PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Ghost Rider 2099 (Mega Marvel, TM-Semic)

[RECENZJA] Ghost Rider 2099 (Mega Marvel, TM-Semic)

„Zasadą numer uno w Transverse City jest… jechać defensywnie.”

Momentami w komiksach i filmach dzieje się tak, że obraz lub muzyka przyćmiewają samą historię. Czy pochłaniając z przyjemnością tylko jeden element dzieła, jesteśmy widzami i czytelnikami niewymagającymi, czy po prostu mamy bardziej wyczulony zmysł na konkretną dziedzinę sztuki? Niech mnie trafi kiedyś piorun, być może wtedy zaprzestanę zawyżać oceny obrazom ładnym, których treść nie zawsze spełnia do końca moje wymagania. Chłopie, czas dorosnąć, powiedziałem sam do siebie. A potem wróciłem do rozpływania się na widok bohatera, którego lubię, ale tym razem pokazanego w – również mocno przeze mnie docenianym – cyberpunkowym stylu. Mając jednak pełną świadomość faktu, że tę samą historię czytałem i oglądałem już dziesiątki razy. Komiks leciwy, więc pozwoliłem sobie na spoilery.

Fragment okładki polskiego wydania.

Rok 1996. Rząd pęka od szpiegowskich afer, do kin trafia nowy film Krystyny Jandy, a Polsat karci biednych widzów premierą programu Disco Polo Live. Jednak – co absolutnie najważniejsze – w kioskach pojawia się najnowsze wydanie specjalnej linii wydawniczej TM-Semic, zwanej Mega Marvel. Trzynasty numer zaprezentował nam przygody Ghost Ridera, w zupełnie nowym, nieznanym dotąd polskim czytelnikom stylu. Awatar Ducha Zemsty zawędrował bowiem do roku 2099, na przekór wrogim korporacjom z ukrycia sterującymi losami Ameryki.

O tym że Duch Zemsty nigdy nie był typowym superbohaterem czytelnicy TM-Semic mogli przekonać się dwa lata wcześniej, kiedy to za sprawą również jednego z numerów cyklu Mega Marvel, poznaliśmy bliżej klasycznego Ghost Ridera. Nowa, futurystyczna wersja zachowała znany czytelnikom przygód Johnny’ego Blaze’a „kult zemsty”, jednocześnie gruntownie zmieniając czas i miejsce akcji. Jeździec z 2099 ma w sobie wszystko, co reprezentował komiks w latach dziewięćdziesiątych. Wszystko, co w nich lubiliśmy i wszystko, za co je dziś krytykujemy. Zapach pożółkłego papieru potęguje te doświadczenie.

Dzieło scenarzysty Lena Kaminskiego to prosta opowieść o zemście, ozdobiona ładnie narysowaną akcją. Nasz protagonista – Kenschino „Zero” Conchrane, nieokrzesany anarchista, wytacza wojnę złej korporacji, z ukrycia sterującej losami świata. W wyniku śmierci ciała, Zero przenosi się do czegoś w rodzaju cyber-zaświatów. Jego umysł trwa. W konsekwencji przybiera nową, bojową formę, doskonale pasującą do niegasnącej nawet po przekroczeniu ostatniej granicy, woli walki. Niestety numerach opublikowanych przez TM-Semic nie dowiadujemy się „jak”, „skąd” i „dlaczego” zaświaty zyskały wielkie telewizyjne ekrany. Ciśnie mi się na usta, że nie takie rzeczy już przechodziły jeśli chodzi o przedstawianie nieba i piekła w popkulturze. Choć trudno odmówić scenarzyście wyobraźni.

Komiks stopniowo wprowadza nas w szczegóły szalonej krucjaty nowego Ghost Ridera. Jak na cyberpunkową historię przystało, Duch Zemsty zaprojektowany został zgodnie z wymogami epoki. Chromowany, futurystyczny motocykl, tony oplatających ramiona kabli i podzespołów. Tylko podstawowy symbol bohatera pozostał (prawie) niezmieniony, płonący ludzki czerep nadal informuje złoczyńców o nieuchronnym końcu. Może się on pochwalić niezłomnym charakterem i charakterystycznym, anarchistycznym usposobieniem, na które scenarzyści stawiają silny akcent. Antykorporacyjne hasła w ustach Kenshiro zastępują przecinki.

Zachłanne korporacje, płonący chrom i potrzeba zemsty. Witajcie w roku 2099.

Duch Zemsty likwiduje kolejnych robo-najemników i walczy z reżimową policją. Wszelkie poświęcenia Kenshiro prowadzą w końcu do jednego, bardzo ważnego wątku. Osobą odpowiadającą za dużą część ruchów wrogiej korporacji jest okazuje się… jego ojciec. Niesamowicie sztampowy, powtarzalny, wytrych fabularny, trudno temu przeczyć. Z drugiej strony, czy nie nadało to komiksowi własnego charakteru? Czy zderzenie takich ekstremalnych skrajności, nie jest ciekawym wybiegiem?

Polskie wydanie zawiera 5 zeszytów oryginalnej, amerykańskiej edycji. Oczywiście jest to tylko fragment cyklu z 1994 roku, który finalnie doczekał się 25 numerów. Choć fabuła daje sporo powodów do krytyki, a forma, w jakiej wprowadzono komiks na polski rynek wykluczała uzupełnienie historii o kolejne fragmenty, polecam się z nim zapoznać. Twórcom udało się wytworzyć bardzo udaną atmosferę brudnego SF, w którym pozbawiony nadzoru kapitalizm zyskał arbitralną kontrolę nad ludzkim życiem. Później sprytnie włożyli do tego uporządkowanego po myśli oligarchów świata element chaotyczny. Potwora nienawidzącego ich władzy, chcącego jej upadku.

AUTOR Błażej Deja

Już sama propozycja że musi napisać coś o sobie niemiłosiernie go męczy.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] The Rider Rides Again

Robbie Reyes, młody mechanik meksykańskiego pochodzenia, który zostaje opętany przez Ducha Zemsty, wraca karać gangsterów w …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *