PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] Ghostbusters/Pogromcy duchów (2016)

[RECENZJA] Ghostbusters/Pogromcy duchów (2016)

Nikt o to nie prosił, nikt tego nie chciał i nikt nie oczekiwał niczego dobrego? Czy nadchodząca produkcja spełnia te trzy warunki? Znaczy, że najwyższy czas wrzucić do kin kolejny remake, opatrzonego niemałym kultem i sympatią filmu. Tym razem padło na Ghostbusters. Czy mimo wszystko Paul Feig i jego komediowy potencjał dźwignęli brzemię Pogromców?

Niezwykły zbieg okoliczności, stawia naprzeciw siebie kilkoro kobiet, mających doświadczenie ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jako nieliczne nie tylko wierzą w duchy, ale również zamierzają je badać. Bezpośrednia konfrontacja z kilkoma zjawami, doprowadza do sformowania przez nie grupy, określonej w mediach jako Pogromcy Duchów. Kto wchodzi w skład nowej ekipy? Cztery kobiety, cierpiące na zupełny brak osobowości. Są to kolejno: Erin Gilbert (Kristen Wigg) czyli stereotypowa pani naukowiec, Jill Holtzmann (Kate McKinnon) – szalony wynalazca, Patty Tolan (Leslie Jones) – typowa czarnoskóra, no i Abby Yates (Melissa McCarthy), o której nie jestem w stanie powiedzieć absolutnie nic. W żadnym razie nie winie tutaj aktorek, gdyż nawet na papierze te postaci nie mają w sobie nawet odrobiny charakteru. Rzucanie fatalnymi żarcikami sytuacyjnymi to trochę za mało, by stworzyć wielowymiarową postać. Ale to nie jest jedyny problem. Dziewczęta nie są w stanie rzetelnie współpracować. I nie chodzi tutaj o postępowanie z duchami, a więzi powstałe między nimi, które nie wydają się ani przez chwilę wiarygodne. Nie dzieje się absolutnie nic, co pozwoliłoby im poznać się lepiej, ani zaprzyjaźnić. Ale po kilku scenach udają niezwykle zgraną ekipę, więc pewnie tak działa damska solidarność. Nie wiem, nie znam się.


Całą „zgraną” ekipę ma wspierać recepcjonista Kevin, grany przez Chrisa Hemswortha. Niestety jest misiem o bardzo małym rozumku, co daje scenarzyście motyw, do rzucania kolejnymi dowcipami sytuacyjnymi. Oczywiście wszystkie robione są pod szablon „Zobaczcie jaki kretyn, nic nie umie, jak śmiesznie”. Kilkukrotnie najmniej wymagający widz będzie w stanie nieznacznie się uśmiechnąć, ale kiedy kolejne dowcipy nie różnią się od poprzednich, śmiech cichnie. Komedia absurdu to jedno, czysty bezsens to drugie. Ale to nie jedyna postać, ukazana w tak przerysowany sposób. Nie wiem czy to celowy zabieg zawarcia „feministycznego ducha” w filmie, ale każda postać opatrzona chromosomem Y, zachowuje się albo jak kretyn, albo kompletny palant, albo oba. Nie powiem, że godzi to w moją męską dumę, ale najzwyczajniej w świecie mi to nieco wadzi. Postaci są tak nieprawdopodobnie wredne, że nie sposób uwierzyć, że to prawdziwe osoby, egzystujące w realiach filmu. Tyczy się to zarówno bohaterów istotnych dla fabuły, czy tylko tych pojawiających się gościnnie. I a propos. Każde cameo w nowych Pogromcach Duchów wydaje się niemal splunięciem w twarz twórcom oryginału. W głowie nadal wybrzmiewają mi słowa Billa Murraya, który wzbraniał się przed sequelem Pogromców. Nie wiem jak wielki czek dostał w zamian, ale zer musiało byś naprawdę wiele…


W ten schemat wpisuję się też nasz złoczyńca. To kolejny pozornie niezrozumiały przez społeczeństwo mądrala, chcący zniszczyć wszystko dla samej zasady. Brak poczucia zagrożenia, brak cech charakterystycznych, brak uzasadnienia dla jego działań, brak najmniejszej ilości charyzmy. Mógłby być spokojnie wycięty z historii, a odbiór filmu nie stałby się gorszy.  Podobnie jest z duchami. To wyłącznie pozbawione osobowości cele, do natychmiastowego zlikwidowania. W scenach zbiorowych, nie sposób je od siebie odróżnić. Te ciekawsze widzieliście już w zwiastunach, więc nie ma czego się doszukiwać w zbieraninie komputerowo wygenerowanych obrazów.

Jeśli już przy animacjach jesteśmy. Część wizualna powinna chociaż zapewnić rozrywkę, jeśli chodzi o angażujące sceny akcji. jednakże i tutaj sprawa nie prezentuje się zbyt dobrze. Efekty komputerowe nie prezentują się szczególnie realistyczne. Możliwe, że całość miała przybrać wyjątkowo cukierkową i pstrokatą estetykę, żeby korespondować z „komediowym” tonem filmu. Ale w scenach akcji, gdy wszystko przybiera formę chaotycznej kanonady kolorów i błysków, ciężko się z czegokolwiek cieszyć. Nie czujemy wpływu działań duchów i bohaterek na otoczenie, przez co nie sposób wciągnąć się w akcję. Wiemy że to tylko grupa ludzi na green screenie. Niezrozumiały dla mnie jest też zabieg, zmniejszenia formatu wyświetlania filmu. Nawet na największych ekranach kinowych, film ma zmniejszony format, przez co wokół obrazu projekcyjnego, zostają spore, czarne paski. Jaką ma to pełnić funkcję? Aby nakładane na obraz efekty specjalne, zdawały się wyskakiwać z ekranu…  Efekt całkiem znośny, ale niekonsekwentny. Pod koniec filmu, jedna sekwencja była wygenerowana niemal zupełnie w CGI, przez co rozdzielczość obrazu zwiększa się, na dosłownie kilka sekund. Skoro możemy oglądać te sekwencje na wielkim ekranie, czemu by nie robić tego przez cały czas? Efekt ten sam, a standard wizualny nieco większy.


Oczywiście gdyby komuś z was było mało przygód Pogromców, nie martwcie się. Scena na zakończeniu napisów bardzo optymistycznie sugeruje, że nowy skład powróci i zmierzy się z tym samym antagonistą, którego już znacie. Oczywiście, to nie jedyny niepotrzebnie odgrzewany kotlet obecny w filmie, ale na redagowanie pełnej listy zbędnych wstawek nie starczyłoby mi ani czasu, ani chęci.

Czy nowi Pogromcy Duchów to pozycja tak zła jak sugerował zwiastun? Uważam, że tak. Nie zagłębiając się w temat politycznej poprawności, z którą klapa tego filmu nie ma nic wspólnego, powiem tylko, że nowy film Feige’a leży zarówno aktorsko, realizacyjnie a przede wszystkim scenariuszowo. Wszystkich srok za ogon się nie złapie, więc proponuję następnym razem znaleźć optimum, między podlizywaniem się starym fanom, a próbą zaskarbienia sobie nowych. Cytując Dana Aykroyda, z jego subtelnego cameo w filmie Casper – „Who you gonna call? Someone else!”.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *