PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] Logan

[RECENZJA] Logan

Prawdziwą wartość twardziela z filmów sensacyjnych ocenia się nie po ilości trupów, które za sobą zostawia, ale po motywacji, jaka nim kieruje. Cysterny testosteronu nie wystarczą, wrażliwość na cierpienie innych, podejmowanie ryzyka w imię własnego kodeksu moralnego, skłaniającego herosa do stanięcia pomiędzy ofiarą, a napastnikiem, jest w tych nieskomplikowanych fabułach bardzo ważnym elementem. Bez tego nie ma bohatera.

Logan ucieka od tej prostej prawdy przez 3/4 trwania najnowszej odsłony swych filmowych przygód. Demony przeszłości nawiedzają jego sny w nocy, a rutyna i rozgoryczenie zatruwają myśli za dnia. Ciało przytłoczone wiekiem, wpływem alkoholu oraz licznymi, nabytymi podczas długiej „kariery” ranami, odmawia posłuszeństwa. Jednak nawet w tym żałosnym stanie frontliner – nieistniejącej już – formacji X-Men nie poddaje się całkowicie. Razem z mutantem Calibanem dba o swego starego przyjaciela, Charlesa Xaviera. Umysł sędziwego profesora stał się niebezpieczną bronią, nad którą on sam traci powoli kontrolę. Pomagają tylko zdobywane przez Rosomaka leki. Strach przed potencjalnymi szkodami, jakie wywołać może mózg telepaty klasy omega rodzi pomysł, by zamieszkać na morzu. Do tego potrzeba łodzi, a ta swoje kosztuje…

Istnieje więc plan. Nie zakłada on ratowania świata przed potężnym złoczyńcą, ale spokojną emeryturę, z dala od społeczeństwa, które homo superior wzgardziło, doprowadzając ostatecznie do prawie całkowitego wyginięcia nowej odnogi ewolucji. Dla scenarzysty i widza oczywistym jest, że stać musi się coś, co wyrwie staruszków z marazmu i ponownie postawi na dobrze znanej drodze do  ofiarnego heroizmu. Świat uległ zmianie lecz komiksowe historie – na przekór narzekań tytułowego bohatera – nadal pozostają w mocy.

Zastanawiacie się pewnie, czy Logan rzeczywiście jest produkcją dla dorosłych, czy może do typowego filmu superbohaterskiego, których widzieliśmy już sporo, dodano po prostu przemoc i wulgaryzmy. Sam jestem trochę zaskoczony tymi słowami – Tak, mamy tu do czynienia z poważnym, dojrzałym projektem. Poziom krwawej jatki – faktycznie spory – zrównoważony został ryzykownymi rozwiązaniami fabularnymi. Reżyser postawił na wątki dramatyczne i miał olbrzymie szczęście, że w obsadzie znalazło się 2 aktorów stojących w bardzo specyficznym punkcie zawodowej ścieżki. Hugh Jackman i Patrick Stewart jakiś czas temu ogłosili zamiar pożegnania się z rolami Wolverine’a i Profesora X. Film o podstarzałym Rosomaku miał być ich „ostatnią kurtyną” (zobaczymy, czy tę decyzję zmieni sukces kasowy, podpierany bardzo pozytywnymi opiniami krytyków). Obaj poświęcili znaczącą część kariery wspomnianym wyżej postaciom i nie zamierzali oddawać batuty bez wzięcia udziału w jednym, ostatnim maratonie. Nie tylko dobiegli do mety, ale zrobili to w pięknym stylu. Pokazali pełną skalę sentymentu jakim darzą portretowanych mutantów. Zagrali ich z olbrzymim zaangażowaniem. Dziś, kilka godzin po seansie, ciężko mi sobie wyobrazić scenariusz zdolny do popsucia tak fantastycznych kreacji. Z ekranu bije prawdziwa, nieudawana sympatia, nie tylko zawodowy obowiązek wyznaczony przez parametry kontraktu.
Hugh Jackman pokazał dwie natury rosomaka, dzikość, pragnienie samotności, skłonność do autodestrukcji oraz ostatecznie empatię, która zawsze odróżniała go od jego „skrzywionego odbicia”, czyli arcywroga Sabretootha. Patrick Stewart żongluje rolą mędrca/nauczyciela znanego z poprzednich części oraz nowym, zaskakującym wcieleniem, wulgarnego, czasem agresywnego, wymagającego nieustannej opieki staruszka.

Mode „lwiątko” także sprawdza się fantastycznie. Kontrast miedzy Laurą/X-23, a Loganem nie polega tylko na prostym eksponowaniu różnicy wieku. Oczywiście jest od niego sprawniejsza, skacze, gryzie i szarpie jak młody rosomak, ale też z racji na swą historię ma problem z dostosowaniem zachowania do społecznych konwenansów, z którymi staruszek Logan zdążył okrzepnąć nawet bardziej, niż by widzowie chcieli.

Nie będę ukrywał, że na tę część filmowej trylogii Wolverina czekałem szczególnie niecierpliwie. Były ku temu dwa powody. Po pierwsze autorzy na stosunkowo wczesnym etapie produkcji rozpoczęli romans ideami, czy też raczej elementami formuły komiksu Old Man Logan, którego otwarcie wielbię. Jednak zasadniczą przynęta, którą połknąłem razem z wędką, okazała się X-23. Gdy tylko ujrzałem drobną długowłosą brunetkę w materiałach promocyjnych, zapaliła mi się (podobnie jak rzeszy fanów na całym globie) odpowiednia kontrolka w głowie. Ta mutantka ma dla mnie szczególne znaczenie.

X-23 V.1: Innocence Lost jest pierwszym zagranicznym komiksem jaki kupiłem. Stało się to już ponad dekadę temu. Od tamtej chwili ta fascynacja kosztowała mnie jeszcze między innymi szereg figurek, o komiksach nie wspominając. Już pierwszy rzut oka na postać odgrywaną przez Dafne Keen utwierdza fana Laury, że została żywcem wyrwana ze swojego komiksowego pierwowzoru. Kiedy zaś nadarza się pierwsza okazja, by pokazać pazur można się zatracić w obłędnie klimatycznym, krwawym balecie, którego popis udziela przez większość filmu. Wszelkie obawy o to, czy aktorka uchwyci esencję postaci, okazały się nieuzasadnione.
Mam nadzieję, że FOX skorzysta z „krewniaczki” Wolverine’a za nie wcześniej jak 4 lata, gdy Dafne będzie już w odpowiednim wieku na bardziej samodzielne występy. Narzucony wcześniej cykl produkcyjny może sugerować takie plany (X-Force, New Mutants, Gambit).

Urok duetu Laura – Logan doskonale widać również w choreografii scen walk. Drobna dziewczyna orbituje wokół zwalistego rosomaka czekając na sprzyjający moment, by zwierzęcymi susami dopaść najbliższego przeciwnika i położyć go na ziemi precyzyjnymi uderzeniami rozmieszczonych we wszystkich kończynach pazurów. Właściwie wszystkie momenty intensywnej walki, niezależnie od tego, czy w ruch wchodzi broń biała, palna, czy zdolności mutacyjne, są pokazane dla widza absolutnie czytelnie.

Złoczyńcy obsadzeni zostali w trzech popularnych kategoriach „wagowych”, typowych dla serii superbohaterskich, szczególnie dla przygód grupy X-Men. Mamy tu korporacyjnego naukowca, podrasowanego technologicznie, uzbrojonego najemnika oraz osiłka mającego stanowić ostateczne wyzwanie fizyczne. Nikt z nich nie wybija się ponad trio bohaterów i na pewno nie będzie atrakcją solowego spin offu. Czy to znaczy, że aktorzy odstawili fuszerkę? Nie. Absolutnie nie, Boyd Holbrook grający prezentowanego w zwiastunach Pierce’a jest w szczególności charakterystyczny, pomimo to cały tak zwany „drugi plan” zdominowany został przez fantastyczne role gwiazd odgrywających mutantów.

Komiksowe filmy oznaczone wysoką kategorią wiekową, rzadko mogą się pochwalić budżetami pozwalającymi na wykorzystanie spektakularnych efektów specjalnych. Podobnie jest w Loganie, to film raczej pod tym względem skromny. Zobaczycie przede wszystkim pościgi i strzelaniny, mało zastosowano spektakularnej animacji komputerowej. Nawet w finale nie wykracza ona poza niski próg budżetowy. Muzyka nie jest niczym więcej niż tylko adekwatnie towarzyszącym akcji tłem. Brakło kompozycji, które odbijają się echem w głowie długo po wyjściu z kina.

W oczach ponad 30 letnich geeków, pamięcią ogarniających niemal całą historię polskiego komiksu, wychowanych na starych westernach i kryminałach z Clintem Eastwoodem, omawiana produkcja będzie fantastyczną rozrywką. Film perfekcyjnie trafi w gusta ludzi przywiązanych do archetypu twardziela, który w kwestiach sprawiedliwości nie uznaje kompromisów, a w walce ze złem nie dba o własne bezpieczeństwo. Rok 2017 zaczyna się dla komiksiarzy wspaniale, Logan podbił poprzeczkę o 1 szczebel. Mimochodem w głowach pałęta się nam pytanie… czy po piątkowej premierze jesteśmy w stanie wrócić, bez większych refleksji, do lekkich, kolorowych produkcji komiksowych, a może dzieło reżysera Jamesa Mangolda fundamentalnie wpłynęło na nasze oczekiwania wobec tego typu kina?

Autorzy:  RWilczur;   LoboPrime

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] „Gifted” – Kolejne Informacje o Drugim Serialu z X-Men

Od kilku miesięcy wiemy, że poza Legionem w telewizji pojawi się jeszcze jeden serial, oparty …

KOMENTARZ

  1. „czy po piątkowej premierze jesteśmy w stanie wrócić, bez większych refleksji do lekkich, kolorowych produkcji komiksowych”

    Będzie ciężko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *