PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] Strażnicy Galaktyki (2014)

[RECENZJA] Strażnicy Galaktyki (2014)

Po wielkim – finansowym i jakościowym – sukcesie ostatniego Kapitana Ameryki nie przypuszczałem, że kolejna superprodukcja Marvela zdoła wskoczyć na podobnie wysoką półkę. Po prostu statystycznie wydawało się to wątpliwe. Choć – ponieważ markę Guardians of the Galaxy wcześniej znałem – miałem pewne oczekiwania związane z jej adaptacją. Dziś, kilka tygodni po premierze wydaje się być jasne, że fala entuzjazmu towarzysząca tej produkcji w środowisku krytyków oraz komentarzach widzów, jest wystarczającym powodem by odwiedzić kino. Czy jednak faktycznie nie ma się do czego przyczepić? Czy mamy do czynienia z produkcją ikoniczną? Czego możecie się spodziewać po kolejnym, kolorowym produkcie Marvela i Disneya?

Fabuła Strażników Galaktyki wydaje się być prosta. Peter Jason Quill – znany także jako Star-Lord – zarabiający na życie szabrowaniem kosmicznych ruin najemnik, dostaje zlecenie, którego podjęcia się przyjdzie mu wkrótce żałować. Zgodnie z żądaniem pracodawcy, kładzie zbójnickie łapska na artefakcie mogącym zachwiać losami całej galaktyki. Pechowo, przedmiotu pożąda także, pragnący zemsty za – wyimaginowaną bądź faktyczną – niedolę swego narodu – Ronan Oskarżyciel. Potężny i skłonny do wszczynania wojen przedstawiciel rasy Kree. Wkrótce przeznaczenie połączy Petera z grupą podobnych mu społecznych wyrzutków. Wspólnie udowodnią, że przyjaźń, determinacja i wyszukane giwery potrafią dokonać rzeczy zahaczających o definicję cudu, nawet w zaawansowanym technologicznie kosmosie.

Proste? Tylko pozornie, ponieważ każdy z samozwańczych Strażników Galaktyki ma swoje motywacje a złoczyńca, z którym muszą się zmierzyć wcale nie jest graczem niezależnym.

Guardians of the Galaxy

Co ciekawe, po seansie zauważyłem, że mimo… może nie zachwytu, ale bardzo dobrego humoru, w jaki wprowadził mnie film, bez problemu potrafię wymienić kilka jego niedoskonałości. Przede wszystkim towarzysze Star-Lorda mają bardzo skromnie zakreślone originy. W większości przypadków musimy się zdać na hasłowo zwerbalizowane przez bohaterów kilka zdań, niemal formalnej introdukcji. Mimo to da się odczuć, iż stoi za nimi pewna, niedopowiedziana historia. Mamy do dyspozycji kilka informacji pozwalających zadziałać wyobraźni.

Ronan (aktor Lee Pace) jest postacią z długim komisowym rodowodem oraz afiliacjami łączącymi go z różnymi super-grupami wszechświata Marvela. Jego filmowe wcielenie nie zachwyca niestety charyzmą. Wręcz przeciwnie, jest irytująco drętwy, porusza się wolno, żongluje dwoma, dość zabawnymi minami. Jednak w przypadku złoczyńcy sztywnego i zachowawczego również w papierowym oryginale, nie jest to ani niewybaczalne ani zadziwiające. Niespodzianką natomiast było finałowe rozstrzygnięcie problemu, stające trochę zbyt na bakier bogactwa perspektyw płynących z komiksu. Zastanawiające jest, dlaczego w filmie brak klasycznych Nova Corps, występują w innej formie niż ta, którą znamy. Może to sugerować, że Marvel-Disney nie myślą jeszcze o konkurowaniu z Korpusem Zielonej Latarni DC. Błąd ten może być w przyszłości trudny do wiarygodnego naprawienia. Kilka scen jest moim zdaniem trochę zbyt dziecinnych, jakby scenarzyści – zupełnie niepotrzebnie – chcieli na siłę jeszcze bardziej poszerzać dopuszczalny margines wieku widza.

W obliczu rzeczy jakie reżyserowi Jamesowi Gunnowi udały się w 100 procentach, uwagi te ciężko nawet nazwać wadami. Tak jak sugerowali twórcy udzielający wywiadów w ramach promocji filmu, jest to najzabawniejsza produkcja Marvela. Nie przypomina jednak ostatniego Thora, gdzie dowcip nie zdołał się odpowiednio przytulić do obfitującego w dramatyczne wydarzenia scenariusza. Humor w Strażnikach nie jest  – jak przewidywali niektórzy miłośnicy superherosów – wadą. Formuła awanturniczej Space Opery doskonale chłonie, nawet z lekka groteskowy dowcip. Z luzem, sprytem i urokiem wykorzystano wszystkie fabularne furtki, pozwalające na bezkarne przemycenie sporej ilości żartów: augmentowanego szopa, humanoidalne drzewo, kulturowe problemy Draxa czy niefrasobliwość Star-Lorda. Plastycznie, film bardzo przypomina komiksowy pierwowzór. Dzięki temu popełnione przez scenarzystę uproszczenia łatwo puścić w niepamięć nawet fanowi oryginału. Projekty postaci oraz ciasnego od wizualnego przepychu świata, pomagają widzowi potraktować widowisko jak godnego spadkobiercę Gwiezdnych Wojen G. Lucasa. Oczywiście wrażenie to dodatkowo podsyca świadomość, iż obserwowane wydarzenia są częścią większej całości, że gdzieś obok Thanos rośnie w siłę  a znajdujący się w Asgardzie kamień nieskończoności nie spoczywa już bezpiecznie w rękach Odyna.

Przed seansem, wątpliwości miałem dwie: 1. Jak film wypadnie aktorsko oraz: 2. Czy finałowa, pokazana na zwiastunach bitwa nie okaże się taśmową sztampą. Na szczęście „Strażnicy” nie zawiedli. Film jest spektakularny a finałowe starcie drobiazgowo przemyślane. Powietrzna bitwa ma swoje etapy, frakcje biorące w niej udział są graficznie zróżnicowane i łatwe do zidentyfikowania. Problem wynikający z właściwości posiadanej przez Ronana mocy nadaje konfrontacji cechy emocjonującego wyścigu z czasem. Absolutnie nie ma tu miejsca na nudę.

Guardians of the Galaxy

O aktorach nie będę długo pisał. Moim zdaniem większość z nich wypadła co najmniej przekonująco (wyjątkiem jest przytoczony wyżej Ronan). Role są rozpisane tak, by charaktery bohaterów, których łączą awanturnicze zapędy maksymalnie różniły się w kwestiach szczegółów. I tak, Rocket (Bradley Cooper) jest cynikiem, początkowo mało zainteresowanym łączeniem sił w imię wyższego dobra, natomiast Star-Lord (Chris Pratt), wręcz przeciwnie,  od pierwszych minut filmu sprawia wrażenie dowcipnisia i lekkoducha. Po „mięśniakach” z wreslerską przeszłością nie oczekuje się ponadprzeciętnych popisów talentu aktorskiego, ale David Bautista okazał się być doskonałym Draxem Niszczycielem. Moim zdaniem jest to ten poziom integracji z postacią jaki obserwujemy na przykład w przypadku Diesel-Riddick czy Szwarcenegger-Terminator. Do roli tej jest niemal stworzony. Zaopatrzenie go w specyficzny schemat zachowania, konfuzję wywołaną brakiem zdolności interpretacji porównań, było doskonałym pomysłem.

Gamora (Zoe Saldana), poza faktem bycia jedyną – jak dotąd – kobietą wchodzącą w skład zespołu, niestety wyróżnia się najmniej. Z rzemieślniczego punktu widzenia wypada jednak dobrze. Jeśli już kogoś winić za dość sztampową rolę „panienki herosa”, jaką jej przypisano to raczej scenarzystów. Rocketowi nie można niczego zarzucić. Jest dokładnie tym, czego spodziewali się fani, staranną kopią swego komiksowego odpowiednika. Jego kwestie napisane są dobrze, a Bradley Cooper znakomicie odegrał je przed mikrofonem. Groot – czyli humanoidalne drzewo w 90 procentach ukształtowane przez ekspertów od CGI – mimo monotonii dialogów (powtarza w kółko frazę „Jestem Groot”) był dla fabuły niezbędny. Czym innym jest angaż Vina Diesela, jeśli aktorowi znudzi się kiedyś recytowanie imienia postaci, będzie go można łatwo zastąpić.

Na koniec apel. Jak zwykle, warto iść do kina będąc świadomym, jaka jest klasyfikacja gatunkowa filmu. Odrobina dobrej woli także nie zaszkodzi. Mamy tutaj do czynienia z przygodową komedią SF. Wcale nie jestem zwolennikiem nasycania komiksowych adaptacji Marvela dowcipem, Strażnicy są jednak znakomitym gruntem pod luźniejsze podejście do tematu. Są zabawni w swobodny, niewymuszony sposób. Nawet na chwilę nie schodzą do poziomu ekspozycyjnego wstydu, zaprezentowanego w The Amazing Spider-Man 2.

Słupki sprzedaży i zauważalny w wypowiedziach krytyków oraz widzów zachwyt, wydają się być po prostu uczciwym rozstrzygnięciem podstawowego recenzenckiego dylematu. Strażnicy Galaktyki są filmem-symbolem lata 2014. Odwiedźcie kina, póki jeszcze możecie doświadczyć widowiska w najlepszej możliwej jakości. Gorąco polecam.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 20-11

Pora na ostatni przystanek przed finałową dziesiątką. Miejsca od dwudziestego do jedenastego zajmują wyjątkowe komiksy, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *