PANTEON / CYKLICZNE / [CYKL] Mity Cthulhu w Świecie Komiksu Cz. 6 – Uniwersum Grozy Cz. 1: Ogólniki

[CYKL] Mity Cthulhu w Świecie Komiksu Cz. 6 – Uniwersum Grozy Cz. 1: Ogólniki

Opowieści grozy od zawsze były dziedziną popularną w komiksie. Ramy tej gałęzi roz­rywki są dość ela­styczne, pozwa­lają auto­rom na dużą swo­bodę w obra­zo­wa­niu naj­więk­szych nawet potwor­no­ści. Brak tu prze­sad­nie pil­nej cen­zury, lub koniecz­no­ści pod­su­mo­wa­nia cało­ści poucza­ją­cym mora­łem. W związku z tym rów­nież mito­lo­gia Cthulhu zaska­ku­jąco czę­sto powraca na komik­sowe strony. Dekada po deka­dzie, wydaw­nic­two po wydaw­nic­twie Przed­wieczni nawie­dzają umy­sły sce­na­rzy­stów, zmu­sza­jąc przy oka­zji rysow­ni­ków do zobra­zo­wa­nia „nie­opi­sa­nego”. Powstały już dzie­siątki pozy­cji inspi­ro­wa­nych dzie­łami Love­cra­fta, róż­nią­cych się od sie­bie sty­lem i zamy­słem. Fakt ten jest nie­zbi­tym dowo­dem na war­tość stwo­rzo­nej przez pisa­rza mito­lo­gii, świad­czy o tym, że pewna luka w kon­su­menc­kiej świa­do­mo­ści została na stałe wypeł­niona przez zawarte w jego opo­wia­da­niach pomysły.

Pierw­sze odsłony dzie­dzic­twa pisarza z Pro­vi­dence w komik­sie, podob­nie jak początki lite­rac­kiej aktyw­no­ści samego Love­cra­fta, się­gają krót­kich, spo­ra­dycz­nie poja­wia­ją­cych się adap­ta­cji opo­wia­dań autora na łamach anto­lo­gicz­nych maga­zy­nów grozy, takich jak: Erie, Cre­epy oraz Heavy Metal. Komiksy w nich publi­ko­wane są prze­waż­nie prze­pi­sa­nymi na potrzeby wydaw­nic­twa pomy­słami kul­to­wych auto­rów fan­tasy, hor­roru i kryminału.

Im bli­żej cza­sów nam współ­cze­snych, tym czę­ściej adap­ta­cje ustę­pują miej­sca sce­na­riu­szom autor­skim, nadal co prawda inspi­ro­wa­nym Love­cra­ftem, lecz już nie kopiu­ją­cym wąt­ków pier­wo­wzoru. Poja­wiają się dłu­gie serie, opo­wia­da­jące o zma­ga­niach ludz­ko­ści z demo­nicz­nym pan­te­onem, w któ­rych post­ko­lo­nialne domy zastę­pują szklane wie­żowce, a hor­ror bywa przy­pu­dro­wany dow­ci­pem. Popra­wie ulega także tech­niczna jakość komik­sów. Cthulhu staje się nie­malże ikoną popkul­tury. Na tej popu­lar­no­ści korzy­stają rów­nież zamiesz­czane w star­szych anto­lo­giach szorty, ponie­waż uka­zują się ich zbior­cze wyda­nia (np. adap­ta­cja Cool Air, którą można dziś nabyć w tomie komik­sów współ­two­rzo­nych przez arty­stę Ber­niego Wri­ght­sona – Cre­epy Pre­sents: Ber­nie Wri­ght­son).

Do grona wydaw­nictw zain­te­re­so­wa­nych w USA publi­ka­cją komik­sów bazu­ją­cych na opo­wia­da­niach H.P. Love­cra­fta, zali­cza się impo­nu­jące grono firm. Bran­żowe molo­chy mają w swych kata­lo­gach po kilka „ople­cio­nych mac­kami” tytu­łów. W ich two­rze­niu udział biorą sławy lite­ra­tury obraz­ko­wej, a nowo powsta­jące marki, czer­piące z Cthu­licz­nych mitów, stają się świa­to­wymi best­sel­le­rami. Naj­więk­szy zbiór komik­so­wych publi­ka­cji doty­czą­cych mythosu znaj­dziemy rzecz jasna w ojczyź­nie Love­cra­fta. Nie da się jed­nak nie zauwa­żyć wkładu auto­rów hisz­pań­skich (krót­kie histo­rie opu­bli­ko­wane w licz­nych anto­lo­giach oraz pro­jekty inter­ne­towe), angiel­skich (serie fabu­larne), a nawet japoń­skich (manga i ani­ma­cja). Nie zna­czy to jed­nak, że kolek­cjo­nu­jąc poświę­cone Przed­wiecz­nym wolu­miny jeste­śmy zmu­szeni krę­cić glo­bu­sem. Ame­ry­kań­skie wydaw­nic­twa dość chęt­nie przy­bli­żają je swym czy­tel­ni­kom, tłu­ma­cząc przy oka­zji na – bar­dziej powszechny – „język Szekspira”.

Spe­cy­ficzna atmos­fera opo­wia­dań HPL-a, którą upodo­bały sobie poko­le­nia czy­tel­ni­ków została z suk­ce­sem odtwo­rzona przez jego komik­so­wych kon­ty­nu­ato­rów. Wiel­kie zaan­ga­żo­wa­nie w popu­la­ry­za­cję mythosu na łamach rysun­ko­wego medium, wyka­zuje legenda komiksu – sce­na­rzy­sta Alan Moore (Watch­men, V for ven­detta). Pisarz ten nie two­rzy wyłącz­nie sce­na­riu­szy komik­so­wych. Jego lite­rac­kie dzieła publi­ko­wane były także w anto­lo­giach opo­wia­dań, takich jak The Starry Wis­dom: A Tri­bute to H.P. Love­craft. Moore zna­ko­mi­cie rozu­mie ducha ory­gi­nału, czego dowo­dzi w serii Yug­goth Cul­tu­res (dziś dostęp­nej w for­mie anto­lo­gii zrze­sza­ją­cej rów­nież krót­kie dzieła innych auto­rów). Pisarz korzy­sta­jąc z ory­gi­nal­nej ter­mi­no­lo­gii, zna­ko­mi­cie odtwa­rza sub­telne uczu­cie wyob­co­wa­nia czło­wieka w obli­czu kosmicz­nych tajem­nic. Pomimo podo­bieństw do ory­gi­nału Moore nie jest odtwór­czy. Jego sce­na­riu­sze nie są adap­ta­cjami, a nowymi opo­wie­ściami opar­tymi na mitach o Cthulhu. Z czasem, kolejne jego dzieła The Cour­ty­ardNeo­no­mi­con i Providence choć ujaw­niają głę­bo­kie inspi­ra­cje i czę­ste nawią­za­nia do mythosu, to stop­niowo odda­lają się od pier­wo­wzoru. Są bar­dziej współ­cze­sne i poru­szają tematy, od któ­rych Love­craft stro­nił – poja­wia się seks, a pro­ta­go­ni­ści stają się pew­nymi sie­bie bru­tal­nymi arogantami.

Mike Mignola, autor zna­nych serii Hel­l­boy i BPRD rów­nież nie ukrywa licz­nych inspi­ra­cji spu­ści­zną Lovecrafta. Zamiesz­ku­jące kosmiczne pust­ko­wia mon­stra, okul­ty­styczne rytu­ały i wszę­do­byl­skie, mor­der­cze macki są nie­mal obo­wiąz­ko­wym ele­men­tem jego twór­czo­ści. Sce­na­riu­sze Mignoli, podob­nie jak dzieła Love­cra­fta wycho­dzą poza mar­gi­nes rze­czy­wi­sto­ści. Suge­rują, że nie­bez­pie­czeń­stwo czyha na nas w sta­rych, zapo­mnia­nych miej­scach. Współ­cze­sna nauka prze­plata się tu z ezo­te­ry­zmem i alchemią.

Komik­so­wych twór­ców fascy­nują nie tylko mroczni miesz­kańcy opo­wia­dań. Ist­nieje grono sce­na­rzy­stów zain­te­re­so­wa­nych samą posta­cią Love­cra­fta, czy­nią­cych autora pro­ta­go­ni­stą (lub jedną z postaci pobocz­nych) swych fabuł. Włą­czają oni pisa­rza w zma­ga­nia z zagra­ża­ją­cymi ludz­ko­ści siłami, uka­zu­jąc gdzie­nie­gdzie frag­menty jego bio­gra­fii, przez pry­zmat prze­śla­du­ją­cych go fobii. W komik­sie Fort: Pro­phet of the Une­xpla­ined Love­craft, jako bez­domny chło­piec, pomaga Char­le­sowi For­towi (innej, histo­rycz­nej postaci, zwią­za­nej z meta­fi­zyką) zba­dać za pomocą tele­skopu nocne nie­bo­skłony, nato­miast w tytu­łach takich jak Poe and Phil­lips i Necro­nauts autor sam chwyta za broń, by w towa­rzy­stwie kole­gów po fachu odpie­rać demo­niczne ataki.

Nie da się jed­nak ukryć, że pro­fil psy­cho­lo­giczny komik­so­wego alter ego Love­cra­fta odbiega znacz­nie od bio­gra­ficz­nego faktu. W komik­sie typowo roz­ryw­ko­wym uczy­nie­nie z niego boha­tera potra­fią­cego sta­wić opór naj­czar­niej­szym nawet sce­na­riu­szom prze­wi­dzia­nym w jego lite­rac­kiej spu­ściź­nie można ode­brać, jako chęć zło­że­nia pisa­rzowi hołdu. Należy rów­nież wspo­mnieć, że powstały dzieła trak­tu­jące ten temat poważ­niej, budu­jąc sce­na­riusz na sku­tecz­nym melanżu bio­gra­fii pisa­rza z kosz­mar­nymi per­so­ni­fi­ka­cjami jego fobii. Przy­kła­dem naj­le­piej obra­zu­ją­cym to zja­wi­sko jest Love­craft Hansa Rodio­noffa, Keitha Gif­fenaEnri­que Brec­cia. Komiks mani­pu­luje życio­ry­sem HPL-a. Łączy fakt z fan­ta­styką, two­rząc poru­sza­jący efekt. Świat widziany oczyma oto­czo­nego przez demony sza­leńca, ma nam po raz kolejny przy­po­mnieć, że naj­bar­dziej prze­ra­ża­jący mecha­nizm – matka wszel­kiego hor­roru – znaj­duje się w naszych głowach.

Mity stwo­rzone przez Love­cra­fta prze­nik­nęły także do komik­sów o super-bohaterach. Poru­sza­jące się w mroku posta­cie, takie jak Bat­man (The Doom that Came to Gotham), lub Hel­l­boy  — wielo­krot­nie kon­fron­to­wane ze złem w gro­te­sko­wych for­mach — bez więk­szego pro­blemu odnajdą się w towa­rzy­stwie przed­wiecz­nych. Ina­czej może być w przy­padku Trans­for­mer­sów, czy wojow­ni­czych żółwi ninja, tu star­cie z Cthulhu wydaje się być pomy­słem bar­dziej ryzy­kow­nym, ale – wierz­cie lub nie — takie pro­jekty także weszły w życie. Zerknijcie na serię Infe­sta­tion 2 wydaw­nic­twa IDW publi­shing. Marvel oparł na elementach Mythosu jedno z największych wydarzeń jakie wstrząsnęły jego kosmosem. Serie Realm of Kings/Thanos Imperative pokazały jak wyglądałby wszechświat opanowany przez przedwieczne bóstwa, zwane tu „Wielokątnymi” (więcej na ten temat w TYM ARTYKULE).  Orto­dok­syjni miło­śnicy autora zapewne ogłoszą ten zamiar profanacją, przy­po­mnij­cie sobie jed­nak udane, saty­ryczne eks­pe­ry­menty, na które natknąć się można w cyfro­wych odmętach.

Arty­ści prze­mie­rza­jący rubieże Internetu także zapa­łali sym­pa­tią do Love­cra­ftow­skich abo­mi­na­cji. Wpi­su­jąc w wyszu­ki­warkę hasło Cthulhu może­cie się natknąć na kilka popu­lar­nych sie­cio­wych komik­sów, które w żar­to­bliwy spo­sób opi­sują pery­pe­tie przed­wiecz­nych oraz samego Love­cra­fta. Naj­cie­kaw­szymi z nich są, moim zda­niem, El joven Love­craft (Młody Love­craft wydany rów­nież dru­kiem przez ame­ry­kań­skie wydaw­nic­two Ket­tle Drum­mer Books) oraz Unspe­aka­ble Vault (które także pojawiło się „w druku”).

Zilu­stro­wa­nie sce­na­riu­sza opi­su­ją­cego mon­stra pokroju Shub-Niggurath i shog­go­thów jest nie lada wyzwa­niem, nawet dla świet­nego rze­mieśl­nika. Twórca podej­mu­jący się tego zada­nia, oprócz lek­kiego ołówka, powi­nien mieć rów­nież lotny umysł, potrzeba nie lada talentu oraz wyobraźni, aby z bez­kształt­nej masy macek i wyłu­pia­stych oczu, wyło­nić kry­sta­liczny wize­ru­nek potwora lub bóstwa mythosu. Tych na szczę­ście w świe­cie lite­ra­tury obraz­ko­wej nie bra­kuje. Od sur­re­ali­stycz­nych prze­strzeni zamiesz­ki­wa­nego przez demony świata snów z Fall of Cthulhu, ilu­stro­wa­nego (min.) przez rysow­nika Andrew Rit­chiego, po dokładne i róż­no­rodne wizje iko­nicz­nych istot uni­wer­sum, obecne w pra­cach Jace­ana Bur­rowsa, lako­niczne opisy zawarte w pro­zie Love­cra­fta i jego kon­ty­nu­ato­rów, zyskują gra­ficzną toż­sa­mość. Oczy­wi­ście, podob­nie jak w przy­padku wize­runku Wiel­kiego Cthulhu, kon­cepty róż­nią się szcze­gó­łami, jed­nak ich zna­ko­mita więk­szość uwzględ­nia naj­waż­niej­sze cechy, cha­rak­te­ry­zu­jące mon­stra mitologii.

Dla prze­cięt­nego miło­śnika hor­roru rola, jaką Love­craft wywarł w popkul­tu­rze nie pod­lega dys­ku­sji. Posta­wił fun­da­menty pod jedno z naj­cie­kaw­szych uni­wer­sów gatunku, które – dziś możemy to stwier­dzić bez wąt­pie­nia – poko­nało czas i prze­strzeń. Oka­zało się, że na pozór her­me­tyczne opo­wie­ści grozy, wpro­wa­dza­jące czy­tel­nika w atmos­ferę klau­stro­fo­bicz­nej nie­pew­no­ści, wyty­ka­jące gatun­kowi ludz­kiemu jego wątłość w obli­czu kosmicz­nych tajem­nic, są mate­ria­łem wyjąt­kowo ela­stycz­nym, podat­nym na cie­kawe mody­fi­ka­cje w ramach wielu (nie­jed­no­krot­nie prze­ciw­staw­nych) ini­cja­tyw medial­nych. Komiks jest tego dosko­na­łym przy­kła­dem. Mno­gość i róż­no­rod­ność opo­wie­ści gra­ficz­nych, powsta­ją­cych w gra­ni­cach tego poję­cia, poka­zuje jak wiele jest jesz­cze fur­tek fabu­lar­nych, które Love­craft uchy­lił swym kon­ty­nu­ato­rom. Na pewno jesz­cze wie­lo­krot­nie usły­szymy skrzy­pie­nie ich masyw­nych zawiasów.

PO WIĘCEJ PUBLICYSTYKI LOVECRAFTOWSKIEJ ZAPRASZAMY DO DZIAŁU:

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Promethea: Księga Pierwsza

Patrząc na ofertę polskich wydawców komiksowych, można odnieść wrażenie, że bibliografia Alana Moore’a to worek …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *