PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / Psychoza – Morderstwo, Ptaki i Syrop Czekoladowy

Psychoza – Morderstwo, Ptaki i Syrop Czekoladowy

Psychoza to nie tylko jeden z najlepszych thrillerów jaki powstał kiedykolwiek, ale i dzieło całkowicie ostateczne. Dopracowane w każdym calu. Stało się matką współczesnych horrorów nakreślając wzorce dla gatunku, jednak dziś, wygodnie siadając na kanapie i odtwarzając film na Netflixie, mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak niezwykły był to projekt.

GRZESZNA MARION

Widz od samego początku ma sympatyzować z Marion, mimo tego, że jest grzeszna. Już w pierwszej scenie widzimy, że złamała jedno z przykazań, później kradnąc czterdzieści tysięcy dolarów łamie kolejne. Zazwyczaj taka kradzież zostałaby przez widza skrytykowana, ale tu Hitchcock celowo wprowadził postać Toma i choć rozmowa z bohaterem jest krótka, dowiadujemy się czegoś ważnego – jest strasznym łajdakiem. Traktuje ją przedmiotowo i przechwala się, że taka „mała sumka” to dla niego nic i nawet, gdyby je zgubił, to nie byłaby duża strata. Obserwując ten kontrast, widzowie mają kibicować Marion, wiemy, że pieniędzy potrzebuje, przez ich brak nie może być z mężczyzną, którego kocha. Hitchcock, katolik i wielki tradycjonalista cicho nam podpowiada, co powinniśmy myśleć. Nasza bohaterka ucieka z pieniędzmi, a gdy w głośnikach wybrzmiewa diabelne Prelude oznaczające w filmie zbliżające się niebezpieczeństwo my cicho w myślach życzymy jej jak najlepiej. W ten, bardzo prosty sposób A.Hitchock zmusił nas do polubienia bohaterki, która przecież kilka scen później ma zginąć.

FASCYNUJĄCY NORMAN BATES

Żadna z rozmów Marion nie jest długa, bo wszyscy traktują ją tak samo, jako obiekt pożądania. Jej kochanek Sam, biznesmen Tom i podejrzliwy policjant, wszyscy oni zwracali uwagę tylko i wyłącznie na jej urodę. Sprawa wygląda inaczej w przypadku Normana Batesa, który od samego początku postrzega ją inaczej, nie jako kobietę, a jako kolejne, trofeum, ofiarę. Bohater na początku rozmowy stwierdza „Je Pani jak ptaszek”, a w późniejszych słowach wspomina o swoim niecodziennym hobby – wypychaniu ptaków. Oczywiście ma nam być go żal. Mieszka z matką, która go nie szanuje, jest bardzo samotny. Tak samotny, że próbuje wykorzystać każdą sekundę jaką spędza z bohaterką jak najlepiej, jednak jest w nim coś niecodziennego, dziwnego. Mimo swojego wieku, mentalnie wciąż jest małym chłopcem. Gdy tylko protagonistka wspomina o szpitalu, do którego Norman mógłby oddać matkę, ten przechodzi w tryb obronny i strzeże jej jak najlepiej potrafi. W późniejszych scenach filmu zauważymy, że on nigdy nie dorósł. Jego pokój, który odwiedzi siostra Marion, przypomina pokój dziecięcy pełen zabawek i pluszaków, jedyną rzeczą, która się w nim wyróżnia są książki, lecz niestety my, widzowie, nie mieliśmy szansy zobaczyć, czego dotyczą. Za to szansę miała bohaterka, jej zdegustowany wyraz twarzy powinien nam dać małą wskazówkę, co w nich znalazła, najprawdopodobniej była to pornografia, może nawet i brutalna. Tak było w powieści o tym samym tytule, tu musimy to sobie dopowiedzieć.

NIECODZIENNE HOBBY

Nie spotkałam się jak dotąd z żadnym innym filmem, w którym metafora jest traktowana tak poważnie. Film rozpoczyna ujęcie widziane z lotu ptaka, a miejsce akcji to miasto Phoenix,  niczym mityczny ptak odradzający się z popiołów. To dopiero przedsmak tego ile nawiązań do naszej protagonistki jako zdobyczy wpakował do filmu Hitchcock. Jak już wcześniej wspominałam, Marion Crane od początku miała być ofiarą Normana. Kolejnym „ptaszkiem” w jego kolekcji, nawet tu nic nie jest przypadkowe. „Ptaszek” to angielskie, slangowe określenie młodej kobiety, a nazwisko bohaterki „Crane” oznacza żurawia, zaś nazwisko „Bates” (czyt: Bejts) w wymowie łudząco przypomina słowo „Bait” (czyt: Bejt), czyli „przynęta”.

Podczas rozmowy mordercy i jego ofiary, w pokoju za biurem, delikatny Norman głaszcze jedno z trofeów, ale, gdy przechodzi w „tryb obronny” i mówi o swojej matce, widzimy dwa ptaki, ofiary rzucające długi cień, kamera skierowana na Normana od dołu ukazuje jego wyższość i siłę. Kilka ujęć później ptak, który wydawał się łagodny i delikatny wskazuje na antagonistę dziobem, jak na swoją ofiarę. Wcześniej niegroźny ptaszek, okazuje się bardzo potężny, zupełnie jak Norman, którego widz poznał jako chłopca, który nigdy nie stał się mężczyzną, a który z ujęcia na ujęcie, wydaje się coraz bardziej potężny. Dziób kolejnego ptaka wskazuje na Marion, smutnie przepowiadając jej rychłą śmierć. Zarówno Norman jak i Marion są ofiarami zagmatwanej psychiki bohatera, on – nie może żyć pełnią życia, nie może być mężczyzną, jest więźniem chorych przyzwyczajeń, a ona… No cóż, musi zostać upolowana, chwilowo zaspokoić potrzeby drapieżnika. Później, Norman zostaje sam w pokoju, a my widzimy, jak spogląda na łagodnego indyka, lecz za nim znajduje się o wiele większa, silniejsza i bardziej przerażająca sowa, morderca chce podjąć wybór… Kim z nich stać się dziś?

Norman obserwuje bohaterkę przez dziurę w ścianie, a obok niej widzi symboliczne obrazki z ptakami i mimo tego, że takie zachowanie degustuje widza, kilka scen później już jesteśmy po jego stronie. Biedny, źle potraktowany przez życie Norman musi uprzątnąć ciało zabitej przez jego „matkę” kobiety i zatopić samochód. Przez kilka sekund, gdy auto grzęźnie w bagnie atmosfera jest tak gęsta, że można ją kroić (de facto) nożem. Muzyka komentuje tę scenę niczym osobny, równoprawny bohater historii, a widz czując niezwykłe, podskórne napięcie modli się w duchu „oby mu się udało”.

TWORZENIE LEGENDY

Nikt nie chciał sponsorować filmu, w którym ginie główna bohaterka, dlatego Hitchcock musiał zapłacić za niego sam. Film był bardzo tani (kosztował jedynie 800 tysięcy dolarów), większość scen zostało nagranych w studiu Universal, a z Hitchockiem pracowała jego „tańsza” drużyna, z którą wcześniej nagrywał serial Alfred Hitchcock Przedstawia, jednak mały budżet nie oznacza, że do filmu się nie przyłożono. Samą scenę morderstwa pod prysznicem kręcono przez siedem dni, a kamera była ustawiana w siedemdziesięciu siedmiu różnych pozycjach. Mimo krótkiego czasu trwania sceny (3 minuty) zdecydowano się na aż 50 (!) cięć! Krzyk bohaterki został nagrany osobno, bo dźwięk wody kapiącej z prysznica był zbyt donośny, a odgłos dźgania nożem został uzyskany przez wbijanie sztyletu w arbuza. Reżyser miał niemały problem z krwią, chciał, żeby była idealna, ale nie mógł znaleźć żadnego dobrego substytutu, który wyglądałby dobrze w biało-czarnym kadrze. W końcu zdecydował się na… Syrop czekoladowy BOSCO. Prawdopodobnie scena miała być kolejną metaforą, próbą zmycia z siebie grzechu, poczucia winy przez bohaterkę.

KRWAWA GENEZA PSYCHOZY

Los nie był łaskawy dla protagonistki filmu, ale jej książkowa wersja przeżyła jeszcze większe katusze. Z powieści o tym samym tytule dowiadujemy się, że bohaterka od zawsze miała w życiu pod górę. Musiała opiekować się małą siostrą, później chorą matką i w wieku 27 lat wciąż nie mogła wyjść za mąż, bo jej ukochanego nie stać ani na utrzymankę, ani na ślub. Ciekawostką jest, że Hitchcock przemianował bohaterkę z „Mary” i „Marion” oraz wyciął ze scenariusza fakt, że utrzymuje czystość do ślubu. W pierwowzorze Norman był opasłym alkoholikiem, lubującym się w pornografii. Robert Bloch zupełnie inaczej opisał też śmierć Mary, której Norman odciął głowę. Być może Hitchock stwierdził, że takie rozwiązanie jest zbyt taśmowe i dlatego w filmowej wersji jej morderstwo jest bardziej śmiałe.

Burzliwa historia, o którą autor pierwowzoru – książki o tym samym tytule – Robert Bloch oparł swoją powieść potrafi wywołać ciarki na plecach. Ed Gein, był wychowywany przez bardzo restrykcyjną, dominującą nad ojcem, wierzącą matkę. Kobieta manipulowała synami, wmawiając im, że kobiety przynoszą tylko grzech. Zarówno Ed jak i jego starszy brat Henry byli bardzo zdystansowani względem społeczeństwa, byli izolowani od świata ponieważ Augusta (matka) uważała, że jest pełen grzechu. Henry w pewnym wieku zaczął się buntować i ją krytykować. 16 maja 1944 nieopodal domu Geinów zapaliły się krzaki, chłopcy rozdzielili się próbując ugasić pożar, Henry się nie znalazł. Ed zgłosił zaginięcie na policji i… zaprowadził ich prosto do ciała brata.

Ciało Henry’ego Gein’a zostało znalezione na kawałku ziemi nietkniętym przez ogień, mimo posiniałej głowy koroner orzekł śmierć przez uduszenie dymem. Prawdopodobnie to było pierwsze morderstwo przestępcy. 13 lat później policja wtargnęła na teren posesji Geina z zarzutami napadu na sklep z narzędziami i porwania Bernice Worden, matki jednego z funkcjonariuszy i właścicielki sklepu. Na miejscu czekał ich makabryczny widok. Wypatrzone, pozbawione głowy i zawieszone pod sufitem ciało. Ostatecznie, udowodniono mu dwa morderstwa, choć policja podejrzewała go o wiele więcej. Podczas przeszukiwania jego farmy dokonano odkrycia, które spędza sen z powiek. Miski z ludzkich czaszek, abażury lamp zrobione z ludzkiej skóry, maski wykonane ze skóry zdartej z twarzy i wiele, wiele więcej. Zbrodnie Geina permanentnie odcisnęły swoje piętno na popkulturze, mordy zainspirowały między innymi American Horror Story: Asylum, Milczenie Owiec, Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną i Dom Tysiąca Trupów.

To nie koniec strasznych wydarzeń związanych z filmem. Dublerka ciała Janet Leigh, grająca w legendarnej prysznicowej scenie, została zamordowana i zgwałcona przez fanatyka dzieła Hitchcocka.

DZIEŁO OSTATECZNE

Nawet dziś, 57 lat po premierze Psychozy jej reklama i dystrybucja budzi niemały respekt. Reklama z komentarzem samego reżysera, szeroki wachlarz artykułów w prasie, hasło „Nie pozwolimy Ci…” i nagrane przeprosiny reżysera puszczane przed kinem w razie długich kolejek sprawiły, że Psychoza zarobiła aż 40 milionów dolarów (przy budżecie 800 tysięcy!), bijąc rekord studia Paramount.

„Nie pozwolimy Ci na oszukiwanie samego siebie. Musisz obejrzeć Psychozę od samego początku. Nie oczekuj, że zostaniesz wpuszczony do kina po rozpoczęciu seansu. Mówimy nikt- i mamy na myśli NIKT- nawet brat menadżera, Prezydent Stanów Zjednoczonych, czy nawet sama Królowa Anglii (Niech Bóg ją błogosławi)”

Ciekawy pomysł na opowiadanie historii, przywiązanie dużej wagi do detali, podskórne napięcie towarzyszące widzowi przez cały seans, praca kamery będąca osobnym „bohaterem” filmu, muzyka i wielka odwaga reżysera sprawiły, że film przeszedł do historii jako matka gatunku. Mimo trzech kontynuacji, całkiem udanego serialu, reebocie (o którym nie rozmawiajmy- najlepiej nigdy!) i filmowi telewizyjnemu nikomu nie udało się przeskoczyć ponad bardzo wysoko zawieszoną przez Hitchocka poprzeczkę. We All Go a Little Mad Sometimes!

AUTOR Maja Głogowska

Nastoletnia fanka popkultury. Mieszka gdzieś na granicy Twin Peaks i Riverdale. Od najmłodszych lat kocha najnowsze technologie, gry komputerowe (a raczej konsolowe, bo PC'towcem nigdy nie była), dobrą lekturę i kino, w którym prawie mieszka. W tym momencie zawieszona gdzieś między nauką, zwiedzaniem Hyrule i męczeniem się z horrorami w wersji VR.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[CYKL] Komiksowe Adaptacje Gier – Hellgate London

Hellgate: London to jedna z tych elektronicznych zabawek, których premiera – z racji na kilka …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *