PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / GRY / [FELIETON] Prawie Jak Superhero – Assassin’s Creed

[FELIETON] Prawie Jak Superhero – Assassin’s Creed

Gra powstała na kanwie wydarzeń historycznych. Jest to dzieło fikcji, zaprojektowane, opracowane i stworzone przez wielokulturowy zespół, wyznający różne wierzenia i religie”. Tą formułkę jest w stanie wyrecytować każdy fan serii, nawet jeśli się go obudzi w środku nocy. Asasyni to zakon, ale nie taki, gdzie marnuje się czas na modlitwy i kontemplację. Tam szkoli się zabójców, którzy dbają o utrzymanie w świecie pokoju i wolności. Uważają, że granice są tylko sztucznymi tworami, a każdy człowiek jest równy,  więc można ich odebrać jako kosmopolitycznych „lewackich” bojówkarzy. Nie jest to przypadkowe przyrównanie, gdyż z zakonem solidaryzowało się wiele osób, które można przypisać lewej stronie politycznej. Asasyni swego czasu nawet solidaryzowali z Leninem.

Oczywiście jak to zwykle bywa, Ci „dobrzy” muszą mieć wrogów, a są nimi Templariusze, którzy uważają, że ludzi można uszczęśliwić tylko w jeden sposób – zniewolić ich i sprawować nad nimi kontrolę, oczywiście tak by nie byli tego świadomi, wierząc że są wolni. Do uzyskania wpływu używają nie tylko siły, ale także szerokiego spektrum narzędzi do wywierania wpływów, począwszy od religii, poprzez lobbowanie czy szantaże. Jest to więc przeciwna koncepcja, oparta na hierarchiczności i prostej darwinowskiej zasadzie, że wygrywa najsilniejszy. To od razu zalatuje bardziej liberalną prawicą. Podobnie jak w polityce, oba obozy nie są do końca przedstawione jako dobre lub złe, lecz balansują na poziomie szarości.

Wyznawcy obu frakcji są przekonani, że działają dla większego, ogólnie pojętego dobra. Zdarzyć się więc może, że podczas gry przyznamy rację właśnie Templariuszom. Jeśli ktoś jest zwolennikiem teorii spiskowych, to nie tylko dobrze odnajdzie się w grze, ale również może znaleźć podobieństwa Asasynów do Masonów, czy Templariuszy do Illuminatów. Omawiane zakony nie są do końca dziełem fikcji, są to prawdziwe organizacje, o fascynującej historii. Motto asasynów (również w realnym świecie) brzmi „Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone” i odnosząc się do niego, każdego z Was zachęcałbym do dogłębniejszych badań, często kontrowersyjnych motywów. Dlatego na początku tekstu zacytowałem formułkę, pojawiająca się przy wczytywaniu gry, która wskazuje, że złamany zostanie niejeden twardy dogmat. Tytuł może urazić wiele konserwatywnych grup, a gorliwi fanatycy religijni będą widzieli w nim szatański instrument demoralizujący młodzież. Denerwować się może nawet Green Peace,  gdyż polowanie na wieloryby jest zjawiskiem skrajnie niepoprawnym ekologicznie.

Historia jest dla fabuły jedynym ograniczeniem – sprawia, że uniwersum jest naprawdę szerokie i może się wpisać w dowolne miejsce, w dowolnym okresie. Główna walka dzieje się we… współczesności. A to niespodzianka. Fani karmieni obrazkami z poprzednich epok mogą przeżyć szok, ale to właśnie nasze czasy są głównym polem bitwy. Templariuszy nie przypadkowo porównałem do prawicowych działaczy – są oni rozsiani po świecie i zajmują wysokie stanowiska w rządzie i korporacjach, co pozwala im sterować polityką tego świata. Abstergo jest gigantyczną machiną biznesową,  założoną przez wpływowych Templariuszy. To tam znajdują się wielkie umysły tego świata, które na zlecenie swoich szefów tworzą wynalazek, dzięki któremu możliwe stanie się znalezienie prastarych artefaktów, umożliwiających kontrolowanie ludzi. Tak postał Animus, urządzenie służące do odczytywania wspomnień naszych przodków. Są one wydobywane z naszego DNA i renderowane w trójwymiarowym środowisku. Skoro posiadamy już urządzenie, to potrzebny jest jeszcze odpowiedni obiekt, a o tych ciężko w dzisiejszych czasach, bo asasyni skutecznie się ukrywają poza zasięgiem radarów. Mimo to udaje im się znaleźć i uprowadzić kilka jednostek, lecz badania na nich nie przynoszą odpowiedzi. Tak było dopóki nie namierzono Desmonda Milesa, barmana w jednej z nowojorskich knajp. I to właśnie z jego perspektywy oglądamy wydarzenia.
Trzeba przyznać, że pomysł jest doskonały. W skutek użycia maszyny, poczynania skrytobójcy możemy odbierać jako „grę w grze”. Łatwo wtedy wytłumaczyć różne wskaźniki, paski, czy nawet encyklopedię. Mało tego, działaniem maszyny można rozwiązać problemy bariery językowej, bo przecież nic byśmy nie zrozumieli gdyby bohater mówił w swoim rdzennym języku. Sprawdźmy zatem co takiego odczytywał Animus w kolejnych odsłonach.

ALTAIR I TRYLOGIA EZIO

Pierwsza część tego tasiemca planowana była jako… spin-off Prince of Persia. Na szczęście dla nas seria rozwinęła się oddzielnie. W momencie pojawienia się nowej generacji konsol zazwyczaj jesteśmy raczeni nowymi markami, po które wtedy częściej sięgają gracze. Moment na start był idealny. Do tego świetna producentka i wizjonerka – Jade Raymond, obok jej uroku trudno było przejść obojętnie. Swoją osobą promowała serię w nietypowy sposób – jej urokiem zwodzeni byli dziennikarze. I tak dostaliśmy produkt, którego popularność przerosła trochę twórców.
Pierwsza część przenosi nas w czasy wypraw krzyżowych. Wcielamy się w Altaira, młodego, zdolnego i dobrze prosperującego asasyna, który jednak zawala akcję i ledwo uchodzi z życiem z rąk templariuszy. Takiego szczęścia nie mają jego towarzysze. Altair stracił dobre imię i może je odzyskać tylko poprzez wytępienie jednostek wrogiego zakonu z terenu Ziemi Świętej i namierzenie kto stoi na czele przeciwników. Akcja gry dzieje się w trzech miastach: Akce, Damaszku i Jerozolimie. Przemieszczamy się między nimi oraz Masjafem, gdzie znajduje się główna siedziba Asasynów. Już na początku istnienia seria dorobiła się charakterystycznych wizytówek jak mieszanie się w tłum ludzi, czy „skok wiary”, oraz słynne ukryte ostrza. Niestety, części pierwszej wiele można zarzucić. Co z tego, że fajnie odwzorowano miasta jak nie można wchodzić do budynków. Wspinanie bywa toporne, a walka męcząca. Wady te poprawiono w drugiej części, która dla wielu jest najlepszą grą w historii i z pewnością wynagradza przemęczenie się z jedynką.

Czasem powstaje sequel i jest on tak dobry, że przyćmiewa nie tylko swego poprzednika, ale wszystko wokół. Assassin’s Creed II to dzieło geniuszu, na co złożyło się wiele elementów. Pierwszy i najważniejszy to bardzo dobre odwzorowanie epoki, oraz skupienie się na detalach historycznych. Czasy renesansu nie mogły być lepiej zaadoptowane. Gra to wielkie, otwarte włoskie miasta jak Florencja, Toskania, czy Wenecja, które wręcz emanują kulturą wysoką charakterystyczną dla tamtego okresu. Mamy nie tylko świetnie odtworzoną architekturę, która wspomagana jest przez encyklopedię Animusa przybliżającą nam ciekawostki na temat budynków, czy napotykanych, często autentycznych postaci, ale również możemy podziwiać prawdziwe dzieła sztuki, które albo kupujemy w sklepach i przyozdabiamy nimi naszą rezydencję, albo napawamy się ich widokiem we wnętrzach różnych obiektów, które plądrujemy w misjach platformowych nasuwających skojarzenia z Prince of Persia. Do tego przygoda krzyżuje nas z takimi postaciami jak Leonardo da Vinci, Nicolo Macciaveli, czy Katarina Sforza.

Drugim ważnym elementem, który wybija grę na wyżyny jest świetnie napisana historia głównego bohatera – Ezio Auditore (podobno jego imienia nie się odmienia). Poznajemy go od samych narodzin, przez co jego życie staje się dla nas jeszcze bliższe. Florencja kojarzy się z rodami Medyceuszy i Pazzich, którzy toczą ze sobą brutalne i krwawe spory o wpływy. Oczywiste, że ród Auditore jest wierny proasasyńskim Medyceuszom, a templariusze to konkurencyjna familia. Ezio toczy niesforne i hulaszcze życie, nie zdając sobie sprawy kim tak naprawdę jest jego ojciec i jaką ma sekretną tożsamość. Giovani Auditore wpada na trop wielkiego spisku Templariuszy, co kończy się źle dla niego i jego rodziny. Ezio zdołał uciec z zasadzki, lecz nie mógł powstrzymać najgorszego. To czego nie zdążył zrobić ojciec spadło na barki wujka Mario, który przygotowuje świeżo upieczonego asasyna do zemsty i oczywiście do podążania ścieżką wytyczoną przez credo.

Duży nacisk położono na zadania poboczne. Przede wszystkim związane z ekonomią miasta, w którym zdobywamy wpływy poprzez wykupywanie punktów działalności gospodarczej, co powiększa nam regularne przychody, czy wykonując zadania danych gildii. Są też misje które wspomagają nasze doświadczenie, jak np. zbieranie kart kodeksu, na podstawie których Leonardo opracowuje nam zmyślne wynalazki. Jednak najbardziej istotnym elementem pobocznym są symbole zwane „Prawdą”. Pozostawił je w Animusie poprzednik Desmonda – tajemniczy obiekt 16. Odkryte znaki zawierają ciekawe łamigłówki, nasączone historycznymi powiązaniami asasynów. To wszystko zostało oprawione w pobudzającą nawet najgłębiej ukrytą wrażliwość, muzykę Jespera Kyda. Melodia rozbrzmiewająca podczas zwykłych spacerów w grze już sprawia, że można się rozmarzyć, a bardziej dynamiczne nuty oprawione delikatnym żeńskim chórkiem podnoszą poziom doniosłości niesamowicie wysoko. Utwory zawierają szczyptę ambientu wzbogaconą przez niesamowitą epickość. Dzięki warstwie muzycznej renesansowy klimat może się charakteryzować tą magią powagi, rozwoju i sztuki.

Również Desmond nie próżnuje. Z małą pomocą ucieka z Abstergo i dołącza do ekipy współczesnych niedobitków zakonu zabójców, która w wynajętym magazynie pomaga przebrnąć mu przez wspomnienia. Jego poprzednicy nie znieśli dobrze długotrwałego przebywania w animusie, skończyło się to dla nich śmiercią lub szaleństwem. Desmond również zaczyna odczuwać coraz boleśniej wpływ maszyny. Pojawiają się jednak pozytywne skutki wyciągania wspomnień, co objawia się przez nabywanie umiejętności przodków. Nazwano to efektem krwi.
Doświadczenie jakie dała ta część jest niedopisania. Starałem się to jak najlepiej przelać na znaki alfabetu, ale to chyba za mało. Przez cały czas jesteśmy trzymani w napięciu, a sama końcówka… Spokojnie, spoiler alert nie będzie potrzebny. Powiem tylko, że okazało się, że konspiracja z jaką muszą się zmierzyć asasyni jest większa i starsza niż ktokolwiek mógłby przypuszczać i rozbudziła ona wielkie oczekiwania co do przyszłości serii. Szokujące zakończenie sprawiło, że polały się łzy radości, ślina ciekła strumieniami, a szczęki trzeba było zbierać z podłogi.

Brotherhood było wyczekiwane przez graczy z wyciągniętym jęzorem. Naturalnie jest to kontynuacja przygód Ezio, a nie pełnowartościowa trzecia część. Popularność bohatera z Florencji mogłaby zaszkodzić przeniesieniu miejsca akcji i gracze z pewnością by nie wybaczyli gdyby nie kontynuowano powieści w okresie renesansu. Fabuła opierała się na starciu z rodem Borgiów. Tych niegodziwców. Opowiadał o nich serial Rodzina Borgiów i są świetnym materiałem do wykorzystania, bo niezłe z nich ziółka. Patologiczny papież i watykańskie orgie świetnie się sprzedały. Nie okazało się to co prawda tak mocnym materiałem jak u poprzednika, ale wystarczyło. Ogromny Rzym pełen zabytkowych obiektów historycznych jak Koloseum, czy Panteon (!) cieszył oko gracza. Szczególnie fajne były wycieczki do Watykanu. I właśnie szkarłatni kardynałowie stali się wizytówką tej części. Jeśli chodzi o rozgrywkę, to zmian było niewiele. Najważniejszą nowością był system sterowania bractwem asasynów, których mogliśmy wysyłać na misje dające doświadczenie i przywołać do pomocy w razie potrzeby. Dodatkowym smaczkiem dla nas, Polaków, może być darmowe DLC z postacią Mikołaja Kopernika (PS3 only). Gra się podobała, lecz nie dawała niczego czego byśmy nie znali, a nawet można było odnieść wrażenie, że ogrom oczekiwań ją przytłoczył. Ciekawy cliff-hanger zaserwował nam wątek w teraźniejszości i jak zwykle czekaliśmy z wielkim hypem na następną część.

Zakończenie trylogii nazwano Revelations. Fani czekali na tę odsłonę jak na objawienie. Nastrojowy trailer, gdzie w pełnym akcji widowisku zaserwowano nam utwór Woodkida – Iron, który to nakręcał hype do kosmicznego wręcz poziomu. Chcieliśmy godnego pożegnania Ezio i dostaliśmy to. Fabuła mogła się podobać. Altair ukrył w siedzibie Asasynów w Masjafie tajemniczą bibliotekę, do której również próbują dostać się Templariusze. Drzwi niestety nie da się sforsować siłą i trzeba odnaleźć tajemnicze klucze, które zostały ukryte przez Nicolo Polo w Konstantynopolu. To w tym mieście, które łączy Europę z Azją i miesza się wiele kultur dzieje się akcja tej opowieści. Ta odsłona jest bliższa drugiej części, choć umiejętnie łączy wszystkie elementy wypracowane przez serię. Mamy znowu genialną muzykę Jespera Kyda, która niesamowicie buduje nastrój. Miasto pełne historycznych budowli po raz kolejny cieszyło oczy, choć Wieża Galata, czy Haga Sophia mogą się wydać mniej ciekawymi obiektami niż te włoskie. A co najważniejsze, Ezio nawiązuje nowe znajomości z lokalnym oddziałem asasynów oraz politykami, a takie budowanie więzi fajnie rozwija elementy fabularne, czyniąc postać bardziej ludzką. Pojawia się nawet poważny wątek miłosny! Trafiamy też do wspomnień Altaira, które uzupełniają nam wiedzę o jego życiu przedstawioną w licznych odsłonach. Również Desmond musi się zmierzyć ze swoją przeszłością. Elementy rozgrywki niewiele się zmieniły, ale pojawił się fajny motyw – gra tower defence polegająca na obronie kryjówek asasynów. Osobiście mi się to bardzo podobało, ale przez fanów nie zostało to przyjęte z entuzjazmem. Była to już czwarta część serii, która opierała się na podobnych schematach. Fani zamiast docenić godne zakończenie trylogii to narzekali na wtórność. Markę miała uratować kolejna odsłona, która oferować miała nam nie tylko nową epokę, ale także spore zmiany w rozgrywce.

ERA AMERYKAŃSKA

Pełnowartościowa „trójka” była zapowiadana na rewolucję poprzez… rewolucję amerykańską. Pierwsze co może zwracać uwagę, to fakt że jest to kompletnie inny okres od pozostałych. Przecież o to chodziło, prawda? Trailery z Indianinem odzianym w asasyńskie motywy pobudzały hype. Popularny w tym czasie utwór Radioactive został wykorzystany przy promocji i pasował do tej roli idealnie. W Polsce pojawiła się nawet reklama podczas rozpoczęcia Euro 2012, a więc w bardzo drogim bloku reklamowym. Ta część wiele znaczyła dla Ubisoftu.

Problem w tym, że z nadmiaru zmian gra zupełnie straciła tożsamość. Dostaliśmy Indian, otwarte, wielkie połacie przyrody, z rozbudowanym systemem skakania po drzewach, polowaniami na zwierzęta… Tak. Wciąż mówimy o Asasynie, a nie kolejnej części Far Cry. Gra straciła przede wszystkim coś co pokochali fani w poprzednich częściach – klimatyczne miasto. Co z tego, że mamy Nowy York, w tamtych czasach to była dziura zupełnie nie przypominająca tego co znamy obecnie. podobnie jak Boston. Nie można było mówić o żadnej wirtualnej turystyce, bo nie było czego zwiedzać. Dobrze nakreślono tło historyczne (w końcu seria z tego słynie). Braliśmy udział w wielu ważnych wydarzeniach jak podpisanie konstytucji, czy wyrzucanie herbaty w Bostonie. Poznaliśmy samego Georga Waszyngtona, o którym wzmianki pojawiały się już w poprzednich odsłonach.

Główny bohater był jakiś sztywny… Podobnie jak Ezio poznaliśmy go od narodzin, ale trudno nam było się z nim utożsamić. Jego prawdziwego imienia nawet nie sposób zapamiętać, więc nazwano go Connor. I co zaskakujące – ciekawszą postacią od niego był… jego ojciec. Gra miała też plusy (chyba nie myśleliście, że nie). Pierwszy raz w serii wprowadzono możliwość pływania statkami i bitwy morskie. Był to niezwykle ciekawy element, który odrobinę wynagradzał nam inne niedociągnięcia.
Desmond również się nie popisał. Akcja osadzona w „realu” to nie tylko okolice Animusa, ale również misje w różnych częściach świata. Niestety, są one zrobione bez polotu i rozbudzają wątpliwość czy warto zrobić kiedyś odsłonę w obecnych czasach. Gry dzieli się na dwa sposoby, według okresów. Popularniejszy to ten dzielący wydarzenia w Europie od tych w Ameryce, ale gdyby zastosować podział z punktu widzenia Desmonda, to ta odsłona nie zaczynała by nowego okresu, ale kończyła by pewien rozdział. Sprawa, w którą był zamieszany nasz dawca wspomnień wreszcie znalazła swój finał. Pora odwiesić toporek.

Jak już wspomniałem, w „trójeczce” największym plusem okazały się bitwy morskie. Ten element warto było pociągnąć dalej, a czwarta część z dopiskiem Black Flag zapewniła nowy poziom doznań. Emocje wykrzesano dzięki zmianie środowiska na pirackie. Motywy morskich rabusiów w ciągu ostatnich lat stały się niezwykle popularne za sprawą Piratów z Karaibów. A jakość jaką cechują się gry o asasynach przelano w środowisko korsarzy co z miejsca daje nam najlepszą grę o piratach jaka powstała.

Akcja tytułu dzieje się przed wydarzeniami z „trójki”. Konkretnie wcielamy się w dziadka Connora – Edwarda Kenwaya. Haytham już był niezłym draniem, ale jego ojciec jest jeszcze gorszy. To wzruszająca historia łobuza, który uwiódł bogatą pannę. Chcąc zapewnić jej dobrobyt oraz mieć pretekst do hulańczego, niczym nie skrępowanego życia, postanawia zostać piratem. Oczywiście nie wychodzi na tym dobrze, a na dodatek jego załoga nieumyślnie zaatakowała okręt asasynów w czasie sztormu… Z opresji wyszedł tylko on i pewien skrytobójca, który pochwalił mu się, że musi dostarczyć przesyłkę do gubernatora, za którą dostanie niezłe wynagrodzenie… Edward zwietrzył interes i zajął jego miejsce. To tylko początek fabuły, która nieźle już się pokomplikowała, a później robi się jeszcze ciekawiej.

Równie ciekawie jest w realu. Seria wreszcie postanowiła uporządkować swoją tasiemcowość. Tym samym staliśmy się pracownikiem Abstergo Entertainment, nowym oddziałem korporacji, zajmującym się rozrywką opartą na wspomnieniach przodków. Siedziba kolosa obfituje w smaczki, które wyłapie każdy fan. Największym szokiem mogła się okazać współpraca złej korporacji z firmą… – czwarta ściana została zburzona. „Trójka” pozostawiła nas z mocnym zakończeniem – ten wątek też został pociągnięty. Po ujawnieniu, że „czwórka” będzie zahaczać o pirackie klimaty, fani niezadowoleni z poprzedniczki znowu psioczyli na okres niepasujący do idei asasynów. Okazało się, że scenarzyści stanęli na wysokości zadania i nie popełnili błędu z poprzedniej części.

CO DALEJ?

Pazerne Ubi wie jaką markę trzyma w swoich łapach i w związku z tym w 2014 roku dostaniemy aż dwie duże odsłony! Ktoś protestuje? Owszem, głosy krytyki są ogromne, ale prawdziwi fani łykają ten ruch. Czekanie rok na nową część jest bolesnym doświadczeniem, a tutaj francuska firma zrobiła dobrze właścicielom zarówno nowych jak i starych maszynek. Assassin’s Creed: Rogue to pomost między „czwórką”, a „trójką”. Fabularnie gra będzie opowiadać o pewnym członku bractwa, który uznał, że towarzysze go zdradzili i przeszedł na stronę Templariuszy. Role się odwróciły i tym razem będziemy wybijać asasynów jak robaki, a nie odwrotnie. Tłumaczy to dlaczego w „trójce” bractwo właściwie nie istniało. Gra wyjdzie na stare konsole.

Daniem głównym ma być jednak Assassin’s Creed: Unity. Ten tytuł oprócz oczywiście postępu graficznego, zaoferuje nam także szczególne tło historyczne – czasy rewolucji francuskiej. Pierwsze zwiastuny pokazują nam, że Ubi chce zrobić godnego następcę „dwójki” i prawdopodobnie im się to uda. Do trailerów podłożono artystyczne kawałki Lorde czy Woodkida (dobrze znanego już z czasów Revelations), co tylko potwierdza, że celuje się w wymagających fanów serii. Udostępnione gameplaye pokazują miasto pełne ludzi. Według zapewnień jednocześnie ma się przewijać nawet 13000 ludzi jednocześnie. Architektura Paryża to również mocny atut. Katedra Notre Dame ma być symbolem miasta, pełnić podobną rolę co kościół Santa Maria del Fiore we Florencji. Tym razem jednak budynek będzie w skali 1:1, a więc nie trzeba stosować kompromisów jak przy poprzednich częściach. Zwiedzimy też jego wnętrze, czyli powraca historyczne uniesienie jakie zapewniały nam dzieła sztuki i architektoniczne detale zdobiące świątynie. Wejść będziemy mogli do sporej liczby budynków, a nawet penetrować mroczny symbol Paryża – katakumby.

A najważniejsze to przecież historia, a ta będzie zawiła i niezwykle ciekawa. Główny bohater Arno zostaje adoptowany przez mistrza Templariuszy, który odpowiada za śmierć jego ojca. Chłopak jednak wchodzi na właściwą ścieżkę i dołącza do bractwa zabójców. Jednak jego przybrana siostra, nie zamierza zmieniać stron. Arno zdaje się czuć do niej coś więcej… Coś mi się zdaje, że Ezio znalazł godnego następce. Do tego co-operacja dla 4 graczy, wpleciona w fabułę, ma zastąpić tradycyjny multiplayer. Według mnie Europa to idealne miejsce na osadzenie akcji gier z serii, bo pozwala to lepiej wykrzesać emocje i napięcie charakterystyczne, np. powieściom Dona Browna. Zapowiada się kolejna wielka część.

GRY TO NIE WSZYSTKO

ODSŁONY NA KONSOLE PRZENOŚNE

Altair nie mógł narzekać, jego historię kontynuowano w Assassin’s Creed: Altair Chronicles na DS’a, ale to wydane na PSP Assassin’s Creed: Bloodlines miało ważne znaczenie fabularne związane z żoną Altaira – Marią. W dwójce mieliśmy parę zniszczonych wspomnień, ale lata których nie poznaliśmy na dużej konsoli przemierzyliśmy w Assassin’s Creed: Discovery. Gra zawierała ciekawą fabułę osadzoną w Hiszpanii w okresie Krzysztofa Kolumba. Fani oczywiście woleliby żeby taka historia nie marnowała się w jakieś platformówce 2,5D. Assassin’s Creed III: Liberation na Vicie przypominało grę z dużych konsol. Ten spin-off przygód Connora, podobnie jak inne przenośne części, nie posiadał historii w teraźniejszości. Zostało to wytłumaczone w czwartej odsłonie jako produkt Abstergo Entertainment.

GRY NA KOMÓRKI I APLIKACJE

Na telefony jest tego sporo. Są to albo adaptacje 2D, albo proste zapchajdziury. Nic z tego nie jest kanoniczne, więc można w to grać najwyżej w autobusie i tramwaju żeby podtrzymać hype w podróży. Ciekawa była za to gra na Facebooku Assassin’s Creed: Project Legacy. Zaliczając fabułę można było odblokować przedmioty w grze Assassin’s Creed: Brotherhood. Co prawda wersje konsolowe w Polsce nie obsługiwały tej zabawy, ale wszystkie przedmioty były już na wyposażeniu. Obecnie aplikacja ta została usunięta.

Podobny motyw co Project Legacy oferowała strona AC: Initaties, gdzie fani odświeżali ją często i gęsto szukając jakiś wskazówek zostawionych przez firmę i rozwiązywali zagadki na temat serii. Jedyną pożyteczną aplikacją jest ta współpracująca z grą Assassin’s Creed IV, tzw. Companion. Pozwala ona wyświetlać mapę na drugim ekranie (smartfona lub tabletu). Można na niej też obsługiwać część gry związaną z zarządzaniem flotą, która pozwala zdobyć pieniądze, przedmioty i ulepszenia. Można grać w nią w dowolnym momencie, a gdy uruchomimy konsolę to postępy zostaną zsynchronizowane. Najnowsza część również ma dostać swoją Companion.

KOMIKSY

Dotychczas ukazały się dwie serie komiksów. Pierwsza z nich jest luźno związana z wydarzeniami z początkowych części gier. Desmond, Aqulilus, Accipter, Hawk i El Cakr wprowadzają co prawda nowych, nieznanych wcześniej zabójców, ale co z tego skoro są niekanoniczne! Aż trudno uwierzyć, że Ubi nie zadbało oto spójność swojego świata. Niestety, wydarzeń z tych komiksów nie da rady powiązać z grami, zbyt wiele elementów jest niezgodnych, choć i pojawiły się w grze Assassin’s Creed: Brotherhood umizgi do tych historii. Wątek związany z członkami bractwa ze starożytnego Rzymu czy Egiptu, niekiedy nawet traktuje się jednak tak jakby był częścią uniwersum. Inną serią powieści graficznych są te opowiadające o losach  Daniela Crossa, znanego z trzeciej części gry. The Fall to historia osadzona w Rosji i opowiadająca o tamtejszym bractwie. Jej kontynuacją jest The Chain. Kolejna z części komiksu zmienia nieco klimaty – Brahman przenosi nas do Indii. Te części są jednymi z ciekawszych spin-offów i szkoda, że nie wydano ich w Polsce, ale od czego są fani.

FILMY

Każdej z przygód Ezio towarzyszyła jakaś produkcja rozwijająca wydarzenia z gier. Lineage to miniserial opowiadający o śledztwie Giovani Auditore, które doprowadziło do tragicznych wydarzeń znanych z gry. Animacja Ascendance jest związana z Assassin’s Creed: Brotherhood, gdzie przedstawia jak bohater wpada na trop Borgiów. Embers to coś czego nie można pominąć. Ten krótki film animowany pokazuje jak Ezio ułożył sobie życie po wydarzeniach z Revelations. Spotykamy tam gościnnie chińską asasynkę Shao Jun, której losy przedstawi Assassin’s Creed Chronicles: China. A na dodatek jesteśmy świadkami ostatnich chwil życia najpopularniejszego asasyna. Przed seansem należy zaopatrzyć się w zestaw chusteczek, bo morze łez jest gwarantowane. Swoją animację przygotowują też Rob Zombie (tak, ten Rob Zombie) wraz z Tonym Moorem, współtwórcą Walking Dead. Będzie naturalnie w bardzo komiksowy sposób poruszać wydarzenia związane z rewolucją francuską. W planach jest też film aktorski. Po wielu perturbacjach ustalono datę premiery na 2016 rok. Udział w produkcji zapowiedział Michael Fassbender.

NOWELE

Książki nie wnoszą wiele do serii. Ich autorem jest Oliver Bowden, krytykowany za słaby styl pisarski. Są to w większości kiepskie adaptacje gier. Wyjątkiem jest tu Assassin’s Creed: Forsaken (Assassin’s Creed: Porzuceni). Nie jest to zwykła, prosta adaptacja trzeciej części serii, ale pamiętnik Haythama Kenwaya, ojca Connora. Dzięki temu poznajemy lepiej tą dobrze przyjętą postać, a także wreszcie rozumiemy jakie motywacje miały postacie biorąc udział w wydarzeniach przedstawionych w grze. Książka wyjaśnia też tajemniczą misję z początku gry – poznajemy dokładnie jej okoliczności, a słowa wówczas wypowiedziane wreszcie nabierają sensu. Przygoda Altaira skupiona była w wielu produkcjach. Oprócz dużej gry mieliśmy kilka mniejszych, również jego wspomnienia były zawarte w Revelations. To wszystko wciśnięte jest w jednej książce – Assassin’s Creed: Tajemnicza Krucjata. To dobra alternatywa dla fanów, którzy nie mają każdej dostępnej konsoli. Ze schematem prostych adaptacji zerwie też nadchodząca powieść Assassin’s Creed: Unity (Pojednanie), która będzie opowiadać akcję z punktu widzenia towarzyszki Arno – Elise. Tak więc zapowiada się kolejna książka, w którą trzeba się będzie zaopatrzyć.

SPOŁECZNOŚĆ GEEKOWSKA

Wraz z każdą następną częścią pojawiają się nowe gadżety. Do najważniejszych należą koszulki, o których marzy każdy fan, ale też wszelkiego rodzaju figurki. Oczywiście w ofercie znajdzie się cała masa gadżetów, portfele, kubki, wisiorki… Pazerne Ubi zna się na zarabianiu pieniędzy i wypuszcza szereg edycji kolekcjonerskich przy okazji premiery każdej części. Jednak to odzież inspirowana asasynami jest najbardziej pożądanym towarem. Oprócz wspomnianych T-shirtów popularnością cieszą się bluzy i kurtki stylizowane na kreację asasyna.

Tak na prawdę prawdziwą gratką są… ukryte ostrza. Te licencjonowane kosztują dużo i fani często sami produkują repliki. Jest to szczególne wyzwanie dla cosplayerów. A kostiumy cieszą się dużym zainteresowaniem na każdym konwencie czy targach. Siła marki jest tak wielka, że już przed premierą Unity powstają niezwykłe stroje. Podczas ostatniego Comic-Conu nieprzypadkowo za francuzów były przebrane sławne cosplayerki m.in. Jessica Nigri, które miały zainspirować fanów do własnych eksperymentów krawieckich.

Najciekawiej się robi kiedy połączymy dobrze wykonany strój z parkourem. Fanowskie filmiki są niesamowite. Akcje, które wykonujemy w grze, oni robią w prawdziwym życiu i wygląda to niesamowicie. Szczególnie te akrobacje na wysokościach, czy niebezpieczne skoki.
Mniej nastawieni na extremalność fani także w domowym zaciszu mogą wcielać się w asasynów, a to za sprawą gier… tradycyjnych. Assassin’s Creed: Arena to planszówka, której akcja dzieje się w Konstantynopolu. Ale to nie jedyna gra, w której posiedzimy przy stole ze znajomymi – asasyni mają własną edycję Monopoly.

KONTROWERSJE

O popularności serii świadczy choćby pojawienie się wśród zawodników w Soul Calibur V, samego Ezio Auditore. Jednak popularność przekłada się zwłaszcza na liczby, a te wyglądają nieźle. Na świecie sprzedano w sumie 77 mln egzemplarzy gier z omawianej serii. A to nie koniec. Chociaż jak twierdził producent w jednym z wywiadów – Ubisoft posiada zakończenie sagi, lecz nie wiadomo kiedy będzie musiało z niego skorzystać. Za pewnie nieprędko. Gracze pokazują swoje oburzenie na forach. Mają dosyć wypluwanych masowo nowych części. W tym wszystkim hejterzy zapominają niestety, że produkcje na komórki to nie to samo co duże tytuły, a właśnie te są najważniejsze. Nad jedną częścią pracuje kilka studiów developerskich, a jej produkcja rozpoczyna się kilka lat wcześniej. Do pracy zaprzęga się nie tylko historyków i archeologów, ale także projektantów mody. Fakt, że wiele elementów się powtarza z części na część, ale przecież właśnie one są tym co gracze uwielbiają. Ubisoft z chwalonego i szanowanego wydawcy w ciągu lat dołączył do ligi plugawych korporacji jak EA, czy Activision. Kolejne części serii są niesłusznie porównywane do innego tasiemca – Call of Duty. Jednak firma naważyła sobie też przy innych okazjach, jak np. pokazując przedobrzone trailery z Far Cry 3, czy Watch Dogs, a także mówiąc o rozdzielczościach gier. Wiecie co? Ja jako fan serii jestem szczęśliwy, że mogę otrzymać nową część w niedługich odstępach czasowych. Na nowe GTA czeka się kilka lat, a nie wyobrażam sobie by tak miało być z asasynami.

JAK ZACZĄĆ?

Gier wyszło sporo i a każda część ma kilka edycji, trudno więc się w tym wszystkim połapać. Wielopaki są jakimś rozwiązaniem. Heritage Edition zawiera 5 pierwszych części, ale tylko dwójka jest w edycji GOTY. O wiele lepsza wydaje się Anthology, która ma zawarte dodatki (ale uwaga – tylko na konsolach!). A do każdej części wychodzi sporo DLC, co nie dziwi biorąc pod uwagę pazerność Ubi. Pierwsza odsłona to jedyna część z dubbingiem, który osobiście, mnie męczy strasznie, lecz dzięki temu ta gra jest unikatowa. Jest to tytuł z 2007 roku, czyli trochę czasu minęło. Jeśli ktoś chce kupować pudełka po kolei to polecam wersje GOTY/Complete, czy nawet jak się uda dostać to kolekcjonerki, tego typu edycje mają już zawartą całą dostępną zawartość na płycie. Wszystko zależy też od tego czy ktoś woli wersje premierowe, czy późniejsze wznowienia. Jak komuś zależy na grze w multiplayerze, to też musi zwracać uwagę na to żeby nie kupić używanego pudełka, z wykorzystanym kodem Uplay. Wersje cyfrowe nie zawsze posiadają spolszczenie, na to też należy zwrócić uwagę.

Istotna wydaje się być przepustka sezonowa do Unity, po wykupieniu której dostaniemy w swoje ręce nie tylko nowe misje i kostiumy, ale także grę 2,5 Assasin’s Creed Chronicles: China. Pewnie u wielu osób ze złości wysuwa się ukryte ostrze, ale prawdziwy fan doceni, że może wcielić się w Shao Jun i to w przepięknej oprawie dzięki silnikowi UbiArt. Może wyjdzie jakaś edycja kompletna zawierająca wszystko to na jednym dysku. A w przyszłości możemy liczyć na inne odsłony tej podserii. Fani już przewidują Egipt.

CHRONOLOGIA

  • Assassin’s Creed (PS3, X360, PC)
  • Assassin’s Creed: Bloodlines (PSP)
  • Assassins’Creed: Altair’s Chronicles (Nintendo DS, iOS, Android, Windows Phone)
  • Assasssin’s Creed II (PS3, X360, PC)
  • [serial] Assasin’s Creed: Lineage
  • Assassin’s Creed: Discovery (Nintendo DS)
  • Assassin’s Creed: Broderhood (PS3, X360, PC)
  • [animacja] Assassin’s Creed: Ascendance
  • Assassin’s Creed: Revelation’s (PS3, X360, PC)
  • [animacja]Assassin’s Creed:Embers
  • – Assassin’s Creed Chronicles: China (PS4, Xone)
  • Assassin’s Creed III
  • Assassin’s Creed III: Liberation (PS Vita, PS3, X360, PC)
  • [komiksy] The Fall, The Chain
  • [książka] Assassin’s Creed: Porzuceni
  • Assassin’s Creed IV: Black Flag (PS3, X360, PS4, Xone, Wii U, PC)
  • [komiks] Brahman
  • Assassin’s Creed: Rogue (PS3, X360)
  • Assassin’s Creed: Unity (PS4, Xone, PC)
  • [animacja]Assassin’s Creed Unity: Rob Zombie’s French Revolution
  • [książka]Assassin’s Creed: Pojednanie
  • [przewodnik]Assassin’s Creed: Unity: Abstergo Entertainment: New Employee Handbook

SKUTKI PRZEBYWANIA W ANIMUSIE

Gracze również zostają napiętnowani emocjami serwowanymi przez serię. Nie objawia się to na szczęście szaleństwem, ani efektem krwi. Ma to pozytywne przełożenie na jednostki. Assassin’s Creed, jak już wspominałem wielokrotnie, jest twardo wpisane w historię i założę się, że nauczyciele tego przedmiotu nie mają nic przeciwko by uczniowie tracili czas na takie gry (nikt nie musi wiedzieć, że są one 18+). Trylogia Ezio wyzwala w graczach miłość do renesansu. Sięganie później po produkcje dziejące się w tym okresie przychodzi samo z siebie. Oglądając seriale jak Rodzina Borgiów, czy Demony Da Vinci czujemy się jak w domu. Podobnie sprawa ma się z rewolucją amerykańską, czy okresem piractwa. Seriale takie jak Black Sails, czy Crossbones także dają radość z obserwowania innych adaptacji wydarzeń historycznych.
Gdyby polski rząd zapłacił Ubisoftowi za stworzenie odsłony dziejącej się w naszym kraju (marzenia), to przyniosłoby to niesamowity efekt marketingowy, o wiele większy niż nie do końca udane filmy o powstaniach,wąsy Lecha Wałęsy, czy pozdrowienie papieża. Już teraz przed premierą Unity widać zainteresowanie okresem rewolucji francuskiej. Pogłębianie wiedzy historycznej odbywa się także w innym kluczowym momencie – na początku roku fani oczekują jakichkolwiek strzępków informacji o kolejnych częściach serii, co rozbudza wyobraźnię na temat ciekawych okresów historycznych.
Druga wojna światowa jest ciekawym okresem historycznym i mocno związanym z Polską, więc aż się prosi o wpisanie fabuły w ten okres. Patriotyczne marzenia realizują też fani. Jeden z nich, niejaki Darth Destructor, stworzył ciekawy fanowski komiks, dający pogląd jak może wyglądać historia w naszym kraju. Historie możecie podejrzeć na jego profilu na Deviantarcie.

SZEROKIE UBIWERSUM?

Ubisoft wraz z premierą nowych konsol rozwija kolejną markę. Brzmi znajomo? Oczywiście Asasyni nie pójdą w odstawkę, bo wciąż mają ogromną bazę fanów, którzy nie mogą doczekać się nowych odsłon. Jednak francuska korporacja chce zbudować podobną społeczność wokół Watch Dogs. To gra o hakerach i inwigilacji, ocierająca o klimaty znane chociażby z Person of Interest. Akcja dzieje się we współczesnym Chicago, którego każdym elementem zarządza ctOS – nowoczesny system operacyjny. Co ciekawe w Assassin’s Creed IV, w trakcie gmerania w biurach Abstergo natkniemy się na informację właśnie o tym systemie i firmie Blume, która go stworzyła. Również w Watch Dogs możemy natknąć się na wiele nawiązań dotyczących asasynów i Abstergo. Czy to oznacza wspólny świat? Na razie oficjalnie tego nie potwierdzono, ale jedna z misji Aidena zdaje się to pokazywać, że właśnie tak jest. Smaczki dla innych swoich produkcji to standard  w grach Ubisoftu i takie elementy mogą być po prostu zwykłymi easter eggami. Mogą, ale nie muszą. Fani byliby wniebowzięci gdyby francuski gigant budował ogromne, wielotytułowe Ubiverse. Firma przymierzała się do podobnego zabiegu w przeszłości – chodziło o połączenie gier z serii Tom Clancy’s w jeden świat, gdzie echa jednych wydarzeń odbijają się echem w innej produkcji. Sukces Avengers pokazał, że jest to sposób na zarobienie dużych pieniędzy, a jak wiemy Ubi nie przepuści żadnej okazji by wypchać swój portfel kolejnymi milionami.

Autor: Adolf

PRZECZYTAJ TAKŻE

Komiksy i Groza w Grach – Aktualności, Zwiastuny, Ciekawostki.

Jestem wiernym widzem targów E3, odkąd skończyłam dziesięć lat. Co roku z pełną ekscytacją siadam …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *