PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Superior Spider-Man Tom 4: Nie ma ucieczki

[RECENZJA] Superior Spider-Man Tom 4: Nie ma ucieczki

Już za kilka dni na naszym rynku pojawi się, nakładem wydawnictwa Egmont, kolejny tom serii Superior Spider-Man zatytułowany: Nie ma ucieczki. Cykl ten zbiera w naszym kraju bardzo różne oceny – od zachwytów po miażdżącą krytykę – ale prawda jak zwykle leży po środku. To niezła seria z niezłymi pomysłami, czasem obniżająca loty, czasem wspinająca się, jeśli nie na wyżyny, to na pewno w wyższe rejony komiksu superbohaterskiego. Po prostu seria, jak każda inna, skierowana przede wszystkim do fanów postaci Człowieka Pająka. Pytanie, czy najnowszy, czwarty tom, zaprezentuje formę zwyżkową czy zniżkową?

Jakiś czas temu (w niewydanych po polsku zeszytach) Alistair Smythe, Spider-Slayer zabił Marlę, żonę Jamesona, która zasłoniła męża przed jego atakiem. Został jednak umieszczony w Raft, gdzie czekać miał na wykonanie kary śmierci i moment ten właśnie nadchodzi. J. Jonah Jameson obawia się, że morderca może mieć jakiś plan ucieczki, dlatego o pomoc w sprawie prosi Spider-Mana. Chce, żeby pajęczak dopilnował przebiegu w egzekucji, a w razie jakichś kłopotów, sam się nimi zajął. Kiedy Smythe się uwalnia, Raft zostaje zamknięte, a w nim cały personel,  a także – oczywiście – Jameson i Spider. Spider-Slayer nie próżnuje jednak, z cel uwalnia Vulture’a, Scorpiona i Boomeranga i gotów jest na wszystko, byle tylko uciec. Nie jest jednak świadom, że nowy Spider-Man także nie będzie miał żadnych oporów by powstrzymać go niezależnie od kosztów, być może raz na zawsze…

Najważniejszymi zarzutami wobec serii Superior Spider-Mana są te o jej nierówność i niedojrzałym w pewnym stopniu podejściu i trudno nie przyznać im choć trochę racji. Slott nie jest ambitnym scenarzystą, już bardziej wyrobnikiem z chwilowymi przebłyskami inwencji, które często niestety psuje. W przypadku Superiora zrobił jednak kawał niezłej roboty, może nie wybitnej, ale  też na pewno niczego nie zepsuł.

W tym albumie znalazło się mniej humoru niż dotychczas, więcej natomiast miejsca poświecono na poważne, dramatyczne i z założenie poruszające momenty. I ma to swój urok i siłę. Pierwsze trzy zeszyty składające się na Nie ma ucieczki pokazują to najlepiej, gorzej jest w zbyt szybko poprowadzonym A Blind Eye, gdzie Spider, jakby w ramach wstępu do kolejnej historii, rozlicza się z całym imperium Kingpina. Potem czeka go jeszcze starcie z Goblinem, którego najlepszym momentem jest nagonka, jaką szykuje wrogowi Pająk, ale już tak jasno jak w tytułowej opowieści niestety nie jest.

Graficznie też nie jest spójnie, połowa w wykonaniu Camuncoliego jest dość średnia, lepsza, bardziej przyjemna dla oka staje się potem, gdy za ołówek chwyta charakterystyczny, choć nie dla wszystkich strawny Ramos. Mim to, wszystko to do siebie pasuje, łącznie z dobrze dobranym kolorem, który jest nowoczesny, ale nie ciąży od dziwnych eksperymentów, jakie ostatnio często w Marvelu widywałem.

Ogólnie rzecz biorąc, zabawa z tym albumem jest tak dobra jak z poprzednimi –czasemnawet lepsza, jeśli zestawić ją z tomem trzecim, który poza kilkoma fajnymi momentami prezentował się dość słabo. Fani dostaną więc to, czego oczekują, przeciwnicy natomiast nie natrafią tu na nic, co przekonałoby ich do tytułu. I o to chyba właściwie chodzi (chociaż nie zaszkodziłoby, gdyby przyciągnął nowych czytelników, prawda?). Poza tym w dalszych częściach czeka na nas jeszcze wiele udanych momentów, więc tak czy inaczej warto do serii zaglądać.

Autor: Michał Lipka

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Fantastyczna Czwórka tom 1

Scenarzysta Jonathan Hickman stał się w ostatnich latach jednym z głównych architektów uniwersum Marvela, przez co już nawet …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *