PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] Avengers: Czas Ultrona (2015)

[RECENZJA] Avengers: Czas Ultrona (2015)

Jak niewielu zapalonych kinomaniaków nie wyczekiwało z utęsknieniem kolejnej przygody Mścicieli na wielkich ekranach? Po miesiącach wyrzeczeń i cierpliwości, dostaliśmy kolejną dawkę II Fazy Filmowego Uniwersum Marvela. Czy jakość serii wzrasta? Maleje? A może oscyluje na stałym poziomie? Mówcie co chcecie, ale część pierwsza była przełomem. Zarówno w kwestii przekroczonego progu w box office, ale także podejścia do budowania filmowego uniwersum. To po sukcesie Avengers każde studio zapragnęło mieć własną filmową serię skupiającą głównych bohaterów co kilka filmów.

Gdy ma się na koncie tak dobrze zrealizowany film drużynowy, nie lada sztuką jest dobić do jego poziomu, a tym bardziej go przekroczyć. I jak można się spodziewać, Czas Ultrona może wyłącznie stanąć w cieniu swojego poprzednika. W przeciwieństwie do części pierwszej, widza się tutaj nie oszczędza. Zaczynamy od strasznie dynamicznej i bardzo sprawnie nakręconej sekwencji leśnej, której przebłyski prezentowano w zwiastunie. Avengersów pokazuje się nam jako w pełni wyćwiczony i dobrze współpracujący zespół. Ale oczywiście, nic nie może trwać wiecznie i wkrótce zaczynają piętrzyć się przeciwności. Naczelny wynalazca Mścicieli – Tony Stark dostrzega potencjał drzemiący w odzyskanym z rąk Hydry berle Lokiego, co służy mu do powołania do życia programu Ultron.

Inicjatywa mająca służyć jako pierwsza linia obrony Ziemi przed zagrożeniem o kosmicznej skali, okazuje się jej katem. Tyle formalności ze zwiastuna. Pomysł wyjściowy punktuje szczególnie w jednej materii. Ludzkość sama sprowadziła na siebie zagrożenie. I nie chodzi tu wyłącznie o samo jego powstanie. Bawienie się w boga widzieliśmy w kinie nie raz i nie raz zobaczymy ponownie. Ultron to postać od samego początku samoświadoma i skłonna do działania w imię swoich wierzeń. Poza tym, powstał w rąk tych, którzy mają go zwalczać w pierwszej kolejności. Rozwiązano to stosunkowo sprawnie, ale niestety zbyt szybko. Bunt maszyn dostajemy niemal natychmiastowo, przez co ciężko nie podnieść brwi i z niedowierzaniem szepnąć do siebie „To już?”. Mimo tego mankamentu, Ultron sprawdza się jako wyjątkowo zapadający w pamięć złoczyńca. Z perspektywy ostatnich filmów, to spory progres. Działa szybko i stanowczo, jest naprawdę inteligentny a czasem zdarza mu się zażartować. Więcej takich postaci z krwi i kości (i metalu) prosimy.

Ale film nie tylko czarnym charakterem stoi. Tytułowi Mściciele też powinni się wykazać. I tak  się dzieje, ale nie w sposób w jaki moglibyście pierwotnie założyć. Serce i prawdziwego ducha Avengers widać nie w starciach z legionem przeciwników, a w chwilach na dialog, wymianie kąśliwych uwag i żartów czy ogólnie pojętej interakcji. Relacje między postaciami nie kształtują się na każdej płaszczyźnie, ale gdy już dwie postaci zbliżają, lub oddalają się od siebie, wypada to bardzo naturalnie. Flagowym przykładem są: Bruce Banner z Black Widow oraz Captain America wraz z Iron Manem. Dokąd doprowadzi ta druga relacja domyślić może się każdy zainteresowany Kinowym Uniwersum, zaś emocjonalna więź między naukowcem z rozwianą psychiką i rosyjską agentka, wzbogaca film o aspekt emocjonalny (nie siląc się na łopatologiczny romantyzm wyjęty z próżni). Poza tym, relacje między bohaterami zostają prawie bez zmian. Są miejscami autentycznie zabawne i naturalne, ale po raz kolejny. Jeśli nie przeszkadza wam taka subtelna wtórność, nie będziecie narzekać. Z tej gromadki wybija się wyłącznie Hawkeye, który zyskał o wiele więcej głębi, zarysu psychologicznego i światła rzuconego na jego cywilną tożsamość.

W rękach scenarzysty spoczywał także los zupełnie nowych postaci; Po pierwsze, Wandy i Pietra Maximoff. Niestety, daleko im do charyzmy z pierwotnego składu Mścicieli. Co prawda pokazano nam skąd wzięła się ich nienawiść względem naszych trykociarzy, ale fundamenty pod to są dość nietrwałe. Czy nadrobili to charakterem? Skądże. Jedną rzeczą jaka zapamięta się o rodzeństwie Maximoff, to…fakt że są rodzeństwem. I to że mają super moce. Quicksilver to podręcznikowy przykład jak pisać nijakie postaci, pozbawione jakiejkolwiek cechy charakterystycznej. Wanda wybija się nieco swoimi problemami ze światem zewnętrznym i obawą przed wyjściem spod opieki brata, ale to nadal nie jest wystarczająco by zdefiniować postać. Może w kolejnych filmach… Do grona Avengers dołącza także Vision. Android, który powinien być tworem syntetycznym, wśród nowych Avengers wypada najbardziej autentycznie i żywo. Specyficzna prezencja, stoicyzm w głosie i rewelacyjna charakteryzacja sprawiają, że rola Paula Bettany’ego to wisienka na torcie zwanym Czasem Ultrona.

Jeśli nie interesują was wyraziści bohaterowie, zawsze możecie popatrzeć na sekwencje akcji. I tutaj bywa różnie. Sekwencja otwierająca film, to jak wspomniałem wcześniej, dobra rzemieślnicza robota. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że to jedyna naprawdę zaplanowana scena rozwałki. Całą resztę filmu pocięto na maleńkie kawałki i chaotycznie posklejano. Nie sposób połapać się kto jest gdzie i co dzieje się wokół. Nie wymagam oczywiście notorycznych sekwencji grupowych robionych na mastershocie, ale gdy ujęcia konkretnych postaci zmieniają się ze zbliżenia na ogół lub na odwrót co jakieś dwie sekundy, nie sposób nie dostać bólu głowy. Poza tym, od czasu do czasu powinni wykazać się sami aktorzy/kaskaderzy, niżeli ich modele komputerowe na tle modeli komputerowych.

Nie jestem pewien co myśleć o „serialowości” drugiej części Avengers. Już tłumaczę. O tym że Age of Ultron otwiera furtkę do nadchodzących produkcji, było wiadomo od samego początku. O powiązaniu z Civil War mówić nie będę, wszak będzie ona bezpośrednią kontynuacją.  Niestety, przy zarysowaniu kolejnych filmów, nie jest już tak dobrze. Ragnarok nadchodzi zupełnie znikąd, Czarna Pantera będzie musiał doszukać się swoich brakujących zapasów, tylko biedny Ant-Man nadal nie istnieje w mentalności widza.

Zbierając do kupy cały ten zestaw luźnych, krytycznych stwierdzeń. Avengers: Age of Ultron to dobry film. Ale wyłącznie w kategorii łatwej i przystępnej rozrywki.  Nie dorównuje poziomem swojemu poprzednikowi, jest przeciętnym spoiwem całego uniwersum, ale jako blockbuster o walce w armią robotów sprawdza się wybornie. Joss Whedon nie jest Michaelem Bay’em, więc nie zostaniecie potraktowani jako chodzące portfele, a świadomi widzowie, których zadowolenie jest na wagę złota.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 20-11

Pora na ostatni przystanek przed finałową dziesiątką. Miejsca od dwudziestego do jedenastego zajmują wyjątkowe komiksy, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *