PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] Autopsja Jane Doe

[RECENZJA] Autopsja Jane Doe

Na srebrne ekrany z roku na rok trafia coraz więcej horrorów. Częściej gorszych niż lepszych. Autopsja Jane Doe sprawnie balansuje na granicy sztampowego filmu grozy i perełki w morzu gatunkowej przeciętności.

autopsjajanedoe1

W pierwszych scenach filmu śledczy badają miejsce zbrodni. Oprócz dwóch zmasakrowanych ofiar, policjanci znajdują także ciało pięknej, młodej dziewczyny i choć nie ma na mim śladów przemocy, szeryf dostarcza je patologom sądowym – ojcu i synowi – którzy mają za zadanie jak najszybciej ustalić przyczynę zgonu. Nie widziałam dotąd filmu w tak dużym stopniu  poświęconego procedurze autopsji. Przez pierwsze 45 minut, oprócz badania ciała, kompletnie nic innego się nie dzieje. Na szczęście tytułowa autopsja nie nuży, budzi raczej makabryczną fascynację nowo odkrywanymi przez patologów tajemnicami. Z każdym cięciem, stróżką krwi i wyjętym organem dowiadujemy się coraz więcej o ofierze, jednak nie o jej tożsamości, ta pozostaje tajemnicą. Poznajemy raczej mroczne okoliczności śmierci „Jane” oraz niepokojące anomalie prowadzące do szalonych, kłócących się z  prawami natury wniosków.

autopsjajanedoe3

Wydaje się, że po odegranej autopsji ktoś poklepał po plecach reżysera André Øvredala i powiedział: „Dobra robota, ale to przecież nie pełnoprawny horror”. Biedny Andrè się speszył i akcja przyśpieszyła niczym maratończyk na ostatnim metrze toru. Szkoda, bo ostatnie 30 min psują ten świetny thriller przeistaczając go w pisany na kolanie horror. Tajemnicza zagadka medyczna, czy osobliwe, historyczne konotacje ofiary odchodzą na dalszy plan, a dominację przejmują motywy w podobnych, jesienno-zimowych produkcjach ogryzione do gołej kości. Mara strasząca głównych bohaterów przerazi tylko dzieci, które przypadkiem wejdą na salę kinową, a „jumpscary” budowane nastrojową muzyką raczej nie wbiją widza w fotel. Jedyne co naprawdę straszy, to gra aktorska Emile Hirscha, który w roli patologa wypada wyjątkowo mało przekonująco, wręcz irytuje. Na pochwałę zasługuje za to Brian Cox, który mimo tego, że stuknęło mu już siedemdziesiąt lat nie stracił ikry i na ekranie przyćmiewa młodszego kolegę autentycznością oraz doświadczeniem. Na szczęście Hircha odrobinę ratuje talent starszego kolegi, dlatego w mocniejszych momentach filmu można pomyśleć, że naprawdę łączą ich więzy krwi.

autopsjajanedoe2

Autopsja Jane Doe to film, do którego nie chcecie kupować popcornu. Tytułowy zabieg jest momentami tak realny i obrzydliwy, że dla niektórych może podchodzić pod produkcję gore. No właśnie „dla niektórych”, szkoda, że reżyser nie utrzymał konwencji od początku do końca i nie urozmaicił finałowych scen o wymyślną makabrę. Końcówka filmu, choć intryguje, mogłaby dostarczyć nam zawirowań żołądkowych, zgodnych z wcześniejszymi scenami. Nie wiem czemu Øvredal się na to nie połasił, biorąc pod uwagę jak miejscami kulał trwoniony przez powtarzalność suspens. Żałuję też, że najwyraźniej większość budżetu filmu trafiła na pokazanie autopsji, przez co mara strasząca bohaterów wypada na jej tle kiczowato, sztywno i sztucznie. Sytuacji nie ratują nawet skąpo oświetlone scenografie. Muzyka też nie podnosi mojej oceny filmu. Po seansie zauważyłam, że jedyne co zapamiętałam, to wyżej wspomniane intra szykujące widza do taniego „jumpscare’a” i mające zagrać na jego uczuciach „wzruszające” nuty. Na szczęście tu dramat nie gra głównych skrzypiec i choć każdy bohater posiada skromne, lecz logicznie uzasadnione powody, by zanurzyć się w pracy, nie mówi się o tym zbyt dużo.

autopsjajanedoe4

Nie jest to film, o którym będziecie długo myśleć po napisach końcowych, ale nie jest to też kolejna cegła w murze gatunkowego kiczu. Autopsja Jane Doe czerpie z  formuły kryminału sądowego, fantastyki oraz motywów klasycznych dla horroru, dzięki czemu dostajemy istny remiks tego, co mogliśmy zobaczyć na srebrnym ekranie w ubiegłym roku. Oryginalny pomysł i powolne prowadzenie akcji sprawiają, że mimo przeciętnej, (choć bardziej dynamicznej) końcówki jest to film, koło którego nie warto przechodzić obojętnie. Szczególnie z perspektywy fana kina grozy. 

AUTOR Maja Głogowska

Nastolatka wychowana przez Hollywood. Uwielbia szeroko pojętą popkulturę i sztukę. Jeżeli spotkalibyście się na ulicy pewnie gloryfikowałaby Nintendo i gry ekskluzywne Playstation, a jakbyś poprosił ją o polecenie filmu to zasugerowałaby seans "The Florida Project". Wierny żołnierz batalionu Archie Comics.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Nienawidzę Baśniowa t.1: I żyli długo i burzliwie

Tak się jakoś ciekawie złożyło, że moja przygoda z publikacjami od Non Stop Comics zaczęła …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *