PANTEON / CYKLICZNE / [CYKL] Mity Cthulhu w Uniwersum Komiksu Cz. 3 – The Calling: Cthulhu Chronicles

[CYKL] Mity Cthulhu w Uniwersum Komiksu Cz. 3 – The Calling: Cthulhu Chronicles

Prze­ciętny Polak sły­sząc hasło „komiks” snuje wizję kul­tu­ry­sty w pele­ry­nie, bro­nią­cego Sta­nów Zjed­no­czo­nych przed róż­nego rodzaju nie­do­rzecz­nym zagro­że­niem. Pierw­szymi sko­ja­rze­niami są więc super-herosi i wielki kraj w Ame­ryce Pół­noc­nej. Zaraz po doj­ściu do tych - jakże rze­czo­wych - wnio­sków, nastę­puje ostatni etap rów­na­nia, otóż USA+peleryny=Marvel+DC Comics. Fak­tycz­nie Marvel i DC są komik­so­wymi molo­chami, nie zna­czy to jed­nak, że odwie­dza­jąc ame­ry­kań­skie biblio­teki jeste­śmy pozba­wieni wyboru. Ist­nieje grono mniej­szych publi­she­rów, kon­se­kwent­nie prze­dzie­ra­ją­cych się przez ran­kingi popu­lar­no­ści. Jed­nym z nich jest wydaw­nic­two Boom! Stu­dios.

Boom zdo­było grono wier­nych czy­tel­ni­ków, mię­dzy innymi dzięki adap­ta­cjom popu­lar­nych tytu­łów ze świata filmu (Hel­l­ra­iser, Pla­neta małp, 28 dni póź­niej), gier (War­ham­mer, Blood Bowl) i lite­ra­tury (Phi­lip K. Dick, R.E. Howard, H.P. Love­craft). Pozy­cjami zaj­mu­ją­cymi szcze­gól­nie istotne miej­sce w har­mo­no­gra­mie wydaw­nic­twa są komiksy nie­roz­łącz­nie powią­zane z mito­lo­gią Cthulhu. Powstały dwie dłu­gie serie, doty­czące inte­re­su­ją­cych fanów horroru lite­rac­kich wzor­ców: Cthulhu Tales, czte­ro­to­mowa anto­lo­gia sku­pia­jąca krót­kie histo­rie opra­co­wane przez róż­nych auto­rów; The Fall of Cthulhu zakoń­czony w sze­ściu tomach cykl fabu­larny (jego ostat­nia część zaty­tu­ło­wana Neme­sis jest histo­rią poboczną) oraz (jak dotych­czas) jed­no­czę­ściowe Necro­no­mi­con, Nyarlathotep i The Cal­ling: Cthulhu Chro­nic­les.

Nie­dawno w ofer­cie Boom Stu­dios zna­leźć można było także roz­ma­ite, zwią­zane z mytho­sem gadgety: kie­liszki, postery, kolek­cje okła­dek, czyli wize­ru­nek naj­bar­dziej medial­nego przed­wiecz­nego bez­li­to­śnie prze­ci­śnięto przez komer­cyjny magiel. Znam wszyst­kie wyżej wymie­nione tytuły i zapew­niam, że ważąc korzy­ści i straty wyni­ka­jące z inte­re­su­ją­cej mnie w ramach tego cyklu dzia­łal­no­ści wydaw­nic­twa, stary, poczciwy Cthulhu na jego ini­cja­ty­wach sko­rzy­stał… choć nie obyło się nie­stety bez kilku wpadek.

Pozwól­cie, że przy­bliżę Wam jeden z tych god­nych poża­ło­wa­nia wyjąt­ków. Napi­szę kilka słów o ostat­nim, wyda­nym przez Boom, love­cra­ftow­skim komik­sie - The Cal­ling: Cthulhu Chro­nic­les. Wszyst­kie znaki towa­rzy­szące pro­mo­cji tomu two­rzyły bar­dzo zachę­ca­jący nastrój. Okładki pierw­szej, zeszy­to­wej edy­cji pre­zen­to­wały się zna­ko­mi­cie, a wypusz­czony do sieci zarys fabuły suge­ro­wał, że mamy do czy­nie­nia z dzie­łem głę­boko zanu­rzo­nym w kli­ma­tach mythosu.

Clay­ton Diggs przed­sta­wi­ciel firmy far­ma­ceu­tycz­nej, odwie­dza szpi­tale psy­chia­tryczne, rekla­mu­jąc lek zwany Bri­ten. Prze­ko­nany o słusz­no­ści swej zawo­do­wej misji z uśmie­chem na twa­rzy i tęczą nad głową wci­ska dyrek­to­rom szpi­tali psy­chia­trycz­nych tajem­ni­cze medy­ka­menty. Pecho­wym zbie­giem oko­licz­no­ści jego powra­ca­jąca z zagra­nicz­nej podróży sio­stra, na wła­sne życze­nie tra­fia do jed­nej z tych reno­mo­wa­nych pla­có­wek. Clay­ton wstrzą­śnięty wia­do­mo­ścią o jej cho­ro­bie „waży pię­ści” na męż­czy­znę, w towa­rzy­stwie któ­rego prze­by­wała przez ostat­nie mie­siące.

Jed­nak na miej­scu emo­cje opa­dają. Prze­stra­szony part­ner sio­stry Dig­gsa poka­zuje boha­te­rowi waka­cyjne foto­gra­fie. W tle każ­dej z nich widać czarną postać sys­te­ma­tycz­nie prze­miesz­cza­jącą się w kie­runku dro­giej im kobiety… Tym­cza­sem media dono­szą o maka­brycz­nej tra­ge­dii. Na pokła­dzie tury­stycz­nego statku Para­dise odna­le­ziono setki ciał nale­żą­cych do załogi i pasa­że­rów. Nic — poza skalą nie­szczę­ścia — nie wska­zuje na dzia­ła­nie zło­śli­wej inteligencji…

Sce­na­riusz duetu Michael Alan Nel­son - Johanna Sto­kes powstał w opar­ciu o opo­wia­da­nie Zew Cthulhu. Jego pod­stawą są plany dążą­cych do „wskrze­sze­nia” przed­wiecz­nego bóstwa kul­ty­stów. Modli­twa „Ia ia Cthulhu fhtagn” prze­rywa od czasu do czasu dys­ku­sje sta­tecz­nych biz­nes­me­nów, a w finale odwie­dzamy klu­czową dla mythosu loka­cję, miesz­czącą się na wodach Oce­anu Spo­koj­nego. Oprócz oczy­wi­stych nawią­zań do prozy Howarda Phil­lipsa Love­cra­fta, auto­rzy odświe­żają rów­nież inne spraw­dzone w popkul­tu­rze wzorce. Może­cie się spo­dzie­wać pogrą­żo­nych w śpiączce tele­pa­tów, upior­nych postaci poja­wia­ją­cych się na zdję­ciach oraz zło­wiesz­czych kor­po­ra­cji wspie­ra­ją­cych swym kapi­ta­łem dąże­nia do apokalipsy.

Mimo, że fabu­larna paję­czyna, w któ­rej auto­rzy uwię­zili wal­czą­cych ze złem śmiał­ków pasuje jak ulał do adap­ta­cji Love­cra­fta, to sami boha­te­ro­wie przy­po­mi­nają raczej posta­cie rodem z ksią­żek Dana Browna. Są pewni sie­bie, dość szybko akcep­tują narzu­coną przez los misję, nie­za­leż­nie od jej nie­zwy­kłej natury. Mało jest w komik­sie lite­rac­kiej intym­no­ści, któ­rej ocze­kuje się od hor­roru ule­pio­nego z cthu­licz­nych moty­wów. Abso­lut­nie brak — miłej fanom „samot­nika z Pro­vi­dence” — klau­stro­fo­bicz­nej atmos­fery. Nie stu­diu­jemy umy­słów sto­ją­cych przed kosmicz­nymi tajem­ni­cami pro­ta­go­ni­stów. Obser­wu­jemy po pro­stu, jak drew­niane pionki suną po fabu­lar­nej sza­chow­nicy, od faktu do faktu odsła­nia­jąc przed nami kolejne ruchy scenarzystów. Ale prze­cież się­ga­jąc po komiks grozy nikt nie liczy na kon­tem­plo­wa­nie leni­wej par­tii sza­chów, chcemy ciał zro­szo­nych zim­nymi per­łami stra­chu, serc łamią­cych żebra gwał­tow­nymi spa­zmami, pokry­tych szla­mem pazu­rów zaci­śnię­tych na gzym­sach leci­wych kamie­nic! Chcemy emo­cji!

Nie­stety wysiłki rysow­nika Chri­sto­phera Possenti tylko potę­gują wra­że­nie prze­cięt­no­ści. Kre­ska jest czę­sto nie­do­kładna, w szcze­gól­no­ści tła ilustracji. Sta­ran­ność z jaką gra­fik uka­zuje posta­cie zmie­nia się z kadru na kadr, a róż­nice są wystar­cza­jąco duże, by czy­tel­nik zwró­cił na nie szcze­gólną uwagę. Kolory są zbyt jasne i zupeł­nie nie licują z tema­tyką opo­wie­ści. Na szczę­ście zamiesz­czone w tomie okładki edy­cji zeszy­to­wej trzy­mają zna­ko­mity poziom, choć zdzi­wić może fakt, iż obecne na nich posta­cie kom­plet­nie nie przy­po­mi­nają boha­te­rów zasie­dla­ją­cych komik­sowe kadry.

Zbior­cze wyda­nie komiksu dostępne jest tylko w mięk­kiej opra­wie. Dobrze, że ina­czej niż w przy­padku wcze­śniej­szych TPB-ków The Fall of Cthulhu i Cthulhu Tales, które pierwotnie opu­bli­ko­wano w wer­sji 15/23cm, tutaj mamy do czy­nie­nia z peł­nym „zeszy­to­wym” for­ma­tem. Tech­niczne The Cal­ling: Cthulhu Chro­nic­les pre­zen­tuje się bar­dzo dobrze. Tomik jest ela­styczny, strony dobrze skle­jone, można prze­czy­tać go wie­lo­krot­nie bez stra­chu o wytrzy­ma­łość grzbietu.

Słowem podsumowania, TC: CC jest jedną z naj­słab­szych love­cra­ftow­skich pozy­cji stu­dia Boom, a w kon­ku­ren­cji z ogó­łem komik­sów inspi­ro­wa­nych mitami przed­wiecz­nych, jest to pro­dukt co naj­wy­żej prze­ciętny. Obie­cu­jący rys fabu­larny został zaprze­pasz­czony przez nie­umie­jętną reali­za­cję. Sce­na­rzy­sta nie potra­fił odpo­wied­nio roz­wi­nąć postaci i sku­pić uwagi czy­tel­nika na naj­istot­niej­szym z boha­te­rów. Rysow­nik rów­nież nie pod­chwy­cił kli­matu opo­wie­ści. Osta­tecz­nie powstało dzieło nija­kie, a dla czy­tel­nika nie­za­zna­jo­mio­nego z ory­gi­nal­nymi opo­wia­da­niami Love­cra­fta wręcz szko­dliwe. Nie wzbu­dzi w nim bowiem nawet krztyny sym­pa­tii dla kultowych przed­wiecz­nych, nie przy­bliży nawet pię­ciu pro­cent atmos­fery typo­wej dla pierwowzoru.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Nowelka graficzna „Więzień labiryntu: Lek na śmierć” od Boom! Studios

Więzień labiryntu do przede wszystkim książki young adult autorstwa Jamesa Dashnera o tematyce post-apokaliptycznej. W ostatnich …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *