PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] Spider-Man: The Dragon’s Challenge

[RECENZJA] Spider-Man: The Dragon’s Challenge

Uwielbiam filmy powstałe na długo przed końcówką dwudziestego pierwszego wieku, okresu, gdzie technologia CGI zaczęła stawać się integralną częścią kinematografii, dając twórcom możliwość pokazania wszystkiego, czego chcą w sposób zaiste prosty. Dziś wstawienie komputerowego monstrum nie jest problemem dla nikogo, wcześniej jednak stanowiły ogromne wyzwanie – efekty specjalne były bowiem skutkiem wielu innowacyjnych pomysłów. Pokazanie czegoś niezwykłego, wymagało na twórcy użycie wyobraźni, sporej kreatywności. Dotyczyło to każdego rodzaju efektu specjalnego, bez względu na to, czy film traktował o katastrofie nuklearnej, czy wielkim monstrum. Oczywiście, dotykało to także filmów o przygodach trykociarzy, a jedną z takich produkcji była bez wątpienia próba zekranizowania przygód Człowieka-Pająka w latach 70’tych. Czy była to próba udana? Cóż, postaramy udzielić się odpowiedzi na to pytanie, którą skonstruuję w oparciu o film zatytułowany Spider-Man: The Dragon’s Challenge, który w Polsce, za sprawą ITI Home Video, przetłumaczony został jako Pająk: Smok rzuca wyzwanie (tak, mnie też ten tytuł zupełnie nie przekonuje).

Film opowiada historię chińskiego ministra nazwiskiem Min Lo Chan, który, próbując oczyścić się z zarzutów zdrady swojego kraju, udaje się do Nowego Jorku, gdzie z pomocą swojego przyjaciela z lat studenckich; JJ Jamesona, próbuje znaleźć świadków, dzięki którym udowodni wszystkim swą niewinność. Niestety, takie rozwiązanie nie wchodzi w grę pewnemu biznesmenowi, który wynajmuje grupę zbirów mających nie dopuścić do ujawnienia prawdy. Nie wiedzieli jednak, że mając do czynienia z pracownikami Dialy Bugle, stawić czoła będą musieli zamaskowanemu Człowiekowi-Pająkowi.

Produkcja ta, powstała w latach 1977-1979, stanowi część serialu The Amazing Spider-Man; pierwszej pełnoprawnej próby przeniesienia przygód Spider-Mana na szklany ekran w postaci aktorskiego filmu. The Dragon’s Challenge  to obraz, będący skutkiem połączenia dwóch ostatnich epizodów serii; serii nie mającej za wiele wspólnego z komiksowym pierwowzorem. Niestety, na potrzeby produkcji, świat Petera Parkera, niemal w stu procentach, został wykreowany na nowo, z kart komiksu zachowując jedynie kilka postaci i niektóre moce głównego bohatera. Tak, dobrze przeczytaliście – niektóre. Widać to doskonale właśnie w omawianym przeze mnie film; Spidey, owszem, umie chodzić po ścianach, potrafi wysoko skakać i posiada pajęczy zmysł (zawody, jak to w aktorskich obrazach ma miejsce), jeśli jednak chodzi o jego supersiłę, to niestety, Petey może o niej najwyżej pomarzyć. Doskonale zauważamy to podczas scen walki, w których to Webhead wielokrotnie dostaje łupnia od zwykłych zbirów (a, żeby nie robić nikomu żmudnej nadziei – w filmie nie ma mowy o jakimkolwiek superzłoczyńcy), nie mówiąc już jak może skończyć się dla niego spotkanie z bronią palną. Brak siły fizycznej Peter nadrabia jednak swoim wysokim IQ, który w realiach filmu musi być naprawdę wysoki – większość bohaterów zachowuje się tutaj mocno naiwnie i żaden z nich nie potrafi połączyć ze soba faktów, które demaskowałyby Spider-Mana (mimo, iż ten o dyskrecję dba jeszcze mniej niż jego odpowiednik z kinowych obrazów z Garfieldem w roli głównej – trudno mu się jednak dziwić, skoro otacza go taka banda kretynów).

Jednakowoż, mimo iż film wielokrotnie zaskakuje nas w sposób negatywny – przy czym negatywność ta wiąże się raczej z wywołaniem salwy śmiechu, aniżeli gniewu – zdarzają się również i zaskoczenia pozytywniejsze. Warto pochwalić tutaj chociażby zdjęcia emanujące swą pomysłowością. Również efekty specjalne stoją tu na wysokim, jak na owe czasy i budżet, poziomie. I piszę to z całkowitą przewagą; ogromne wrażenie na mnie robią ujęcia Petera przyklejonego do ściany wysokiego wieżowca, czy sposób w jaki przedstawiono wystrzeliwanie pajęczyną – jest to istny pokaz filmowej kreatywności. Przyjemności w śledzeniu filmu dodaje także całkiem porządny soundtrack; również aktorstwo stoi na dobrym poziomie. Szkoda tylko, że ten scenariusz tak bardzo umniejsza wartości tego filmu. Po jego seansie nikogo już nie zacznie zastanawiać dlaczego zawieszono produkcje po dwóch tylko sezonach (a warto zwrócić uwagę, iż wówczas nie panowała jakaś niezrozumiała polityka – jeśli coś było dobre, to się to kontynuowało, a nie… biedny Spectacular…). To znaczy, nie jest to jakiś mega tragiczny serial; pokuszę się o stwierdzenie, że jest typowy jak na swoje czasy i normalnie byłby w sumie zupełnie w porządku (chociaż półtorej godziny filmu tego typu to stanowczo za długo na taką produkcję – lepsze o niebo wydaje się rozwiązanie odcinkowe), gdyby nie fakt, że w takich ramach, całkowicie zabito potencjał postaci jaką Człowiek-Pająk jest. Kto wie, może gdyby to np. Stan Lee, a nie Lionel E. Siegel, pisał scenariusz do tej produkcji, mielibyśmy dziś naprawdę świetny serial? Baza tej produkcji była naprawdę przyzwoita; odtwarzający główną rolę Nicholas Hammond, świetnie wpisywał się w definicję Petera Parkera, a sposób wykonania serialu stał na solidnym poziomie.

Czy zatem warto sięgnąć po ten film? To zależy. Zależy jak do tego obrazu podejdziemy. Jeśli chcemy obejrzeć jakąś pajęczą produkcję sprzed czasów Maguire’a, skierujmy się raczej po fenomenalny fanfilm Dana Poole’a, niżeli po The Dragon’s Challenge, które nijak nie ma się do postaci, tak bardzo przez wielu z Nas uwielbianą. Jeśli jednak jesteś miłośnikiem starego kina, a Toei’owski Człowiek-Pająk nie wzbudza u Ciebie dreszczy, możliwe, że znajdziesz tu coś dla siebie. Film doskonale też sprawdzi się jako element koleżeńskiego spotkania przy zupie chmielowej; bowiem, swymi rozwiązaniami fabularnymi potrafi naprawdę mocno rozbawić (wyobraźcie sobie scenę, w której piątka osób niesie Spider-Mana, niczym pijanego kompana, do szpitala). Jeśli zatem szukasz dobrej zabawy przy filmie z gatunku tak zły, że aż śmieszny, to Smok rzuca wyzwanie sprawdzi się w tej roli doskonale. W innym wypadku raczej go pomiń (co tak w zasadzie dziś nie jest trudno, bowiem ciężko owy obraz zdobyć), gdyż jest to naprawdę słaba adaptacja komiksu.

AUTOR Łukasz Gądek

W czasach, gdym jeszcze dziecięciem był, kiedy światło dzienne ujrzała moja pierwsza kreskówka, jeden z moich kolegów nazwał mnie "polskim Stanem Lee". Dziś, po latach, pragnę naprawdę zasłużyć na ten przydomek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 10-1

Niezamierzenie ostatnia dziesiątka rankingu stała się sceną pojedynku dwóch znakomitych scenarzystów. Pojedynku, który okazał się wyrównany, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *