PANTEON / BIOSY / EVENTY / OPISY / [CYKL] W Sieci Ambicji, Czyli Komiksowe Adaptacje Filmów Sama Raimiego Cz. 2

[CYKL] W Sieci Ambicji, Czyli Komiksowe Adaptacje Filmów Sama Raimiego Cz. 2

Praca Sama Raimiego od dawna naznaczona jest komiksową, a nawet więcej, superbohaterską stylistyką. Mimo usilnych dążeń do przejęcia sterów kinowej adaptacji The Shadow, Sam nie jest w stanie dopełnić formalności związanych z prawnym zabezpieczeniem projektu. Postanawia stworzyć własnego superherosa. W sierpniu 1990 roku na świat przychodzi Darkman. Kapitalna rola główna Liama Neesona, muzyka Dannyego Elfmana i sugestywny, mroczny klimat chwyciły obandażowaną prawicą serca zakochanych w komiksach kinomanów. „Człowiek Ciemności” doczekał się trzech części (choć tylko pierwszą wyreżyserował Raimi). Mimo iż Darkmanem reżyser bezsprzecznie dowiódł swej sprawności, w przekładaniu komiksowych idei na celuloidową taśmę, bitwa o prawo do szefowania trzeciej części filmowego Batmana, skończyła się zwycięstwem Joela Schumachera. Dziś wiemy, że był to początek druzgocącego, kinematograficznego koszmaru, ale stop, tymi wątkami zajmiemy się w kolejnych odsłonach cyklu. Dziś wybiegnę trochę w przyszłość. Powiem, co nieco o komiksowym filmie Raimiego, powstałym w oparciu o oficjalną licencję.

Darkman

Tak, tak, chodzi o Spektakularnego Spider-mana, a konkretnie o pierwszą, wysokobudżetową część oraz jej… adaptację rysunkową. Pomówimy więc, o KOMIKSIE zmienionym w FILM… a później ponownie przewałkowanym na karty LITERATURY OBRAZKOWEJ. Ryzykowna konstrukcja to prawda, ale usprawiedliwiona mechanizmami rynkowymi, bowiem kto jest najbardziej oczywistym konsumentem przygód Spider-mana? Oczywiście publika zaznajomiona z marvelowskim pierwowzorem. Taki komiks jest wielce przydatnym gadgetem, nie tylko promuje film przed wkroczeniem na duże ekrany, ale okazuje się również poręczny w czasie premiery nośników „domowych”. Jego zminiaturyzowaną wersję można umieścić, jako prezent dodany do ekskluzywnych wydań DVD i BR. Z jakością i treścią takich dodatków bywa różnie, raz są to szczegółowo przepisane z ekranu sceny, niepodlegające modyfikacjom względem „ruchomego” odpowiednika, kiedy indziej zaś przybierają postać prologu, bądź kontynuacji wydarzeń filmowych. W przypadku człowieka-pająka zachodzi to pierwsze zjawisko.

Początek 21 wieku przyniósł Raimiemu upragnioną licencję na komiksowego bohatera. I to bohatera nie byle jakiego, bowiem Spidey jest jedną z najpopularniejszych postaci uniwersum Marvela. Z błogosławieństwem ojca wydawnictwa – Stana Lee, reżyser podwija rękawy i zabiera się za trudny projekt. Komiksowy półświatek huczy od spekulacji na temat przeciwnika „Pająka” i techniki, jaką należałoby przedstawić specyficzne moce herosa. Premiera (maj 2002) ucina wszelkie domysły. Film przedziera się przez box office z siłą opancerzonego Juggernauta. Finałowe dochody ze światowej dystrybucji przekraczają 800 milionów zielonych niczym maska Goblina, amerykańskich dolarów.

Spider-Man

Ciężko krytykować ideę, której już wstępne założenia są intencyjnie niedorzeczne. „Nastolatek przez ugryzienie radioaktywnego owada, wyposażony w szeroką gamę super-mocy, zostaje zamaskowanym obrońcą sprawiedliwości” – brzmi śmiesznie? Jasne że tak. Jednak w tym przypadku podobna koncepcja odniosła komercyjny sukces. Prawdopodobnie tak wielką popularność tytuł ten zawdzięcza odejściu od standardowego superbohaterskiego patosu, na rzecz dowcipnych punchlineów i sympatycznego, nieskąpanego w mroku, bohatera. Jakby nie było, Pająk stał się marvelowskim asem. Oczywiście, zagranie tej karty w przemyśle kinowym, również dało spodziewane skutki. Gwiazdą filmu został aktor Tobey Maguire, zaś rolę arcywroga Spidera, Normana Osborna (Green Goblina) zgodził się zagrać zjawiskowy aktor Willem Dafoe.

W tym miejscu muszę was poczęstować krótką, subiektywną oceną tej produkcji. Maguire, jako Peter Parker, jest bardzo mało przekonujący. Z wielkim zaangażowaniem gra fajtłapę, niestety kiedy na jego twarzy gości wyraz stanowczości czy wysiłku, wciąż widzę potykającego się o własne stopy ciamajdę. Ciężko zaakceptować Tobeyego, jako superbohatera. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to pierwszy epizod przygód Pająka, opowiadający o jego powstaniu, można taki szczegół wybaczyć. Niestety pojawienie się nemezis herosa – Zielonego Goblina, przyprawia o szloch zawodu. Sztywny kostium sprawia wrażenie akcesorium, żywcem wyrwanego z uniwersum Power Rangers i potwornie ogranicza możliwości pełnego wykorzystania talentu Dafoe. Aktorzy drugoplanowi (może poza Kirsten Dunst grającą Mary Jane) dobrani są w zgodzie z komiksowymi pierwowzorami i sprawdzają się przyzwoicie. Fabuła dokładnie odtwarza origin Spider-mana – od feralnego ugryzienia przez niedużego pająka, po fatalną w skutkach walkę z Green Goblinem. Występują oczywiście pewne odstępstwa od oryginalnej historii, np. sieć, która w komiksach jest wynalazkiem Petera, w filmie wytwarza ją jego organizm.

Spider-Man Oficjalna Adaptacja Filmu

Komiks to po prostu film wmaglowany w papierowe strony, seria migawek, fragmentarycznie wklepanych w dynamicznie ułożone kadry. Nie ma tu ani rozwinięcia psychologii postaci, ani monologów, odsłaniających przed nami pragnienia i fobie herosa. Starania rysownika, by mieszkańcy komiksu przypominali występujących w filmie aktorów są zauważalne, ale nie satysfakcjonujące. Kreska Alana Davisa jest uproszczona, choć dość staranna. Wiem, że nie brzmi to zachęcająco, lecz… co zaskakujące, komiks czyta się całkiem fajnie. Wygląda na ulotkę towarzysząca promocji, ale Stan Lee postarał się by nie nudził nawet osób, które już film widziały. Akcja jest wartka, kreska ładna a historia odpowiednio krótka. Spider-Man Oficjalna Adaptacja Filmu trafił również na polski rynek. Komiks wydała firma Fun Media (wcześniej znana jako TM-Semic), właśnie tę edycję czytałem przed napisaniem tekstu. Ździebko obszerniejsze wydanie zeszytowe nawet po wielu latach od premiery trzyma się bardzo solidnie, strony się nie sypią, druk pozostaje wyraźny. Brawa dla polskiego wydawcy.

Niewiele więcej można o tej pozycji powiedzieć. Na pewno nie jest to mentalna kąpiel w retorycznym karmelu… ale skłamałbym również gdybym stwierdził, że zakupu żałuję. Fajna, choć mocno uproszczona rozrywka. Polecam znudzonym (lub nadmiernie ciekawskim) miłośnikom super-herosów.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Lepsi wrogowie Spider-Mana

Być może największa magia uniwersum Marvela leży w tym, że dzięki gigantycznym rozmiarom, które osiągnęło …

KOMENTARZ

  1. Spider-Man Raimiego to wg mnie zdecydowanie najlepsza wersja kinowa tej postaci. Raimi najlepiej czuł tego herosa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *