PANTEON / CYKLICZNE / [CYKL] Kącik Science-Fiction #2: Nowy Początek

[CYKL] Kącik Science-Fiction #2: Nowy Początek

Pod względem filmowym ten rok był wyjątkowo rozczarowującym doświadczeniem. Mimo kilku sympatycznych zaskoczeń, znaczna większość produkcji stricte rozrywkowych, które trafiły do naszych kin była wątpliwej jakości. Jednak w największej ciemności pojawia się czasem promyczek nadziei. Noc ustępuje dniowi, a cała masa złych filmów ustępuje miejsca na piedestale nowemu dziełu Denisa Villeneuve’a.

arajwal-0

Nowy Początek przedstawia nam postać Doktor Louise Banks (w tej roli Amy Adams), której powierzone zostaje niezwykle istotne zadanie – rozszyfrowanie języka kosmitów, którzy właśnie wylądowali na Ziemi. Czego chcą? Jak wielkim zagrożeniem są dla ludzkości? Jakiego ładunku potrzeba by ich wyeliminować? Odpowiedzi na te pytania (może nie na wszystkie) będziemy powoli poznawać wraz z biegiem fabuły i będzie to niezwykle ekscytująca przeprawa. Ale jeśli oczekujecie niesamowitych scen akcji, ukazujących ogrom techniczny zarówno statków obcych, jak i speców od efektów specjalnych, zmieńcie repertuar. Nowy Początek jest bowiem historią, stymulującą zupełnie inne rejony mózgu widza. Napięcie i ekscytacja wynika tutaj z badania nieznanego. Powolny proces odkrywania „kultury” kosmicznych przybyszy i desperackie próby nawiązania z nimi kontaktu, przyciąga do ekranu od pierwszego zetknięcia z obcymi. Owiana mgłą tajemnicy sala, w której przekazywane są informacje, to minimalizm najwyższych lotów. Ciemne i zimne ściany, tajemnicza szyba, a za nią jeszcze bardziej tajemniczy nieznajomi. I nawet gdy ze sceny na scenę odkrywamy kolejne elementy filmowej układanki, scenariusz postanawia dać nam kilka prztyczków w nos i zbić z tropu.

arajwal-6

W tym miejscu chylę czoła przed autorami scenariusza. Jeśli ktokolwiek z was jest zainteresowany naukami ścisłymi, choćby i popularnonaukowym znaczeniu, Arrival będzie dla was istną orgią. Mnogość teorii, wzajemnych relacji między dziedzinami czy sposoby docierania do prawdy przez sztab ekspertów (o których zaraz), sprawia że naprawdę odczuwamy złożoność świata wokół nas. I ku mojemu niezwykłemu zaskoczeniu, ani przez moment nie jest to pretensjonalna, filozoficzna pogadanka ku zmotywowaniu serc. Eksplorujemy bowiem także i ciemniejsze rejony naszej ciekawości. Czy obce jest niebezpieczne? Czy to czujność czy już paranoja? Skąd możemy mieć pewność, że znamy intencje przybyszów, skoro nie znamy nawet swoich własnych? Wybaczcie że operuję tutaj taki ogólnikami, ale ciężko zachwycać mi się nad konkretnymi elementami scenariusza, bez zdradzania najciekawszych smaczków. To po prostu trzeba samemu zobaczyć. Czy raczej przeżyć.

arajwal-2

Nowy Początek oferuje bowiem nie tylko wciągającą fabułą, ale również przepiękną warstwę realizacyjną. Estetyczne wyczucie Denisa Villeneuve’a mogliście zauważyć w dowolnej z jego poprzednich produkcji, takiej jak Labirynt czy Sicario. Tutaj jest jeszcze lepiej… Już od pierwszych ujęć, które zdają się nie być integralną częścią historii, widać że mamy do czynienia z uzdolnionym reżyserem. Masa informacji wynika z samych kadrów, aniżeli linii dialogowych. To sztuka, której wielu współczesnych twórców musi się nauczyć. Ponadto najzwyklejsze establishing shots oferują sobą niezwykłą finezję wizualną (pierwsza prezentacja arki kosmitów zapiera dech w piersiach). Współpraca ruchu kamery z muzyką i oświetleniem kreuje przepiękną wizję świata przedstawionego. Jeśli nie wpadnie chociaż nominacja do Nagrody Akademii, będę niepocieszony. Poza inscenizacją konkretnych kadrów, na uwagę zasługuje też prezencja obcych oraz ich pojazdu. Jeśli obrzydli wam idealnie humanoidalni kosmici, różniący się od nas tylko proporcjami czy kolorem skór, będziecie zachwyceni. Heptapody to niezwykle racjonalne, ale i nowatorskie podejście do organizmów z drugiego końca wszechświata. Podobnie statek, którym się przemieszczają. Tam reguły rządzące na naszej planecie przestają się liczyć.

arajwal-3

I przez te wszystkie obce terytoria, przeprowadzić nas musi nasza pani doktor w towarzystwie Iana (Jeremy Renner) pod kontrolą wojska, a w szczególności Foresta Whitakera. Bez względu na stanowisko piastowane przez daną postać, ich motywacje do działań wydają się klarowne i sensowne. Choć w pewnym momencie możemy odczuć, że po raz kolejny przedstawia nam się „tego złego typa z rządu”, to jego zachowanie jest w pełni zrozumiałe. Potencjalny kryzys na skalę globalną spoczywa w rękach jednostek. Pod taką presją, można stracić nieco zimną krew. Choć każdy z aktorów sprawdza się w swojej roli naprawdę dobrze, na szczególną pochwałę zasługuje Amy Adams. Krążą ciche pogłoski o nominacji do Oscara i nie miałbym zupełnie nic przeciwko. Odpowiednia dawka dramatyzmu, pogoni za odpowiedziami czy koniecznych interakcji z twardymi ludźmi u władzy.

Louise to wyjątkowo kompetentna bohaterka, która potrafi także ukazać swoją słabszą, ludzką stronę, nie załamując przy tym rąk. Nieco mniej entuzjastycznie muszę jednak podejść do postaci Iana. Jeremy Renner przyzwyczaił nas nieco, że granie postaci, które stoją sobie na uboczu nikomu nie przeszkadzając, ma opanowane do perfekcji. I tutaj, gdyby nie pewien istotny zwrot fabularny pod koniec i kilkukrotne wsparcie przy dekodowaniu języka obcych, znowu wpisałby się w ten sam schemat. Ale to nie o nim głównie jest ta historia, więc można mu to podarować. Zaś Pan Whitaker, to typowy, sceptyczny dowódca, który z czasem odkrywa, że mierzy się z czymś więcej i zignorowanie protokołów może być rozsądnym pomysłem. Rola nieszczególnie złożona, ale i nie pretendowała do miana czegoś więcej. Ot, rzetelna, rzemieślnicza robota.

arajwal-1

Owacje na stojąco powinien otrzymać również Johann Johannsson za oprawę dźwiękową. Każda z jego kompozycji idealnie zazębia się z kolejnymi sekwencjami wizualnymi. Poza rewelacyjnym Kangaru, który stanowi niejako motyw przewodni opowieści, symfoniczne utwory towarzyszące wszystkim scenom kreują niezapomniany klimat. Zarówno tym dziejącym się wewnątrz statku, jak i tym z życia osobistego bohaterów. Moje wykształcenie muzyczne jest niestety zbyt nikłe, by wyjaśnić finezję kompozycji z Arrival, ale zaufajcie mi, to sama przyjemność.

Reasumując, Nowy Początek to najprzyjemniejszy seans, jakiego doświadczyłem w tym roku. Zostawia daleko w tyle wszystkie rozrywkowe (i nie tylko takie) produkcje, które eksplorowały szeroko pojęte środowisko science fiction. Talentu reżyserskiego Denisa Villeneuve’a nie jestem w stanie objąć umysłem, ale wiem za to jedno: Blade Runner 2049 jest we właściwych rękach.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Stranger Things

2016 owocował w dzieła oddające hołd klasycznemu kinu. Dostaliśmy genialny Nowy Początek, czarujący La La …

9 komentarzy

  1. To o science_fiction teraz też piszecie?

  2. ok, bo nie wiedziałem o co chodzi, mam iść na ten film, to nie czytałem tekstu, myślałem że to zwykłe sci-fi, i teraz myślałem że to jakiś horror trochę (bo nie komiksowe raczej ;p) a skoro pojawilo sie u was to byłem już zmieszany i nie wiedziałem na co ci znajomi mnie namawiaja (własnie na Nowy Początek mamy iść).

  3. thx, ja akurat sci-fi tutaj nie szukam nie sadzilem ze tym tez sie zajmujecie, już mam od tego swojego portale od lat, tutaj glownie dla komiksów z USA zaglądam i tekstów o komiksowach „katulicznych” bo czytałem kilka tytułów HPL 😛

  4. To jest na podstawie jakichś komiksów?

  5. A ok sprawdzę choć ja mam jeszcze Terrego Pratcheta do nadrobienia. Ale czy to aby nie kloci sie z wasza tematyka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *