PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [FELIETON] Trzeci Sezon „Arrow” – Przemyślenia, Zażalenia

[FELIETON] Trzeci Sezon „Arrow” – Przemyślenia, Zażalenia

Trzeci sezon Arrow podzielił fanów. Jest część osób, która konsekwentnie bojkotuje ten serial od początku jego istnienia aż do teraz. Inna z kolei, krytykuje głównie pierwszą serię i wyżej ceni sobie drugą. Trzecia seria, niestety w większości zawiodła obie grupy. Choć nie zawsze, słowa krytyki kierowane były nawet od wiernych fanów. Osobiście (dop. Doctus) zaliczam się do osób, którym mimo drobnych potknięć tegoroczna seria się podobała. Innego zdania natomiast jest mój kolega z redakcji, a w tej recenzji będziemy niczym dwie kłócące się połówki Firestorma, z bratniego serialu The Flash. Na celowniku naszego łuku jest finał sezonu.

Paweł: Dokładnie tak jak napisał Doctus. Ja trzeciego sezonu nie mogłem przełknąć. I choć osobiście jestem gdzieś między grupą fanów i hejterów – i w takim położeniu jestem od początku emisji serialu – to 23 epizod 3 serii Arrow zawiódł mnie na całej linii, przesuwając znacznik w stronę nienawiści. Mimo, iż wierzyłem, że serial powstanie niczym z martwych, obmyty w wodach z Jam Łazarza. Niestety. Nie udało się.

Błażej: Trzeci sezon miał z pewnością problem ze złapaniem rytmu, jednak do finału wszystko się całkiem nieźle wyprostowało. 23 odcinek nie był tak samo wybuchowy jak finały pierwszego i drugiego sezonu, choć równie emocjonalny. Jak właściwie się zapatrujesz na sam finał? Co Ci się podobało, przeszkadzało? Co byś zmienił?

Paweł: Najbardziej nie mogę przeboleć tej sztuczności w wątku Ligi Zabójców. Niestety postać R’as al Ghula była momentami plastikowa i zdecydowanie był dużo gorszym “wrogiem sezonu” niż Malcolm Merlyn czy Slade Wilson. Gorszy chyba był tylko wątek retrospekcji, który był tak zbędny, że mógł się skończyć po 4 odcinkach, a tutaj dostaliśmy go tylko po to, żeby w kuriozalny sposób wyjaśnić powrót Olivera na wyspę.

Błażej: Zgodzę się co do retrospekcji. Brakowało im polotu i konkretnej wizji na ten rozdział z drogi Olivera Queena do zostania Green Arrowem. Tak jak wszystkie inne miały powiązania z aktualną serią. Nie były one jednak tak znaczące dla fabuły, jak te z pierwszych dwóch sezonów. Nie mówiąc już o drugim, który z retrospekcjami był połączony po prostu fantastycznie. Gdzieś przewijała się Alpha i Omega, wprowadzono Maseo i Tatsu Yamashiro którzy później pojawiają się w teraźniejszości. Brakowało jednak temu wątkowi zwykłej realizacji z pomysłem. Zawiodłem się, że nie pokazano więcej z szkolenia Olivera.

Mija już trzeci jego rok poza Starling City, a On jest co najwyżej na poziomie teraźniejszej Thei. A doszła do tego w kilka miesięcy. Trochę trudno mi uwierzyć że już za 2 lata aktualny Oliver z retrospekcji będzie tak świetnym wojownikiem jakim jest już w 1 sezonie, gdzie większość przeciwników kładzie na łopatki jak tylko zechce. Liczyłem że pokażą w retrospekcjach szkolenie u Tatsu, która w komiksach jak i końcówce sezonu jest zamaskowaną mścicielką o imieniu Katana.

Arrow w swoim kunszcie wojownika stoi pomiędzy Malcolmem Merlynem, sprytnym, przewidującym, taktykiem, dobrym w znikaniu i improwizacji, jak prawdziwy członek League of Assains, a kimś w rodzaju Roy’a Harpera – ulicznego bojownika, z typowo samczym stylem walki. W retrospekcjach jest co najwyżej Roy’em, a do stania się Malcolmem mu sporo brakuje.

Paweł: Myślę, że ładnie zamknąłeś sprawę retrospekcji. Tym bardziej wymowne jest to, że miałeś bronić tego sezonu. Myślę sobie, że żeby więcej powiedzieć o finale, trzeba spojrzeć wstecz. I choć nie ma sensu streszczać całego sezonu, bo i wolę tracić czas na rzeczy, które sprawiły mi więcej frajdy, nie sposób mi jednak nie napisać, że mimo wszelkich wad, w tym serialu tkwił potencjał. Fantastyczny motyw z Brickiem, niezły Suicide Squad, interesująca relacja Merlyna z córką, crossovery z Flashem… to wszystko pokazywało, że gdzieś tam kryje się serial, który może zadowolić każdego.

Spodziewam się, że finał bezpowrotnie zaprzepaścił szansę na to, żeby Arrow w końcu dorósł do bycia Green Arrowem. I choć twórcy taką przemianę zapowiadają, dla mnie zamknięcie wątków trzeciego sezonu mogłoby ten serial zakończyć. No błagam, co to jest za odjeżdżanie w stronę słońca! Jestem tym niemożebnie obrażony. Tym bardziej, że twórcy będą musieli stanąć na głowie i stać tak przez 10 odcinków czwartego sezonu, żeby w ogóle ten serial miał dalej sens i logikę.

Błażej: Retrospekcji jak już wcześnie wspomniałem bronić nie będę, ponieważ były na tyle przeciętne (choć nie tragiczne i miały swoje nieznaczne przebłyski) że moja linia obrony byłaby praktycznie zerowa. Nie zgodzę się jednak z oceną finału. Nie widzę, w jakim sensie on miałby coś zaprzepaścić. Porzucanie przez superbohatera kostiumu, czy to z powodu utraty wiary w swoja misję (co na ekranie Oliver przeżywał już na początku 2 sezonu i w serialu Smallville) czy w celu rozpoczęcia nowego życia, to pomysł powszechny i oklepany zarówno w komiksach DC jak i Marvela. Nie jeden bohater już odwieszał swój kostium, i do niego wracał. To naprawdę żadna przeszkoda.

W oczach opinii publicznej Arrow nie żyje – zginął w więzieniu jako Roy, co swoją drogą jest bardzo ciekawym pomysłem, więc kiedy Oliver znów ubierze swój kostium może być uznany za kolejnego Arrowa. Kto wie, może właśnie dlatego prasa nazwie go Zieloną Strzałą, a nie tylko Strzałą? O czwarty sezon jestem spokojny. H.I.V.E może być wątkiem lepszym niż League of Assasins. Odnosząc się także do plusów które wymieniłeś – pełna zgoda co do wątku Bricka. Świetnie przedstawiony pełnokrwisty gangster, w dodatku postać żywcem wyjęta z mitologii Green Arrowa, co jest niewątpliwym plusem przy tym jak niewielka ilość jego przeciwników pojawiła się w serialu.

Spotkania z Flashem były przyjemne, jak wszystkie crossovery. Natomiast Suicide Squad – tutaj mam trochę inne zdanie. Pomijając pożegnanie z Deadshotem i tą drużyną, które było świetne, to zawsze kiedy widziałem te drużynę na ekranie nasuwała mi się jedna myśl – przesadna skromność. Tak naprawdę jedyną osobą, która kojarzy się z tą drużyną jest Deadshot i Cupid, która mimo że zaliczyła występ niewielki to wyrazisty. Wielka szkoda, że w 3 sezonie nie dołączono do drużyny innych przestępców. Teraz, kiedy zapowiedziano film a DC z tego powodu kazało pozbyć się drużyny, nie robi już to wielkiej różnicy. Zanim jednak Task Force X oficjalnie zaczęła być poza zasięgiem twórców, liczyłem że do drużyny dołączy Komodo.

Paweł: Cóż, krótko odnosząc się do predykcji na sezon czwarty, kompletnie nie kupuję takiego powrotu. Moim zdaniem Oliver powinien wrócić ujawniony, inaczej to będzie obrażać inteligencję widzów. I choć jakimś cudem znalazłem kilka miłych słów, to teraz beczka dziegciu. Willa Holland jako Thea Queen jest tak przeszarżowana aktorsko, że Amell przy niej zasługuje na Oskara. I o ile uczynienie z niej ważnej postaci to był dobry pomysł, to niestety młoda aktorka posypała się strasznie, przez co świetny jak zwykle John Barrowman w roli Malcolma musiał ciągnąć za dwoje. Niestety nawet mimo to, nie uratował tego serialu przed innymi klęskami.

To co czasem wyczyniał Diggle czy Felicity, woła o pomstę do Nieba Scenarzystów. Puste, patetyczne dialogi, brak chemii między postaciami, czerstwe żarty. Diggle krzyczący “I’m angry”, niczym wściekły Hulk, zasługuje na Złotą Malinę, albo jej serialowy ekwiwalent. I tak naprawdę to moje jedyne zasadnicze uwagi – skopany scenariusz, obrażający widza, bo pełen dziur i uproszczeń i fatalne poprowadzenie postaci, co doprowadziło do karykaturalnych scen “aktorstwa”. Ach, no i zapomniałbym – po obejrzeniu Daredevila sceny walki w Arrow wyglądają jak bójka przez internet. Wzbudzają litość.

Błażej: Mam pytanie – czy pisząc “ujawniony” masz na myśli aby Oliver Queen ujawnił światu prawdę o swojej krucjacie, tak jak to zrobił w serialu Smallville? Też wydaje mi się mocno naciągane, żeby Arrow wrócił do miasta i nikt już nigdy nie podejrzewał że jest nim Oliver. W końcu aż dwa razy był o to podejrzewany, więc myślący ludzie nie wykluczyliby że coś może być. Cóż, mam na to receptę – używanie pseudonimu “Green Arrow”, nieco gęstszy zarost, nowy kostium. Mimo że dalej będzie to naciągane, to wizualnie o wiele mniej.

Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie, ażeby Arrow w czwartym sezonie używał starego kostiumu, a po trailerze Legends of Tomorrow, obawiam się że tak może się stać. Co do scen walk. Kompletnie się nie zgadzam. Arrow słynął z świetnych scen bójek, i dalej w tej kwestii moim zdaniem trzyma poziom. Choć w Daredevilu nie brakowało efektownych scen, to jestem zwolennikiem tych z Arrow i uważam je za bardziej magnetyzujące. Wystarczy sobie przypomnieć Arrowa ratującego Waltera, czy akcję za które odpowiadał Deathstroke. Przy nich sceny z Batmanów Nolana wypadają blado, i aż dziwi mnie fakt że hollywoodzka produkcja pod względem walk wygląda gorzej niż serial kanadyjskiej stacji z oglądalnością +/- 3 milionów.

 

Paweł: Tak, dokładnie o upublicznienie mi chodziło – myślę, że to by miało największy sens przy wszystkim co wydarzyło się w drugiej połowie 3 sezonu. I jeśli chodzi o te walki, pierwszy i drugi sezon stały na bardzo przyzwoitym poziomie. Jednak tutaj mam zarzuty do tego nieszczęsnego trzeciego, do którego zatrudnili chyba kursantów stepowania, by Ci układali choreografię. Wiesz co, najgorsze jest chyba to, że The Flash, choć zaczął przeciętnie, robi lepiej wszystko to co zarzucam “Arrow”. I to będąc w tej samej stacji jak i mając tych samych producentów!

Błażej: Wolałbym uniknąć ujawniania tożsamości. To komplikuje sprawę. Po pierwsze, Oliver nie jest już milionerem, nie może zapewnić ochrony sobie ani swoim bliskim. Nie chcę też słyszeć w serialu zwiększonej dawki “Oliver Queen”, wystarczy że mamy ją w czołówce każdego odcinka. Jeżeli Oliver ujawniłby swoją tożsamość, to na 99% w wiadomościach czy na ulicy wołano by na niego per “Queen” a nie tak jak powinni.

Paweł: Niby tak, ale może zostawmy już głównego bohatera i przyjrzyjmy się postaciom, które w tym sezonie dostały sporo miejsca – Ray’owi Palmerowi i Dinah Laurel Lance. O ile ten pierwszy wnosi do Arrow potrzebną dawkę humoru, który czasem pasuje świetnie, a jego żarty są celne, to miewa gorsze momenty, wszystko zależy od humoru (lub deadlineów) scenarzystów. Ogólnie jego bohater mnie przekonuje, choć pozwolę sobie nie spoilerować tego co bez oglądania materiałów o DC’s Legends of Tommorow nie jest oczywiste.

Co do Laurel, najjaśniejszym punktem tego sezonu były jej relacje z ojcem. Zaskakująco dojrzałe, jak na serial – nie oszukujmy się – dla nastolatków i widowni raczej niewymagającej emocji czy rozrywki intelektualnej. Poza tym jej postać bywa równie irytująca co w poprzednich sezonach, a najgorsze jest to, że jej siostra była po prostu lepszy Kanarkiem i porównań nie da się uniknąć. O ewolucji tych dwóch postaci można by było napisać jeszcze trochę, ale najważniejsze jest to, że żadna z nich nie winduje tego serialu nawet jeden poziom wyżej.

Błażej: Laurel w 2 sezonie doprowadzała mnie do białej gorączki. Była humorzasta, wykazywała zero empatii, obarczała wina wszystkich wokół poza samą sobą. W 3 sezonie to się naprostowało. Przeszła drogę z neutralnej ukochanej superbohatera, do irytującej księżniczki, aż do początkującej superbohaterki, i cieszę się że najgorszy etap rozwoju jej postaci mamy za sobą. Teraz Laurel wykorzystuje swój potencjał, jest ważną częścia drużyny a nawet twórcy zafundowali jej komiksową umiejętność. Choć nie było to dla mnie jako widza łatwe, dobrze że nie postawiono na jej postaci krzyżyku i teraz mamy pełnoprawnego Czarnego Kanarka.

Oczywiście, zawsze będę uważał Sarę za lepszą postać. Nie tylko dlatego że jestem zahiptotyzowany jej urodą, ale też przez wzgląd na jej moralne zawirowania, oraz to że jest bohaterką niejednoznaczną. Przez ten cały czas kiedy Oliver zmieniał się od zabójcy do bohatera, ona była zabójczynią na urlopie, która w wolnej chwili kiedy nie jest ścigana pomaga swojemu byłemu chłopakowi czyścić ulice. W Sarze nigdy nie widziałem prawdziwej motywacji, tylko lojalność i pomoc bliskim. Laurel za to jest prawdziwą bohaterką, i dobrze że chociaż tym punktuje przy siostrze. Co nie znaczy że jest lepszą postacią.

Skoro już poruszyłeś wątek Atoma. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych historii tego sezonu. Ray Palmer jest przede wszystkim fantastycznie zagrany. Widać, że Brandon Routh to klasa bardziej filmowa, zwłaszcza przy Stephenie Amellu czy Coltonie Haynesie. Wszedł w buty dowcipnego i nieco fajtłapowego miliardera perfekcyjnie, a rola ta pasuje mu zdecydowanie bardziej niż granie świętoszkowatego Supermana, którą odgrywał w Superman Returns Bryana Singera.

Przez cały sezon czekałem aż Atom dostanie swoją flagową umięjętność, bez której nie powinien być nazywany Atomem – czyli zmniejszanie się. Nie doczekałem się jej niestety w Arrow, ale doczekam się w innym serialu, więc nie mam o to żalu do twórców. Nie kuje to w końcu w oczy tak, jak to że po trzech latach swojej działalności Oliver dalej nie jest nazywany swoim kultowym pseudonimem z komiksów. Skoro już omawiamy inne postacie, to odbiję piłeczkę i zapytam o kolejne dwie. Jakie wrażenie na Tobie wywarła tegoroczna rola Kapitana policji w Starling City, Quentina Lance’a, oraz przeciwnika sezonu – Ra’s al Ghula?

Paweł: O R’asie napisałem już, że był postacią plastikową i to podtrzymuje. Nie był majestatyczny, nie był potężny, nie wzbudzał respektu, a kiedy założył zielone ciuchy i wparował do Starling City, wzbudził jedynie zażenowanie. Jego zachowania były przewidywalne i małostkowe, dużo lepiej, choć wcale nie jakoś bardzo dobrze, wypadła Nyssa, jego córka. Mam nadzieję, że twórcy dadzą jej w kolejnym sezonie coś ciekawszego do roboty niż trenowanie Black Canary.

Jeśli chodzi o Quenitna to tak jak wspomniałem, jego relacją z córką miała swoje naprawdę świetne momenty, choć jeśli chodzi o niego samego to jego zachowanie w ostatnich odcinkach sezonu było zupełnie irracjonalne, podyktowane tym, że scenarzyści (jak ja ich nie cierpię!) musieli kogoś wykorzystać w ich sztywnym planie co do wątku R’asa i Olivera. Ogólnie, w tym sezonie nie było żadnej naprawdę dobrej postaci i chyba jedynie Atom, Malcolm Merlyn i okazjonalnie Roy wnosili coś co trzymało ten serial przed pogrążeniem się jeśli chodzi o prowadzenie bohaterów.

Błażej: Merlyn jak zawsze był fantastyczny, Roy dobry choć kiedy dostał w końcu coś konkretnego do zrobienia i wątek skupiony na sobie to musiał odejść, Quentin był okropny, humorzasty i irracjonalnie stawiający osądy niczym jego córka w 2 sezonie. Natomiast co do Ra’sa mam pochlebną opinię. Również zażenowała mnie scena, kiedy był w kostium Arrowa. Nie pasowała do żyjącego setki lat przywódcy terrostycznej organizacji, który na codzień chodzi w elegenackich szatach, pierścieniach, i pomiata swoimi współpracownikami jak chce. Poza tym – jego głos, akcent, zachowanie, wszystko było nienaganne.

Był kimś zupełnie innym niż Dark Archer i Deathstroke, i to sobie cenię. Głowa Demona nie był postacią łatwą do przedstawienia, jednak twórcy wyszli z tego całkiem zręcznie. Co do Nyssy, to jest Ona jedna z lepszych ról tej serii jak i serialu w ogóle. Kolejna po Sarze Lance piękna i wojownicza kobieta, która również była bardzo przyjemnie odegrana. W komiksach Nyssa miała niewielka rolę, tutaj zrobiono z niej ważna postać w życiu Ra’s al Ghula i League of Assasins. Dobrze że nie wykorzystano Talii, bo byłoby to już o jedna postać z mitologii Batmana za dużo. Bardzo liczę na powrót Nyssy w 4 sezonie, i żałuję że mogła stać się częścią drużyny Legends of Tomorrow. Skoro w składzie znajduje się Captain Cold czy Heatwave, Nyssa al Ghul mogłaby tym bardziej. I stanowiłaby bardzo jasną stronę zapowiedzianego serialu.

Paweł: Cóż, mam wrażenie, że zbliżamy się podsumowania. Wydaje mi się, że wszystkie najważniejsze rzeczy, które dla mnie zdecydowały o jakości tego sezonu, poruszyłem. Co prawda mógłbym rozwodzić się na poszczególnymi odcinkami, ponarzekać bardziej na finał, czy dodać kilka plusów jak np. pojawienie się Katany, to nie zrobię tego nie z lenistwa, ale raczej z tego prostego faktu, że te wszystkie rzeczy, które mogłyby znaleźć swoje miejsce w tym tekście, wydają mi się tak bardzo nijakie, że po prostu nie warto.

Nie warto o nich pisać i nie warto pamiętać. I chyba tak pozwolę sobie ocenić ten sezon. Jako coś, co mogłoby nie mieć miejsca, o czym można by było zapomnieć – i nie poczułbym, że coś straciłem. Oczywiście wrócę przed telewizor kiedy zacznie się emisja kolejnej serii, ale tylko dlatego, że wiem – po dwóch pierwszych sezonach – że ten serial może zapewnić mi miłą rozrywkę. Do tego czasu będę wciąż się zachwycał Daredevilem i Flashem, a trzeciemu sezonowi Arrow pozwolę odejść w niebyt. Au revoir Arrow, do zobaczenia (mam nadzieję) Green Arrow.

Błażej: Dzięki za miły czas spędzony na spisywaniu naszych myśli. Od siebie dodam, że seria mnie zadowoliła – była lepsze od pierwszej, i trochę gorsza od drugiej. Czekam na czwarty sezon, jestem dobrej myśli i mam nadzieje że odpowiednio wykorzystają wątek organizacji H.I.V.E. Damien Darkhl nie jest za bardzo kojarzony przez fanów komiksów, dlatego też twórcy będą musieli praktycznie wykreować złoczyńcę. Również liczę na więcej nawiązań do komiksów w 4 serii, i prawdziwie Zieloną Strzałę. Do zobaczenia w następnej recenzji Kicek.

Paweł: I ja Ci bardzo dziękuję! Do kolejnego napisania.

Autorzy: Błażej Deja i Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Batman: Ego i inne opowieści

Darwyn Cooke był artystą, który pomimo dość niewielkiej liczby komiksów w dorobku, zasłużył na miano …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *