PANTEON / CYKLICZNE / ADAPTACJE GIER / [CYKL] Komiksowe Adaptacje Gier – Dante’s Inferno

[CYKL] Komiksowe Adaptacje Gier – Dante’s Inferno

Świat popkultury musi się kręcić. Zaprzeczyć temu nie sposób. Problem jednak w tym, że kręci się trochę za szybko – niczym globus, który co chwila zalicza obrót o 360 stopni i którego powierzchnię, zamiast geograficznych terminów, pokrywają popkulturowe motywy. Paniczne pląsy tejże bryły nagminnie owocują remakem, rebotem, sequelem, adaptacją lub innego rodzaju dyskusyjną powtórką. Fenomen ten dotyczy zarówno kina, jak i innych przedstawicieli „rozrywkowej” gałęzi przemysłu, a objawia się oczywiście w sposób typowy dla danego medium. W kinematografii (szczególnie amerykańskiej) zjawisko to zachodzi tak często, że dostrzegają je nawet mieszkańcy afgańskich jaskiń. Osiem części thrillera Piła, czy też restart przygód Spidera, to tylko czubek celuloidowej góry wtórności.

Także uniwersum komiksu nie jest odporne na „sequelizację”, przy czym objawia się ona w trochę inny sposób. Spójrzcie na propozycję handlową największych producentów literatury obrazkowej. W harmonogramie wydawniczym AD 2015 pokasłują geriatrycznie serie, zapoczątkowane ponad PÓŁ WIEKU temu. Bohaterowie najpopularniejszych tasiemców, mimo wielokrotnych, dramatycznych, rozciągniętych na przestrzeni dziesiątek zeszytów zgonów, nieustannie powstają jak feniks z zielonych popiołów, by bawić nas jeszcze długo po heroicznej, opłakanej przez przyjaciół i czytelników śmierci. Jednak im dłużej trwa ten proceder, tym komiksowi herosi coraz mniej przypominają to dumne, mitologiczne ptaszysko – zaczynają się raczej upodabniać do nadwerężonego przez pogodę politycznego postera, „zdobiącego” miasto mimo dawno rozstrzygniętych wyborów. Stąd nagminne – pozorowane lub faktycznie wprowadzające zmiany – resety.
Częste są również szczegółowe adaptacje dzieł literackich np. Sherlocka Holmesa Arthura Conan Doylea, Conana Roberta E. Howarda, opowiadań grozy Poego i Lovecrafta… Komiksom niejednokrotnie przypada także rola gadgetu promocyjnego lub suplementu towarzyszącego premierze w innym „poważniejszym” (czyt. bardziej dochodowym) medium.

Dante's Inferno

Komputery, tak samo jak filmy i komiksy nie mogą się opędzić od kontynuacji, adaptacji i rebotów. Przykładem może być choćby Książę Persji, który z wiązki pikseli przekształcił się w wysokiej rozdzielczości teksturę. Piaski czasu doczekały się trzech epizodów, po czym dostąpiły kontrowersyjnego resetu. Disney zafundował nam dodatkowo wysokobudżetową adaptację kinową, pod którą podczepiono kolejną część gry… oraz komiks. Witajcie w królestwie przesady.

Im więcej spragnionych wrażeń serc gromadzi się wokół komputerów i konsol, tym więcej uwagi producenci poświęcają formie, w jakiej ich produkt trafia do sklepów. Uzupełnianie podstawowej oferty o edycje kolekcjonerskie, jest dziś praktyką naturalną jak wiosenne roztopy. Konkurencja prześciga się w urozmaicaniu gier o wymyślne bonusy. Bywa jednak, że na zawartości „In-box” się nie kończy. Niektórzy deweloperzy w przypływie dumy ze swego cyfrowego „bachora”, zlecają firmom zewnętrznym stworzenie suplementu, mającego stanowić podporę dla historii prezentowanej w grze. Najambitniejszą formą takiego działania jest (teoretycznie) prequel lub sequel – nowa historia, która czerpie z oryginału i do pewnego stopnia go uzupełnia. Tak jest choćby w przypadku rysunkowego Dead Space Image Comics, Hellgate: London Dark Horsea i Call of Duty: Ghost Wildstormu/DC. Rozum podpowiada, że oryginalna myśl musi przewyższać zachowawczą kalkomanię. Jak się jednak okazuje, wcale nie jest to regułą.

Do komputerowej stajni wprowadzane są czasami dziwne tematy. Na ekrany monitorów trafiają planszówki, których specyfika kłuci się stanowczo z właściwościami gier video. Z telewizyjnych seriali zrobiono już kilka epizodycznych przygodówek (Lost, CSI). Deweloperzy pozwolili nam także przywdziać skórę psychopatycznego mordercy (Manhunt)  a nawet jednej z jego ofiar (Saw I i II). Przytoczone tytuły bledną jednak przy pomyśle Visceral Games. Otóż panowie ze wspomnianego studia, postanowili przekształcić średniowieczny poemat filozoficzny w pełną przemocy, konsolową nawalankę. Umieszczenie teologicznych moralitetów Dantego Alighieri, w towarzystwie widowiskowych combosów i wszędobylskich achievementów, mówiąc delikatnie, nie sprawia wrażenia idealnej symbiozy. Ostatecznie projekt zdobył uznanie producenta – powstała gra Dante’s Inferno.

Dante's Inferno

Wokół gry panowały umiarkowane kontrowersje. Optymiści słysząc o konsolowej adaptacji wędrówki Dantego, radosnym wiwatem przywitali myśl o klimatycznej podróży przez dziewięć kręgów średniowiecznego piekła, pesymiści zaś przeklęli projekt, czym prędzej przypisując mu łatkę gwałcącego klasykę literatury gniota. Jednak DA nie pozostawało długo w centrum zainteresowania mediów (nawet, mimo awantury związanej z rzezią nieochrzczonych dzieci w Limbo). Cierpiętnicza pielgrzymka, szukającego odkupienia grzesznika, wkrótce zagłuszona została przez wrzaski rozczłonkowującego antyczne bóstwa uzurpatora – Kratosa.
Bywa, że rozrywkowym kołem fortuny, można zakręcić więcej niż raz. Tak więc licencja DA powędrowała do komiksowego wydawnictwa Wildstorm. Pracę nad projektem powierzono dwóm artystom –  Christosowi Gage i Diego Latorre.

Dziwne, ale okładka wersji TPB nie jest starannie przygotowanym przez profesjonalistów, współpracujących z DC, rysunkiem. Tomik ozdabia projekt żywcem przeniesiony z opakowania gry. Na szczęście fakt ten rekompensują nam grafiki, ozdabiające granice rozdziałów. Do tego celu wykorzystano pełne okładki, edycji zeszytowej Piekła Dantego. Za ten ruch wypada wydawcy serdecznie podziękować, bowiem mamy tu do czynienia z prawdziwymi dziełami i bardzo dobrze, że znalazły się one również w wydaniu zbiorczym.

Jestem wielkim zwolennikiem talentu pana Diego Latorre. Doceniam mroczną, „senną” wizję piekła, którą stworzył na potrzeby omawianego komiksu. Projekty postaci, w szczególności Beatrycze i Dantego, są pomysłowe, przemyślane i zdecydowanie przerastają konsolowe odpowiedniki. Przez całe 140 stron artysta skutecznie manipuluje swym specyficznym stylem, odsłaniając nam kolejne metamorfozy wybranki Dantego, wspomnienia ciążących na bohaterze niegodziwości oraz wypaczonych grzeszników, zamieszkujących infernalny grajdół. Niestety, podobnie jak w biblijnych przekazach, nadgryzienie tego dojrzałego, komiksowego owocu niesie ze sobą odrobinę goryczy. Zdarza się, że widzimy w kadrach kolorowe pustki, rozbłyski światła, rozmazane cienie, bądź sklonowane grafiki budynków, służące za substytut tła. Niektóre opisywane przez Beatrycze sceny, artysta pomija, bądź przedstawia ich „okrojoną” wersję, co mocno wpływa na płynność lektury. Nie zawsze widzimy w kadrach to, co sugeruje narratorka. Brakuje również wyraźnego zaakcentowania topografii piekła. Kolejne poziomy przemierzamy łagodnie, ledwie odczuwając istotę charakteryzujących je grzechów.

Dante's Inferno

Po przeczytaniu pierwszych stron DA byłem zachwycony pracą Christosa Gagea. Melancholijne, miłosne wątpliwości Beatrycze, przerywane przez knowania Lucyfera oraz desperackie wyznania Dante, zostały zamknięte w słowa nader sprawnie. Jednak mam wrażenie, że im dłużej trwa diabelska szarada, tym tekst odgrywa w historii mniejszą rolę. Zbudowane na intensywnych emocjach intencje bohaterów stają się zrozumiałe i przez to przewidywalne. Można spokojnie założyć, że duża część osób zainteresowanych tą produkcją miała wcześniej styczność z grą, bądź poematem. Znając rys fabularny łatwo dać się ponieść wizjom grafika.

Grę Dantes Inferno zaliczyłbym do produkcji średnich, do których po ukończeniu zabawy raczej się nie wraca. A jednak, przerzucając kartki komiksu, kilkakrotnie zdarzyło mi się zatęsknić za przejęciem kontroli nad wywijającym kosą, cyfrowym herosem. Panowie Gage i Latorre mogą spokojnie odmeldować prezesowi EA Games wykonanie zadania.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *