PANTEON / CYKLICZNE / [CYKL] Kącik Fantasy #1: WarCraft Początek

[CYKL] Kącik Fantasy #1: WarCraft Początek

Nie nazwę siebie graczem. Uwielbiam gry wideo, są dla mnie doskonałym zabijaczem czasu i dostarczają mi emocji, jakich nie uświadczę w kinie lub przy lekturze komiksu. Nie jest to jednak dziedzina, którą zgłębiam od kuchni. Ot, taki ze mnie typowy konsument elektronicznej rozrywki. Do czego zmierzam? Jako fan komiksów, doświadczający obecnie prawdziwego renesansu kinowych ekranizacji mojego ulubionego medium, zdaję sobie sprawę jak muszą czuć się osoby, dla których gry wideo są pasją życia. Podczas gdy my, komiksiarze, pławimy się w rewelacyjnych filmach, gracze obserwują jak kultowe w ich branży marki oddawane są filmowcom na przemiał. Telenowela Resident Evil, męczona przez Paula Andersona czy filmowe potworki Uwe Bolla utwierdziły publiczność w przekonaniu, że nad egranizacjami ciąży jakaś klątwa. Gdy dodamy fakt, że za jedną z najbardziej uznanych adaptacji uważany jest taki film jak Mortal Kombat z 1995 (który sam w sobie nie należy do pereł kina) to mamy przed oczami naprawdę dramatyczny obraz filmów na podstawie gier.

Z WarCraftem wiązały się wielkie nadzieje. Obraz Duncana Jonesa wyczekiwany był niczym mesjasz, który uwolni egranizacje z okowów filmowego partactwa. Czy tak się stało? Tak… jakby…nie.

Fabuła filmu sięga po motywy z pierwszych dwóch odsłon kultowej strategii. Horda orków pod wodzą szamana Gul’dana (Daniel Wu) opuszcza swoje nieurodzajne tereny i przez portal zasilany duszami żywych istot udaje się na żyzne ziemie Azeroth, zamieszkiwane przez ludzi. Wódz klanu Lodowych Wilków, Durotan (Toby Kebbell) widzi, że szaman posługujący się magią Spaczenia obraca nowe ziemie w ruinę. Młody watażka planuje obalić uzurpatora i zapewnić swojej rodzinie i całej hordzie lepszy los niż ten, od którego uciekli. W tym celu pragnie sprzymierzyć się z ludźmi. Tymczasem, siepacze Gul’dana pustoszą osady i porywają ludzi, których duszę posłużą do zasilenia kolejnego portalu, którym ma przybyć reszta Hordy. Na czele kampanii, mającej na celu ukrócić harce najeźdźców staje czempion królestwa, Anduin Lothar (Travis Fimmel). W działaniach wspomagają go młody, zbuntowany mag Khadgar (Ben Schnetzer) oraz półkrwi orczyca, Garona (Paula Patton).

Z tym filmem jest taki sam problem jak z Batman v Superman. Jego walory będą widoczne głównie dla fanów marki. Sam jestem miłośnikiem strategicznych gier z tego uniwersum i ich świat nie jest mi obcy. Ale fan service odłożymy sobie na później. WarCraft: Początek to koszmarnie napisany film, nieskładny fabularnie i niejasny w swoim przekazie. Stłoczenie wątków i chaotyczność narracji przebija nawet film Snydera. To ten przypadek źle napisanego filmu, gdy widzimy jak na dłoni, że ewidentnie brakuje w nim scen. Jest to też oczywiście wina złego montażu. Pierwotnie nakręcono 3 godziny materiału i skrompresowanie go do dwóch godzin odbiło się na jakości. Najważniejsze wątki, takie jak bunt Durotana, pomimo ciekawego zawiązania dostają mocno niesatysfakcjonujący pod względem emocjonalnym finał. Inne, jak romans Lothara i Garony, zwyczajnie nudzą i dają to nieprzyjemne uczucie, gdy siedząc w kinie marzysz o możliwości przewijania filmu. Ciężko ustalić kto w ogóle jest głównym bohaterem. Wątek Durotana jest naprawdę dobry i angażujący dla widza, ale losy Lothara ma się w głębokim poważaniu.

To naprawdę ironiczne, kiedy mamy do czynienia z prawdziwymi aktorami i tworami CGI oraz motion-capture, i to właśnie komputerowe postaci mają w sobie prawdziwą ikrę. Travis Fimmel albo jest słabym aktorem albo ktoś zrobił go w bambuko i pan Fimmel myślał, ze bierze udział w luźnej sesji LARP lub konwencie cosplay’owym, a nie w hollywoodzkiej produkcji. Ten człowiek nawet nie stara się brać swojej roli na poważnie, a ekspresje wściekłości i rozpaczy wyraża tym samym, bliżej nieokreślonym emocjonalnie, wyrazem twarzy. Gwiazda Vikings, ulubionego serialu folk metalowców, zawodzi po całości w swojej, niewątpliwie istotnej, roli. Niestety, wszystkie postaci ludzkie są mocną wadą filmu. Nie ma tam nikogo, kto byłby prawdziwym bad-assem zasługującym na nasz doping przy kopaniu orczych tyłków.

Król Llane Wrynn (Dominic Cooper) powinien zmienić imię na „Llame” bo tak niecharyzmatycznego władcy próżno szukać nawet wśród polskich królów elekcyjnych. Jedynie Garona oraz Khadgar starają się ratować godność naszej rasy nadając swoim charakterom nieco wyrazu. Odwrotnie sprawa ma się z orkami. Durotan zdobywa sympatię widza już na starcie. Jego motywacje są jasno określone i choć plan wodza nie należy do najbardziej intrygujących to i tak kibicujemy mu w jego dążeniach. Gul’dan, jako filmowy czarny charakter też spełnia swoją rolę. Wzbudza niechęć i odrazę jak na głównego zakapiora przystało. Postaci poboczne jak Orgrim Doomhammer (Robert Kazinsky) czy Blackhand (Clancy Brown) również warto poczytać jako plus dla filmu. Jak widać, twórcy bardzo dobrze przyłożyli się do dobrego ukazania Hordy. Szkoda, że nie powtórzyli tego zabiegu z drugą stroną konfliktu.

Co w takim razie przemawia na korzyść WarCrafta? Strona wizualna! I tu naprawdę należą się brawa dla ekipy. Świat wykreowany przez Blizzard został odwzorowany perfekcyjnie! Wszystkie budowle, od charakterystycznych szałasów orków, poprzez miasto Stormwind, a kończąc na wieżach Kirin Toru, wyglądają tak jak w grach. Uzbrojenie, zarówno ludzi jak i orków, efekty zaklęć oraz paleta barw jaka dominuje w świecie, to wszystko zostało odtworzone w najdrobniejszych detalach. Odczuwalny jest ten swoisty, folwarczny i nieco przaśny charakter Azeroth. Co prawda, gryzie się to trochę z poważnym tonem historii, ale chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, że to najmniejszy problem filmu.

Tak czy owak, tą dbałością o wierne przedstawienie wizualiów znanych z gier, WarCraft deklasuje wszystkie inne filmy tego nurtu. Oczywiście, z obiektywnego punktu widzenia, Azeroth nie prezentuje się tak wspaniale jak Śródziemie Petera Jacksona, ale z pewnością jest to jeden z barwniejszych światów fantasy, jakie w ostatnich latach zawitały do kin. CGI, które wylewa się z ekranu hektolitrami stoi na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie fenomenalnie wyglądają orkowie. Jedynym elementem gdzie komputeryzacja dała ciała są krasnoludy. Te prezentują się tak sztucznie, że aż wstyd. Zwłaszcza w ujęciach gdzie są one widoczne obok prawdziwych aktorów. Kto narzekał na wygląd ekipy Thorina w Hobbicie, po obejrzeniu WarCrafta będzie przepraszał pana Jacksona.

Elementem, na którym przy ekranizowaniu gier filmowcy często się wykładają jest usilne wrzucanie do filmów odniesień do mechaniki danej gry. W przypadku WarCrafta twórcy na szczęście odpuścili sobie uświadamianie nam RTS-owych korzeni marki. No, może poza tym quasi-wątkiem nowego wynalazku krasnoludów, który przewijał się przez cały film.

Na koniec wspomnę o aspekcie, na który zawsze zwracam szczególną uwagę – muzyce. Soundtrack autorstwa Ramina Djawadi to kawałek naprawdę ciekawej symfonii wymieszanej z barbarzyńskimi bębnami i chórami. Kompozycje posiadają swój własny charakter, choć ogólny sznyt muzyki Djawadiego z pewnością wzbudzi wiele skojarzeń z oprawą dźwiękową gier Blizzarda. Co prawda, po wyjściu z kina raczej nie będziecie nucić żadnego z usłyszanych utworów ale jako tło sprawują się one genialnie, zaś motyw przewodni wybrzmiewający w prologu wprawia w iście bojowy nastrój.

Słowem podsumowania, WarCraft: Początek to niestety film niezbyt udany. Miał wszelkie predyspozycje, jeżeli nie do bycia drugim Władcą Pierścieni to na pewno na zdeklasowanie drugiej trylogii na podstawie prozy Tolkiena. Twórcy wyśmienicie oddali klimat świata znanego nam z ekranów monitorów. Przedstawili mnóstwo postaci, które poznaliśmy tocząc komputerowe batalie w imię Hordy, tudzież Przymierza. Gdyby scenarzyści i montażyści tak spektakularnie nie dali ciała, a kilku wymienionych aktorów przyłożyło się do swych ról to mielibyśmy naprawdę porządny kawał dobrego kina fantastycznego. Gracze zaś w końcu doczekaliby się filmu, który przełamałby klątwę na adaptacjach ich ukochanego medium. Sequel najpewniej się pojawi zważywszy na cliffhangery pod koniec filmu. Oby twórcy wyciągnęli wnioski z kiepskich recenzji, bo fundament pod dobrą serię już wylali i jedyne co pozostaje zrobić to naprawić błędy i trzymać poziom w tym, co im się w tym obrazie udało. Tymczasem, nasze oczy zwrócone są teraz na Ciebie, Asasynie


Pozostałe odsłony Panteońskiego Kąciku Fantasy:

Kącik Fantasy #2 – Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

AUTOR Rafał "Kujaw" Olejko

Lubi pisać o różnych rzeczach, ale o sobie akurat niespecjalnie. Uważa, że Man of Steel to dobry film i nienawidzi humoru w filmach Marvela, więc to wystarczający powód by go nie lubić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[CYKL] Kącik Fantasy #2: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Określenie „magiczne dzieciństwo” w przypadku sagi o młodym czarodzieju, wydaje się bardziej trafne niż gdziekolwiek …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *