PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Tajna Inwazja

[RECENZJA] Tajna Inwazja

Mimo niezaprzeczalnego faktu, że Wielka Kolekcja Komiksów Marvela ma w swoim – coraz bogatszym – składzie, kilka tomów o dyskusyjnej jakości, jedno wpada przyznać. Wiele historii opublikowanych w ramach WKKM, bezpośrednio ze sobą koresponduje. Począwszy od dziewiątego tomu (Avengers Dissasembled), co jakiś czas pojawiają się historie, które dopełniają tą wielowątkową opowieść, ciągnącą się przez minione lata.  Tajna Inwazja to kolejny element w naszej Marvelowej układance. Czy wypadła równie dobrze jak poprzednie?

Mściciele, którzy dopiero co mieli na głowie wojnę domową, muszą rozwiązać kolejną, niewygodną kwestię. Okazuje się, że przedstawiciele zmiennokształtnej rasy Skrulli, w sekrecie infiltrowali najważniejsze organizacje skupiające herosów i współpracujące z nimi. Jak nietrudno się domyślić ich głównym i w sumie jedynym celem jest inwazja. Fabuła wałkowana była nie raz, nie dwa, ale widząc na okładce nazwisko Brian Michael Bendis można, a wręcz należy spodziewać się historii co najmniej dobrej. Sęk w tym, że owa fabuła wcale nie wygląda jak pisana przez Bendisa. A przynajmniej nie cała. Pierwsze trzy i pół zeszytu, zarysowywały ciekawą opowieść ze stosunkowo ciężkim, acz przystępnym da czytelnika komiksów o herosach klimatem.

Atmosfera niepewności względem każdego z Mścicieli, który może być kosmitą w przebraniu, była dobrze napisanym elementem scenariusza, którego autor powinien skrupulatnie pilnować aż do trzeciego aktu historii. Na nieszczęście dla nas wszystkich, Bendis trzymał się tego motywu tylko przez pewien czas. W połowie trzeciego zeszytu cały suspens nakreślony wcześniej, prowadzi do jednej z najbardziej płytkich „nawalanek” jakie widziałem od dawna. Ciągnie się w nieskończoność nie oferując jakiegokolwiek większego wyzwania dla konkretnych postaci, czy całych drużyn. Nie mogę oprzeć się skojarzeniu z klasykiem z lat osiemdziesiątych – Oni żyją. Formuła obecna w filmie idealnie pokrywała się z tematem recenzji. Świetnie nakreślony pomysł wyjściowy z dobrze zrealizowanym wstępem, zamienia się we wtórne staccato destrukcji i powtarzalnej przemocy.

Secret Invasion

Twórcy usilnie próbują  dołożyć pierwiastek „dobrych intencji” do sposobu działań Skrulli, którzy wyglądają przez to jak kosmiczni Świadkowie Jehowy. I to też mógłby być ciekawy koncept, gdyby zabrano się za niego dokładniej. Jedynym nieco ciekawszym aspektem całej kosmicznej kampanii religijnej, był materiał video, który Marvel opublikował w okolicach premiery Tajnej Inwazji.

Gdyby bohaterowie mieli okazję rozważać etyczne i moralne aspekty obecności Skrulli na Ziemi, historia nabrałaby nieco głębi. Ale bitkę na kilka zeszytów trzeba przecież uczynić priorytetem…

Dla spokoju sumienia, muszę wspomnieć o dwóch ostatnich stronach komiksu. Miały one być czymś na kształt cliff-hangera, do których przyzwyczaiły nas produkcje z Filmowego Uniwersum Marvela. Ale temu kawałkowi literatury brakuje jednej rzeczy, którą mają filmowe adaptacje. Konsekwencji. To scena, która wydawałaby się kuriozalna, nawet w przypadku co słabszych, telewizyjnych kreskówek o superbohaterach. Choć wiem, że ma być to delikatny przedsmak kolejnej serii, autorzy nie uciekną od pytania, skąd wziął się ten absurdalny wątek.

Ku mojemu zadowoleniu, komiks broni się wizualnie (autorem rysunków jest Leinil Francis Yu). Kadrowanie paneli jest bardzo konsekwentne zarówno przy dynamicznych bijatykach jak i statycznej ekspozycji.  Same postacie są „porozstawiane” bardzo sensownie, co czyni kadry bardzo czytelnymi (nie sądziłem, że kiedyś to napiszę, ale – powie mi ktoś czemu w każdej nadążającej się sytuacji, tyłek Mr. Fantastica jest eksponowany tak wyraźnie?). Nie jestem za to, przekonany co do sposobu w jaki cieniowano wszystkie postacie. Dzielenie cienia na kilka osobnych odcieni, zamiast płynnego przejścia tonacji, nadaje rysunkom efekt przypominający niedokończony proces kolorowania.

Secret Invasion

Słowem zakończenia. Secret Invasion nie jest tak dobrym komiksem, jakim mógł być. Nie byłbym nim tak zawiedziony, gdyby tekst stworzył, mniej renomowany scenarzysta. Ale mając świadomość, ze historię tą pisał Brian Michael Bendis , zostaje tylko odłożyć komiks na półkę i z uczuciem wewnętrznej pustki zadać sobie pytanie – „Czemu?”. Niewątpliwie jest to rozrywka, która spełnia swoją najbardziej elementarną funkcję, ale nie należy dopatrywać się tutaj ambitniejszej literatury.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 10-1

Niezamierzenie ostatnia dziesiątka rankingu stała się sceną pojedynku dwóch znakomitych scenarzystów. Pojedynku, który okazał się wyrównany, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *