PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] Doctor Strange

[RECENZJA] Doctor Strange

Kolejny rok w wypchanym grafiku Marvel Studios można uznać za kompletny. Do kin właśnie trafia ich najnowsza produkcja – Doctor Strange, która wprowadza do Kinowego Uniwersum Marvela zupełnie nowy element. Bynajmniej nie jest to uwielbiany przez dziewczęta na tumblerze Brytyjczyk, a świat magii i okultyzmu. Pomimo obecności na rynku filmowym od 8 lat, dopiero teraz uchyla nam się rąbek innych wymiarów, bytów poza czasem oraz obalania praw rządzących wszechświatem. Warto było czekać?

drstrangemovie_4

Gdybyście nie wiedzieli kim jest Stephen Strange, zarówno ja, jak i film śpieszymy z wyjaśnieniem. Wybitny chirurg z umiejętnościami i sposobem bycia, których nie powstydziłby się Sherlock Holmes. Ale wszystko musi kiedyś się skończyć. Nieszczęśliwy wypadek doprowadza Stephena do utraty kontroli nad jego rękami, bez czego nie może wrócić do zawodu ani normalnie żyć. Kiedy medycyna konwencjonalna zawodzi, Stephen postanawia odnaleźć swoje zdrowie w nieco innym miejsce i innej formie. Trafia w ten sposób do Nepalu, gdzie za sprawą szkolenia z rąk tajemniczej Ancient One (Tilda Swinton) odkrywa nie tylko jak przezwyciężyć swoją słabość, ale jak operować energią, o której istnieniu nie miał pojęcia. Origin story w Marvelu było już nieraz i teoretycznie wszystkie schematy są na miejscu. Przesadnie ambitny i pewny siebie protagonista mierzy się z siłami, które przerastają jego dawne ja. Ale z biegiem fabuły uczy się, że czasem warto się poświęcić i uratować kogoś zamiast siebie. Jednak tutaj, mamy do czynienia z czymś odrobinę innym.

Strange bardzo szybko uczy się pokory i pojmuje że logika to nie wszystko, ale fabuła pod kątem moralnym prowadzona jest na tyle ciekawie, że przez cały seans nie jesteśmy pewni (zarówno my-widzowie, jak i Strange) która opcja jest właściwa, komu można ufać i kogo się obawiać. Oczywiście strony konfliktu zarysowane są wyjątkowo wyraźnie, ale niektóre postaci zawierają w sobie odcienie szarości, które z czasem mogą stać się czymś większym i dużo gorszym. Nie jest to film, który wskaże wam właściwą drogę życiową, ale kilka rad i wątpliwości na pewno usłyszycie. To również przyjemny powiew świeżości, kiedy film dość subtelnie postanawia ukazać mi swoistą duchową wrażliwość w tak atrakcyjnej formie.  Dotyczy to także ostatniego aktu filmu. Oczywiście, sceny walk wyglądają niezwykle widowiskowo (o czym za chwilę), ale samo rozwiązanie akcji dotyczące głównego złoczyńcy świadczy o tym, że Doctor Strange jest nie tylko potężny, ale również wyjątkowo inteligentny. Słyszałem o kilku niezadowolonych głosach z powodu starcia z finałowym antagonistą, ale osobiście byłem pozytywnie zaskoczony. Więcej kreatywnych rozwiązań tego typu i będzie super!

Marvel's DOCTOR STRANGE L to R: The Ancient One (Tilda Swinton) and Doctor Stephen Strange (Benedict Cumberbatch) Photo Credit: Film Frame ©2016 Marvel. All Rights Reserved.

Ale to nie na fabule głównie opiera się Doctor Strange. Jedną z sił napędowych jest cating/aktorstwo. Przede wszystkim, stworzony do roli Stephena Benedict Cumberbatch. Serialowy Sherlock ma ogromne doświadczenie w kreowaniu postaci nieco egoistycznych inteligentów, odciętych od społecznych aspektów świata zewnętrznego, więc decyzja producentów wydaje się bardziej niż oczywista. I jak zwykł czynić Benedict, wypada świetnie w tej konwencji. Kupujemy jego cynizm, jego cierpienie, jego pewność siebie oraz zmagania ze światem magii. Poza tym, widać że jest to bohater, który będzie musiał wziąć choć częściową odpowiedzialność za nadchodzące losy tego, i innych wymiarów. I dźwignie ją. Wyjątkowo dobrze wypadła również Tilda Swinton (rewelacje o całym whitewashingu pozwolę sobie ominąć). To aktorka klasy światowej, więc bez względu na to jak kiczowata mogłaby być Ancient One, wyciągnęłaby z niej wszystko.

Ale na szczęście nie ma takiej potrzeby. Postać bywa miejscami stereotypowym mentorem, ale kilkukrotnie jesteśmy skłonni zwątpić w jej metody nauczania i postępowania, co tylko rozkręca fabułę. Jest też nośnikiem dość emocjonalnego momentu, który odciska swoje piętno na tytułowym bohaterze. A to właśnie taki wpływ powinien wywierać mentor na uczniu. Dodatkowym wsparciem w szkoleniu Strange’a są Mordo (Jeszcze nie zły Baron), grany przez Chiwetela Ejiofora, oraz Wong (W tej roli… Benedict Wong). Ci dwaj panowie są zarówno nośnikami motywacji dla bohatera, jak i jego fizycznym oraz mentalnym wsparciem. Choć to ten drugi ma z czasem stać się stereotypowym przydupasem, pozycję tą zdaje się zajmować Mordo. Notoryczna fascynacja Ancient One i jej praktykami, wydaje się nieco przesadzona, ale w pewnej chwili… sytuacja ulega zmianie. Ale bez spoilerów. Role może nieszczególnie głębokie, spełniają swoje fabularne zadania dość dobrze. Głównie przez charyzmę obu aktorów. Nawet kreację tak nie-oscarową jak taka trzeba umieć zaserwować. Obaj mają kogo pouczyć, komu obić gębę, komu dać się obić itd. Ot, takie ozdobniki na drugim planie. Może w sequelu…

null

A jak wypada ciemna strona mocy? Jak to w Marvelu. Szału nie ma. Kaecilius ma na poparcie swoich działań kilka teorii, wynikającej z jego doświadczeń z różnymi środowiskami, ale nie jest to nic, co kazałoby wam zwątpić w swoje racje. Ot, ci dobrzy się mylą, bo mi się nie podobało. Bo chcę więcej. Bo inne tego typu puste frazesy. Pomagierzy to najzwyklejsi statyści, którzy mają tylko dostać po tyłku i zniszczyć parę rzeczy wokół. Pisząc te słowa nie pamiętam nawet ilu ich było… Zaś źródło wszelkiego zła – demon Dormammu, jest kolejnym, kosmicznym bytem, któremu na drodze do sukcesu stoi Ziemia. Green Lantern się kłania, ale przynajmniej potyczka z nim jest miłą odmianą, ale o tym już mówiłem.

Na szczęście te niedociągnięcia, rekompensuje oprawa wizualna. Porównania do Incepcji i nadużywania substancji psychoaktywnych słyszeliście już wszędzie, więc podaruję wam oczywiste analogie. Ale jedno muszę zaznaczyć. Obejrzyjcie ten film w Imaxie. Wizualny kalejdoskop jaki nam zaprezentowano, wywraca gałki oczne na drugą stronę (w tej pozytywny sposób). Poziom kreatywności przy zabawie czasem i przestrzenią, jest ewenementem na skalę całego przemysłu filmowego. Eksploracja innych wymiarów, wychodzenie z ciała, zaginanie całych dzielnic Nowego Jorku, czy tworzenie uskoków w naszym wymiarze… Jeśli nie znajdziecie tutaj sceny, która spowoduje opad waszej szczęki choć i kilka centymetrów, zacznę podejrzewać że oglądaliśmy dwa inne filmy. Dla takiego filmu warto zainwestować w kino domowe. Dodatkową przyjemność sprawia soundtrack. Po raz pierwszy w historii całego MCU (Nie licząc Strażników Galaktyki) ścieżka dźwiękowa naprawdę zapadła mi w pamięć. Świetnie koresponduje z konkretnymi sekwencjami. Nawet napisy końcowe cieszą ucho. Trzeba będzie zapolować na CD.

Marvel's DOCTOR STRANGE..Mordo (Chiwetel Ejiofor)..Photo Credit: Film Frame ..©2016 Marvel. All Rights Reserved.

Słowem podsumowania; Doctor Strange to niezwykle angażujące widowisko. Dzieli on sporo błędów i niedociągnięć z innymi produkcjami studia, jednak nowa (w realiach uniwersum) konwencja, zabawa formą i oddział świetnych aktorów sprawiają, że nie sposób się nudzić. Jeśli brakuje wam odrobiny mistyki, a kolejne lasery chętnie wymienicie na prastare artefakty, wejdźcie do świata Doktora Dziwago. Jednego z wielu światów…

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Thor J. Michaela Straczynskiego

Wydany w Dzień Dziecka album zatytułowany po prostu Thor (bez żadnego rozwinięcia, podtytułu czy charakterystycznego …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *