkcjonuje śledziłem kolejne strony z ogromną uwaga (pozwólcie, że daruję sobie analizę tego założenia – ni czas to ni miejsce, jak powiedział pewien Druid). Chęć sprawdzenia funkcjonowania takiego ustroju wzbudzała we mnie potrzebę przemierzania kolejnych stron, w czym pomagał mi świetnie napisany scenariusz. Mimo, iż historia Leslie, została osadzona w świecie znacząco różniącym się od naszego, śledząc ją czujemy się jak w domu. Albo w biurze. Albo po prostu na ulicy.

To wszystko za sprawą postawionych na drodze naszej bohaterki postaci. Wszystkich. Każda, choć najmniejsza persona, została przedstawiona (mimo swojego zwierzęcego wyglądu) bardzo realistycznie, tzn. każdy z nas mógł, bądź mógłby, spotkać takie charaktery w swoim życiu. Ich zachowania oraz język możemy zaobserwować u otaczających nas ludzi. Dzięki temu całą historię odbiera się jeszcze lepiej, a to dopiero początek. Szereg wątków, jakie zostały tu – iście mistrzowsko – wplecione sprawia, że od komiksu nie sposób się oderwać. Tajemnica, jaką powodują wywołuje w nas chęć dalszego pochłaniania historii, która urywa się, zmuszając nas do oczekiwania na kolejny tom. Ten komiks jest naprawdę fantastycznie napisany. Jednakże komiks, to nie tylko tekst; to także obraz. A jak on wypadł?

Odpowiedź brzmi: znakomicie. Zapewne dzięki temu, iż Wbrew naturze to twór jednego autora historia tak dobrze komponuje się ze stylem Andolfo. Jej realistyczna kreska świetnie ukazuje ludzką (bohaterowie, choć są zwierzętami, to mają bardzo ludzkie ciała… wiem, że to trochę dziwne, ale w takich założeniach świata to bardzo słuszne rozwiązanie) budowę, nie tylko z uwagi na anatomię, ale także na elastyczność, gibkość, pozowalność (najlepiej widać to w scenach erotycznych – jest ich tu naprawdę sporo – gdzie bohaterowie przyjmują masę pozycji). Można wręcz założyć, że widzimy świetne zdjęcia z nałożonym po prostu filtrem imitującym rysunek.

Specjalnie użyłem poprzednim akapicie sformułowania “świetne zdjęcie”, ponieważ nie sposób pominąć kwestii kadrowania, które tutaj jest wykonane po prostu kapitalnie . Doskonale oddają swoją rolę prezentując daną sytuację, bez względu na to, czy mamy do czynienia z wydarzeniem spokojnym, czy też dynamicznym. Gorzej jest natomiast z samą okładką. Nie wiem, czy to po prostu nie do końca udany rysunek, czy też specjalnie tak dziwnie narysowany. Może ta inna, niż sam w samym komiksie, kolorystyka jest tego powodem? Nie wiem i nie będę próbował rozwiązywać tej zagadki. Po prostu nie do końca mi się podoba.

Wcześniej pisałem, że Wbrew Naturze jest w pełni autorskim projektem Pani Andolfo. Nie znaczy to jednak, że nie korzystała z żadnego wsparcia. Przy kolorowaniu asystował Jej bowiem Gianluca Papi. Praca tego duetu doskonale wpasowała się w klimat opowieści i kreskę autorki. Kolory i cienie – wszystko tu pasuje doskonale. Jednakże muszę zwrócić uwagę na pewną niedokładność jaka wiąże się z tym aspektem. Otóż w kilku kadrach wkradł się dość istotny błąd. Mianowicie, w jednej scenie nasza bohaterka przywdziewa czarne rajstopy, które znikają jej na kilku kadrach (tzn. kolor nóg nabiera barwy skóry, tracąc czerń), przez co zaburzone zostaje śledzenie akcji, zmuszając czytelnika do zastanowienia się nad nieomylnością swoich oczu. Gdyby to był amatorski komiks, można by przymknąć na to oko, ale niestety, u doświadczonego, zawodowego ilustratora taki błąd to dość znaczące zaniedbanie. Miejmy nadzieję, że po tym tomie autorka będzie uważniej śledzić swoje prace przed ich ostatecznym oddaniem do wydawnictwa. Poza tym, jest naprawdę znakomicie. Wasze oczy nie będą się mścić, daje słowo (zamiast tego pokłonią się Wam dziękując za możliwość doświadczenia tego wizualnego piękna).

Biorąc w swoje ręce Wbrew Naturze nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Wiedziałem o nim tyle, co głosiła treść zawarta na tylnej części okładki, której przód, jak wspomniałem wcześniej, okładka nie wywarła na mnie jakoś pozytywnego wrażenia (w tym wypadku powiedzenie “Nie oceniaj książki po okładce” doskonale się sprawdza). Po jego lekturze jednak już wiem, że będę wyczekiwał kolejnych tomów. Pani Andolfo, mam nadzieję, że mnie Pani nie zawiedzie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Łukasz Gądek

W czasach, gdym jeszcze dziecięciem był, kiedy światło dzienne ujrzała moja pierwsza kreskówka, jeden z moich kolegów nazwał mnie "polskim Stanem Lee". Dziś, po latach, pragnę naprawdę zasłużyć na ten przydomek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Chrononauci Tom 1

Podróże w czasie to wyjątkowy temat. Od niepamiętnych czasów jest to jedno z największych marzeń …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *